sobota, 02 wrzesień 2017 17:53

Gównoburza jako terapia Wyróżniony

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(10 głosów)
Gównoburza zawsze jest powód Gównoburza zawsze jest powód

Z perspektywy wakacyjnej przerwy jeszcze lepiej widać, do jakiego stopnia upadające elity III RP żyją w kulturze nieustającej – excusez le mot – „gównoburzy”.

Władza, nieważne, czy daje ku temu powody, czy nie, codziennie musi być okładana wyrazami potępienia i oburzenia. Jeśli akurat nie ma za co, to za cokolwiek. Premier założyła żółtą garsonkę. Prezydent pokazał kciuk. Prezes założył biało-czerwoną pelerynkę przeciwdeszczową. Minister nie dopuścił do mikrofonu harcerza. I tak dalej.

Oczywiście, powody do gównoburz można produkować seryjnie absolutnie z niczego. Click to Tweet

Akurat w wypadku harcerzgate na Wetsterplatte mam podejrzenie, że był to news zupełnie świadomie wygenerowany przez pana Adamowicza, bo, jak się zdaje, to on w przeddzień uroczystości doprowadził do złożenia obietnicy ZHP, iż to ich przedstawiciel odczyta „apel pamięci” – obietnicy sprzecznej z obowiązującym ceremoniałem wojskowym, który prawo do tego daje tylko oficerom, a jedynie w wyjątkowych wypadkach podoficerom Wojska Polskiego na służbie. Mówiąc nawiasem – na mocy zarządzenia wydanego w czasach poprzedniej władzy przez partyjnego kolegę Adamowicza, Tomasza Siemoniaka.

(...)

Wracając do tematu – gównoburzę robi się ze wszystkiego. Każda wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego albo innego przedstawiciela PiS, jeśli ją odpowiednio przekręcić, będzie dobrą pożywką dla chórów nieustannie oburzonych „tym, co się dzieje”. Wedle zasady – Kaczyński potępił separatystów z RAŚ, robimy histerię, że „obraził wszystkich Ślązaków”. Albo, premier Szydło zwróciła uwagę, że protesty pod sądami były profesjonalnie zorganizowane, a to znaczy, że ktoś wyłożył na ich organizację pieniądze (chyba nawet redaktor Lis nie będzie się upierał, że profesjonalne estrady z oświetleniem, nagłośnieniem, telebimami i tak dalej spontanicznie przynieśli oburzeni obywatele ze sobą, bo każdy ma przecież elementy takich instalacji w domu? Chociaż jemu akurat tak już odbiło, że kto wie.) No to wmawiamy swoim, że powiedziała, iż płacono protestującym za przyjście, i się oburzamy. Oburzać się zawsze jest czym.

(...)

Łatwo zrozumieć, dlaczego „wysadzeni z siodła” chcą dzień w dzień przeżuwać newsy podtrzymujące ich w paroksyzmie złości – co „oni” znowu powiedzieli, co „oni” znowu zrobili!!! To terapia, która trzyma ich przy życiu – zwracałem już kiedyś uwagę, że na podobnej zasadzie zaspakajał emocjonalne potrzeby ludzi identyfikujących się z PRL po jej upadku Jerzy Urban. 

(...)

Ale dlaczego „tefałeny” na tym nie tracą, przynajmniej nie w jakiś widoczny sposób? Tracą, owszem, wyraziście antypisowscy celebryci, bo na przykład jako „kontrowersyjni” wylatują z intratnych reklam – ale media, które ich do codziennego podtrzymywania wirów i spiętrzeń kolejnych gównoburz używają, nie. Sondaże pokazują stały wzrost notowań władzy i spadek notowań opozycji, ale Polacy jakoś nie przełączają się masowo z seansów nienawiści wobec władzy w TVN na seanse uwielbiania jej w TVP. Dlaczego?

(...)

Mogę się mylić, ale to także wygląda mi na wielką terapię, na jakieś zbiorowe leczenie kompleksu niższości i niechęci do samych siebie, które Polacy mają wciąż głęboko wszczepione. Wybieramy władze jako swoje lustro, i sami siebie symbolicznie w stosunku do niej odreagowujemy, co pozwala dostąpić oczyszczenia. Ktoś lepszy ode mnie w takie klocki powinien się tym problemem zająć – czekam niecierpliwie na stosowną dysertację.

Całość na DoRzeczy.pl

Czytany 7162 razy

Artykuły powiązane

  • Urbanizacja "opozycji totalnej" Urbanizacja "opozycji totalnej"

    Wyznam, że inaczej niż u wielu rówieśników, bohaterem mojego dzieciństwa nie był ani Hans Kloss, ani Janek Kos.

  • Totalny Postmodernizm Totalny Postmodernizm

    Pewnie już Państwo słyszeli ta nazwisko – Adam Mazguła. Jeśli nie, to znaczy, że nie jesteście Państwo w kursie. „Syn sapera”, jak sam się przedstawia, oraz były oficer tzw. ludowego wojska, co, mówiąc słowami piosenki, „widać, słychać i czuć”. W stanie wojennym porucznik, cieszący się nienaganną kartą służby i wysoko ceniony przez zwierzchników – „powierzone mu zadania wykonuje wzorowo”, „bez wątpliwości uznaje konieczność działań podjętych dla obrony socjalizmu” etc. – w czasach III RP bywał komendantem garnizonów, administrował w Iraku, aż uwieńczył karierę w wojsku stopniem pułkownika, na który awansował go Tomasz Siemoniak w ostatnich dniach rządu PO-PSL. Przez kilka lat sołtys Skorochowa pod Nysą, komendant opolskiego hufca ZHP (właśnie złożył rezygnację), w obejściu, sposobie wypowiadania się i argumentowania, klasyczny – przepraszam, ale tak to się dokładnie nazywało – peerelowski „trep”, z tych, którzy przed wizytacjami ganiali żołnierzy do malowania trawy na zielono.

  • NATO, NATO wszędzie - Chłodnym Okiem NATO, NATO wszędzie - Chłodnym Okiem

    Została odwrócona klątwa 1997 roku, kiedy to na zachodzie dominowało idiotyczne przekonanie, że jeżeli na dyktatorów nie będzie się naciskać i stawiać w trudnych sytuacjach, to oni sami nawrócą się ku liberalizmowi. Lewica światowa to ludzie, którzy wyznają determinizm heglowski, że wszystko idzie w stronę postępu, a postęp to oni, czyli pacyfizm, demokracja i tolerancja. Przez ostatnie ćwierć wieku zachód myślał, że jak się będzie zbroić, to w Rosji wzrośnie niepokój, na którego fali dojdą do władzy jacyś twardogłowi.

  • Prezes jak z koziej skóry toga Prezes jak z koziej skóry toga

    To, że Andrzej Rzepliński wbrew wymogom piastowanej funkcji poczuł się politykiem i zachowuje jakby Trybunał Konstytucyjny, którym kieruje, był partią, i to jego prywatną partią, samo w sobie jest już wystarczająco złe. Ale najgorsze, że polityk z niego nieudolny, miotany emocjami, a zwłaszcza rozpierającym go poczuciem własnej ważności.

  • Reszta jest świnieniem Reszta jest świnieniem

    Elektryk z W-4 w wolnych chwilach czynił rękopiśmienne notatki, tak z potrzeby duszy, co tam który z kolegów mówił o Partii i rządzie, a SB mu je wykradła, a on sobie o nich teraz przypomniał.