• Eurobrednie poobiednie

    Zbyt wiele niezależnych od siebie źródeł powtórzyło tę bzdurę, żebym nie zareagował. Ale po kolei: zaczęło się od mojego "ćwierku" na popularnym komunikatorze, gdzie zwięźle i dosadnie zwróciłem uwagę, że jeśli argumentem za okazywaniem posłuszeństwa Komisji Europejskiej mają być unijne fundusze, to te fundusze i tak się już kończą. Czytaj więcej...
  • Macierewicz musi odejść

    Aż trudno uwierzyć, ale serial „rekonstrukcja rządu” nieoczekiwanie został zakończony. I to w sposób naprawdę zaskakujący – z nowego rządu usunięty został Antoni Macierewicz, polityk z jednej strony uwielbiany w „żelaznym elektoracie” PiS, z drugiej sprawiający Jarosławowi Kaczyńskiemu nieustanny kłopot. Czytaj więcej...
  • Szlakiem Palikota

    Wydaje się Państwu, że o aborcji napisano i powiedziano już wszystko. Otóż moim zdaniem nie – a jeśli nawet, to najważniejsze się nie przebiło i trzeba powtórzyć.  Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

poniedziałek, 25 wrzesień 2017 09:40

Kto kogo, kto komu? Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Fot. Gladson Xavier / pexels.com Fot. Gladson Xavier / pexels.com

Właściwie to cisną mi się do głowy same banały. Na przykład: wojnę łatwo zacząć, ale trudno skończyć. Albo: na wojnie pierwszą ofiarą pada prawda. Może ewentualnie coś o tym, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta i pyrrusowych zwycięstwach.

Mówię oczywiście o „wojnie na górze” w PiS. Odpalenie przez ziobrystów (no bo nie rżnijmy głupa, że to tak samo z siebie akurat teraz) medialnego smrodu wokół Michała Królikowskiego prawdopodobnie skończy się źle dla wszystkich stron konfliktu, który dotąd wizerunkowo przynosił PiS pożytek, ale teraz prawdopodobnie wymknie się spod kontroli.

(...)

Z reguły polityczne wojny kończą się gombrowiczowską „kupą”, z której wyłazi coś przez nikogo nie chcianego i nieprzewidzianego.

(...)

Z jednej strony, inspiracja i motywacja ziobrystów oraz całego wspierającego ich w tej sprawie pisowskiego hard-koru jest oczywista: zdrajca prezydent zatrudnił do pisania ustaw „adwokata mafii” by ochronić mafię w togach, wszystko jasne. Z drugiej, skwapliwość, z jaką Królikowski zaczął opowiadać o czekającym go aresztowaniu i uciekać się pod obronę akurat przypadkiem nieobecnego w kraju prezydenta też budzą podejrzenia. 

(...)

Jest tu wiele podobieństw miedzy założycielską dla elity III RP „wojną na górze” z roku 1990, ale jest też zasadnicza różnica.

Wojna między ministrami Sprawiedliwości i Obrony a Prezydentem toczy się pod okiem superarbitra – prezesa PiS.

I to jego pozycja w tym konflikcie jest najbardziej znacząca. Tyle, że – znowu! – nie ma twardych danych, pozwalających ja jednoznacznie określić. Znacząca wydaje się ta sekwencja zdarzeń – rano atak ziobrystów, a wieczorem spotkanie Komendanta z prezydentem i uspokajający komunikat, że co do kształtu reformy osiągnięto porozumienia. Jakie naprawdę – diabli wiedzą.

Nie wierzę, żeby sprawę Królikowskiego wywleczono i próbowano nią „umoczyć” Prezydenta bez wiedzy Komendanta Click to Tweet

– na ile znam Kaczyńskiego (nie osobiście, obserwując jego politykę od lat) to znowu próbuje zrobić Dudę w balon, tak jak z Trybunałem Konstytucyjnym. 

(...)

Oczywiście – nie teraz, tylko w przyszłości, kiedy Prezydent ustąpi w kwestii reformy, i dopiero wtedy okaże się, że w wynegocjowanym rozejmie był jakiś haczyk.

(...)

