poniedziałek, 07 sierpień 2017 06:01

Europa nie da się lubić. Ale da się z nią grać Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
Europa nie da się lubić. Ale da się z nią grać Fot. freestocks.org

Stare przysłowie uczy, że kto chce psa, uderzyć, kija zawsze znajdzie. Ale nie z każdego kija, jaki się nadarzy, warto korzystać – podpowiada zdrowy rozsądek.

Panu Timmermansowi najwyraźniej rozsądku zabrakło i szukając pretekstu do ataku na polską ustawę o ustroju sądów powszechnych przyczepił się do tego, że dostosowała ona wiek przechodzenia sędziów w stan spoczynku do obowiązującego w Polsce wieku emerytalnego, innego dla mężczyzn, innego dla kobiet. 

(...)

NSZZ „Solidarność” zareagowała na tę deklarację Timmermansa listem dopytującym się, czy to znaczy, że Komisja kwestionuje przywrócenie przez Polskę generalnie niższego, a zwłaszcza niższego dla kobiet wieku emerytalnego. Komisja zareagowała jak na nią niezwykle szybko i przez swą rzeczniczkę odpisała, że owszem, różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn to dyskryminacja i komisja to potępia. Ponieważ zróżnicowanie wieku emerytalnego obowiązuje w coś około dziesięciu krajach Unii, trzeba tu było znaleźć kolejnego kija i jakoś uzasadnić przyjęcie akurat wobec Polski stanowiska „co wolno wojewodzie”.

Komisja uzasadniła je tak, że wprawdzie nie żąda, żeby wszystkie kraje, które mają różny wiek emerytalny, natychmiast go ujednoliciły, ale muszą one „dążyć” do tego. Polska zaś najpierw, za rządów PO, wprowadziła rozwiązanie „równościowe”, a potem, już za rządów PiS, przywróciła poprzednie, „dyskryminacyjne”, więc w przeciwieństwie do pozostałych państw, które „dążą”, choć jakby bezobjawowo, zostaną nam wyciągnięte bliżej nieokreślone, ale na pewno surowe i strasznie konsekwencje.

(...)

Powiem Państwu, co ja bym w takiej sytuacji zrobił, gdybym był Jarosławem Kaczyńskim.

Otóż zrobiłbym Orbana. To znaczy, po odegraniu wielkiego teatru „walczymy ze wszystkich sił”, akurat w tej sprawie Komisji Europejskiej uległ. Ale tak, żeby nikt w Polsce nie miał wątpliwości, że cofnięcie popularnej w społeczeństwie ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego (mówiąc prościej, że cofnięcie cofnięcia niepopularnej „reformy” PO) to wina Junckera, Timmermansa i inspirującego ich do antypolskich działań Tuska. „Nie możemy kopać się z koniem”, „ustępujemy przed przemocą”, „oto skutki bezmyślnej polityki »brzydkiej panny bez posagu« i »spływania z głównym nurtem« prowadzonej przez naszych poprzedników” etc.

Dlaczego tak?

Bo akurat obniżenie wieku emerytalnego to pułapka, w którą się PiS wpakował i która do niedawna wydawała się pułapką bez wyjścia.

PO nie podniosła wieku emerytalnego ot, tak sobie, z czystej złośliwości wobec wyborców. Po prostu wobec coraz dłuższego życia Polaków utrzymywanie wieku 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn musi rozwalić finanse państwa, prędzej czy później. W „teoretycznym” państwie PO groziło to prędzej. PiS zdołał nieco zwiększyć wpływy do budżetu – ale też podniósł i obiecuje nadal podnosić wydatki – to jednak tylko odsuwa problem w czasie.

(...)

I oto nagle głupek z Brukseli, chcąc się przysłużyć kolegom z PO, rzuca PiSowi ratunkową linę. Click to Tweet

Brać! Łapać ją i ciągnąć! Tym bardziej, że da to dodatkowe korzyści, obniżając w Polsce popularność Unii jako takiej i mocno osłabiając środowiska chętne do odgrywania w konflikcie z nią roli „V kolumny”.

(...)

Wiele wskazuje na to, że robiąc z Polski chłopca do bicia eurokraci, szczególnie Komisja Europejska, kierują się chęcią powiększenia swych kompetencji ponad to, co przyznają im traktaty. Chcą się rozepchnąć, „sfalandyzować” wspólnotowe prawo w taki sposób, aby ustawić się na pozycji nad-rządu, ponad państwami narodowymi.

To dążenie jest oczywiste, podobnie, jak ideologiczne zaślepienie, przypominające stan umysłów sowieckiego politbiura z czasów Andropowa czy Czernienki. 

(...)

