• Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia.  Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

poniedziałek, 03 lipiec 2017 09:20

Scheiss-sturm und drang periode Wyróżniony

Napisane przez RAZ / RED
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Trybunał Konsytucyjny Trybunał Konsytucyjny By Jurij - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1427225

Jeśli dobrze liczę, to niedawna nominacja Andrzeja Zielonackiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego wyznaczyła ten moment, w którym PiS uzyskałby większość w Trybunale w sposób, że tak to ujmę, naturalny.

To znaczy: gdyby u zarania swych rządów zamiast uznać uchwałę poprzedniego Sejmu powołującą pięciu sędziów, w tym dwóch „na zapas”, za nieważną nie w całości, a tylko w części dotyczącej tych dwóch, względnie gdyby prezydent wybił się wtedy na samodzielność i zamiast przyjmować ślubowania po nocy zaczekał na orzeczenie TK, które jak dziś wiemy szło w tym właśnie kierunku – to Trybunał właśnie teraz zostałby ostatecznie przejęty.

(...)

Proszę, popatrzmy z dzisiejszego punktu widzenia na tych kilkanaście minionych miesięcy i zapytajmy siebie samych: więc po co to było? Co PiS waląc owym cepem „konwalidacji” uzyskał?

Moim zdaniem tylko jedno – podciął na starcie prezydentury skrzydła Andrzejowi Dudzie, któremu to nocne ślubowanie i w ogóle ukazana wobec partii rządzącej uległość zamknęła drogę do poszerzania swego elektoratu. 

(...)

Awantura z udziałem Komisji Weneckiej i Europejskiej, nagonka liberalnej prasy światowej na nasz kraj, pielgrzymki neotargowiczan do zachodnich stolic po sankcje, a co dużo gorsze – kompletne złachanie w oczach społeczeństwa jednego z ostatnich instytucjonalnych autorytetów i pokazanie wszem i wobec, że prawo to tylko widzimisię aktualnie dominujących polityków, wszystko to było ceną zapłaconą przez Polskę wyłącznie za leninowskie „kto kogo”.

Kontynuując nasz myślowy eksperyment – gdyby się stało tak, jak powinno, to znaczy PiS wybrałby ponownie dwóch sędziów, do którym miał prawo parlament tej kadencji, pozostawiając trzech z poprzedniej, to jak wpłynęłoby to na zachowanie „totalnej opozycji”?

Jestem więcej niż pewien, że wcale. 

(...)

Mało kto pamięta, że w dniu, kiedy Sejm wyskoczył nieoczekiwanie z uchwałą „konwalidującą” Trybunał, posłowie PO i Nowoczesnej przyszli z flagami unijnymi i na zdjęciach widać te flagi, ustawione przy każdym z siedzących; dopiero potem biegiem przynoszono im do wymachiwania egzemplarze konstytucji. Draka była już przyszykowana, tylko miała to być draka o to, że z holu KPRM zniknęły – już nawet nie pamiętam, naprawdę, czy był to jeszcze jeden z masowo produkowanych przez antypisowskie media fejków – unijne chorągwie.

To, że „opozycja totalna” będzie krzyczeć, tupać, bluzgać, pluć i tak dalej, jak to przez cały czas od przegranych wyborów czyni, było przesądzone od pierwszych dni nowej władzy.

(...)

Jak to – nie będziemy rządzić? MY nie będziemy rządzić?! Nie nasz prezydent, nie nasz premier, wszelkie władze – bez naszych ludzi, naszej akceptacji, poza naszą kontrolą?

„Nie – i chuj!”, jak głosił najcelniejszy z transparentów niesionych przez KOD-owskich manifestantów.

Oczywiście, gdyby nie takie a nie inne załatwienie sprawy z TK opozycja byłaby dużo słabsza, choćby dlatego, że nie udałoby się jej wpuścić w nagonkę na Polskę organów unijnych (a może znalazłyby się inne preteksty do debat w europarlamencie i straszenia „ochroną praworządności”?). Z jakiegoś jednak powodu „komendant” tego nie chciał. Nie umiem znaleźć wyjaśnienia innego, niż po prostu to, że „komendant” nie chce wygrywać zręcznymi operacjami, choć są przykłady, że umiałby, nie chce politycznego wroga wymanewrować, tylko zawsze marzy o tym, by przejechać po nim jak husarska szarża i jeszcze leżącemu napluć w baniak.

Czy jedno przemówienie w Przysusze jest wystarczającym powodem by uwierzyć, że nagle od swego zwyczaju odstąpi i zacznie niepisowskich Polaków pozyskiwać, a nie ich pouczać, często-gęsto podnosząc głos? Wydaje mi się to równie wiarygodne, jak złożona po raz kolejny (fakt, że na wyższym szczeblu) obietnica przywrócenia artystom prawa do odliczania kosztów uzyskania, na poziomie wywalczonym dla nich kiedyś przez Stefana Żeromskiego.

(...)

Zmianę strategii PiS na „pieniądze i spokój” przynajmniej można sobie wyobrazić. Zmiany po stronie „opozycji totalnej” – w żaden sposób. Tu już zapiekłość i histeria, w połączeniu ze strachem liderów i działaczy o własne umoczone w patologiach i aferach tyłki zaszły zbyt daleko. Przedwczoraj była przepychanka w Radomiu, rozdęta przez tefałeny do rozmiarów czegoś w rodzaju „nocy kryształowej”, tylko na trochę większą niż u Hitlera skalę, wczoraj wyssane z palca oplucie muzułmanki, dziś męczeński brak zaproszenia na spotkanie z Trumpem (tu akurat doskonale ambasadę USA rozumiem – po co sprowadzać na spotkanie z prezydentem ludzi, gotowych nagle zacząć blokować mównicę, machać kartonami, latać z komórką, śpiewać i korzystając z wywołanego zamieszania szperać innym gościom w torbach i kieszeniach). Pojutrze będzie skandaliczne, haniebne i hitlerowskie podnoszenie przez policję uwalonego na Krakowskim Przedmieściu Wałęsy. Jutro nie wiem jeszcze co, ale na pewno coś równie ważkiego.

Gównoburza, bo nie sposób tego inaczej ująć, stała się naszą polską codziennością. Click to Tweet

I będzie tak, dopóki PO i jej przebudówki, które stały się po przegranych wyborach polityczną substancją gnilną, zatruwającą toksynami całą debatę publiczną i Polskę jako taką, nie zostaną przez organizm demokracji ostatecznie wyimmunizowane i usunięte. 

 

Cały tekst

 

 

Czytany 1499 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.