Andrzej Duda dostał w I turze wyborów ok 5,1 mln głosów, w drugiej 8,6 mln. Prawo i Sprawiedliwość w późniejszych wyborach parlamentarnych 5,7 mln. Argument, kto ma silniejszą demokratyczną legitymację do ostatecznego decydowania o kształcie ważnej ustrojowej reformy działa więc w oczywisty sposób na korzyść Prezydenta.

(...)

Ale najmniejszej wątpliwości nie ulega, że swój wynik w wyborach parlamentarnych (który przełożył się na sejmową większość dzięki korzystnemu zbiegowi okoliczności) zawdzięcza PiS temu, że przytomnie schował tych właśnie ministrów, którzy dziś prowadzą wojnę przeciwko Prezydentowi, a i samego Komendanta przesadnie nie eksponował. '

Wystarczający do rządzenia wynik PiS uzyskał dzięki temu, że wystąpił jako partia Andrzeja Dudy i Beaty Szydło. Gdyby występował otwarcie jako partia Macierewicza i Ziobry, gumno by było, a nie dobra zmiana. 

(...)

Na koniec, raz jeszcze o doświadczeniu założycielskiej „wojny na górze” z 1990. Obie strony oskarżały się wtedy o różne paskudne rzeczy, i, zasadniczo, wszystkie te oskarżenia okazały się słuszne. W każdym razie przekonały wyborców, że „wart Pac pałaca” i skłoniły do zdarzenia, które w wtedy wydawało się absolutnie niewyobrażalne – wyborczego zwycięstwa postkomuny. Bo zwykle tak jest, że gdy obie strony wojny usiłują się nawzajem zdyskredytować wyciągając na siebie haki, to udaje się i jednym, i drugim. Moim skromnym, „dobra zmiana” weszła właśnie na tę drogę – czy może raczej równię pochyłą.

Cały tekst "Ziemkiewicz: Kto kogo, kto komu?" znajduje się na stronie "Do rzeczy"Kto kogo, kto komu?" znajduje się na stronie "Do rzeczy"

Czytany 5911 razy

Artykuły powiązane

  • Bijcie brawo, obywatele Bijcie brawo, obywatele

    Wymiana premiera, muszę powtórzyć nieco innymi słowami to samo, co pisałem już w ostatnich tygodniach, pokazuje degrengoladę życia publicznego i republikanizmu w naszym kraju.

  • Witajcie na zapadni Witajcie na zapadni

    Od kilku tygodni – albo od kilku miesięcy, zależy jak liczyć – PiS grilluje swój własny rząd uporczywie powtarzanymi pogłoskami o „rekonstrukcji”. 

  • Koniec początku, a może początek końca Koniec początku, a może początek końca

    Serial "rekonstrukcja rządu Beaty Szydło" znajdzie swoje poczesne miejsce w historii politycznego pijaru, w tomie poświęconym szaleństwu, absurdowi i nieudacznictwu. Ma nawet szanse przyćmić kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego i jego, jeszcze niedawno wydawało się, niedościgniony sukces, jakim było przegranie wyborów z kandydatem rok wcześniej nikomu nie znanym, gdy miało się poparcie 60 proc. ankietowanych oraz wszystkich wpływowych mediów i tzw. autorytetów, a do tego pieniądze, administracje państwową i największe grupy interesu.

  • To się dzieje To się dzieje

    Państwo mają prawo mi nie wierzyć. Sam czasem myślę: nie, to się nie dzieje. To niemożliwe. Zawsze żyliśmy w „najweselszym baraku w obozie socjalistycznym”, zawsze sprawy publiczne miały tendencję do stania na głowie – ale aż tak?

  • Akcja arogancja Akcja arogancja

    Nad sejmowymi pracami coraz wyraźniej unosi się duch Stefana Niesiołowskiego, z jego butnym „wygrajcie wybory, to sobie przegłosujecie co będziecie chcieli”. Te słowa padły w czasach, gdy wybory wygrywała sitwa pana Niesiołowskiego i wydawało się jej – ba, było tego pewna – że tak pozostanie już zawsze. Wyborcy pokarali ją za tę butę bardzo surowo.