Wydaje się oczywiste, choć rzadko kto daje temu otwarcie przekonanie, że w kręgach decydującej o losach Unii oligarchii dawno już zapanowało przekonanie, iż dla uratowania chwiejącej się konstrukcji trzeba ją znacząco zmniejszyć. Wiele z tego, co generują zachodnie media, wydaje się przygotowaniem artyleryjskim przed szykowaną operacją. Ciągłe oskarżanie środkowej Europy o łamanie „podstawowych praw i wolności” czy „standardów”, o autorytarne ciągoty, nacjonalizm i inne najstraszliwsze w europejskiej propagandzie zbrodnie wydaje mi się typowym zachowaniem agresora, szykującego się do napaści. 

(...)

Ciągłe wmawianie, że Polska, Węgry, Słowacja czy inne „niewdzięczne” kraje regionu chcą wyjść z Europy wydaje się w istocie uzasadnianiem szykowanego wypchnięcia nas z „unii pierwszej prędkości”.

Bo taki scenariusz wydaje się przyświecać oligarchii: podzielić Unię na metropolię i kolonialne, wyzyskiwane znacznie bezczelniej niż dotąd peryferia. Niejasna pozostaje planowane granica podziału. Wielu analityków spodziewa się, że ma ją stanowić granica strefy euro. 

(...)

Tak czy owak, w perspektywie pięciu-dziesięciu lat czeka nas poważne wyzwanie, związane z kształtowaniem nowego (acz w istocie starego) europejskiego porządku. Samo w sobie wspomniane „wypchnięcie” nie musi być dla nas złe, ale musi dokonać się na warunkach gwarantujących nam status kraju suwerennego, a nie półkolonii czy protektoratu. 

(...)

Jest naszym żywotnym interesem, na przykład, spełniać warunki członkostwa w strefie euro, ale też, spełniając je, jak najdłużej do wspólnej waluty nie przystępować. Nie żebym to wykluczał, ale dopiero w momencie, gdy stan polskiej gospodarki gwarantować będzie, że wspólna waluta z Niemcami i Francją będzie korzystna dla nas, a nie dla nich. Zanim to nastąpi, trzeba pod wszelkimi możliwymi pretekstami odwlekać sprawę; ale jednoznacznej odmowy udzielić nie możemy, to by nas bowiem od europejskich rynków odcięło, a długo jeszcze nic nam tej straty nie będzie w stanie zrekompensować.

W tej grze atutem mogą być wzajemne relacje „trójmorza” – wręcz narzucającej się odpowiedzi na dążenia eurooligarchii do wyodrębnienia europejskiej „metropolii” i oddzielenia jej o od „peryferiów” – a także interesy amerykańskie i chińskie w środkowej Europie.

(...)

Natomiast dużym problemem będzie wspomniana już tutejsza „V kolumna”, jaką staje się „opozycja totalna”, z natury swej – jako emanacja tego, co teoria państwa postkolonialnego nazywa „elitą kompradorską” a więc obsługującą we własnym kraju interesy zewnętrzne – skłonna do czynienia tu dywersji i „bałwanienia”, mówiąc językiem Szwejka, obywateli polskich w duchu bezwzględnego rozpłaszczenia przed polityczną, ideologiczną i gospodarczą kolonizacją.

(...)

Cały tekst

Czytany 11377 razy

Artykuły powiązane

  • Co się odwlecze... Co się odwlecze...

    "Nie ma takiej podłości, jakiej nie dopuści się najbardziej nawet liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy" - napisał jeden z klasyków nowożytnej ekonomii.

  • Miesięcznice czas skończyć Miesięcznice czas skończyć

    Jarosław Kaczyński zapowiedział zaprzestanie comiesięcznych marszów na Krakowskim Przedmieściu, potocznie zwanych „miesięcznicami smoleńskimi”. To krok w dobrą stronę, ale ponieważ prezes PiS zakreślił dość odległy horyzont czasowy, jego zapowiedź nie przyniesie rządzącym żadnych konkretnych korzyści.

  • Ucieczka w kilka stron Ucieczka w kilka stron

    Na razie bój o reformę sądownictwa pozostaje nierozstrzygnięty. Ponieważ nieoczekiwanie zamiast do umocnienia notowań, doprowadził on do „wojny na górze”, PiS próbuje klasycznego manewru „ucieczki do przodu”.

  • Powtórka z Trybunału Powtórka z Trybunału

    Nie zrozumiemy decyzji prezydenta o zawetowaniu przepychanych przez Sejm kolanem ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa bez przypomnienia sobie, jak to było ponad półtora roku temu z Trybunałem, Konstytucyjnym.

  • Pierdołoganizm Pierdołoganizm

    Jak szybko mija czas… Dopiero co, pamiętam jak dziś, Zbigniew Ziobro był w Prawie i Sprawiedliwości zdrajcą. Nie pierwszym, ale na pewno największym – zdrajcą, który miał wszystkich zdrajców pod sobą.