sobota, 24 czerwiec 2017 14:36

Balcerowicza pożegnanie z rozumem i przyzwoitością

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(8 głosów)
Przez tyle lat powtarzano „Balcerowicz musi odejść”, a on nie odchodził, tylko po to, aby zamiast tego w końcu totalnie odlecieć. Przez tyle lat powtarzano „Balcerowicz musi odejść”, a on nie odchodził, tylko po to, aby zamiast tego w końcu totalnie odlecieć. fot. arch.

„Nie można być obojętnym wobec niebywałego psucia Polski, robienia z niej w świecie pariasa, wobec podłości i kłamstwa” – oznajmił Leszek Balcerowicz Magdalenie Rigamonti w wywiadzie,

który powinien znaleźć się w antologii podobnych wypowiedzi dokumentujących intelektualne wypalenie i graniczącą z histerią frustrację tzw. elit III RP (roboczo opatrzyłbym taką antologię tytułem: „Oni nic nie zrozumieli”). I jedno trzeba mu przyznać – obojętny nie jest. Każde zdanie tej rozmowy pokazuje, że Balcerowicza dosłownie roznosi furia.

„Mamy do czynienia z potęgowaniem świństwa w życiu publicznym.” „Każdy, kto nie jest kompletnie otumaniony katolicko-narodową nienawiścią zdaje sobie sprawę...” że Polską rządzą „ludzie obrzydliwi moralnie”. „Od władzy płyną komunikaty nienawiści”. „W tej partii [PiS, oczywiście] najbardziej niemoralnej partii w historii II RP”, która „tak naprawdę jest partią postpeerelowską” „nastąpiła niesamowita brutalizacja i języka, i polityki. To degraduje Polskę.” Politycy PiS „posuwają się do chamstwa i skrajnej obłudy. Jarosław Gowin jest przykładem skrajnego obłudnika, bo nie sądzę, by wierzył w to, co mówi... wysługuje się chamom i jednocześnie legitymizuje ich przez pseudointelektualne usprawiedliwienia”.

W tych jeremiadach profesor, delikatnie mówiąc, nie bardzo przejmuje się logiką, gorzej nawet – mówi rzeczy krańcowo sprzeczne z prawdą. „Budżet już trzeszczy!” – bije na alarm. Akurat w tygodniu, gdy ogłoszono dane o wykonaniu budżetu: po pierwszych pięciu miesiącach 2017 z zaplanowanego na ten rok deficytu 30 mld pln rząd wykorzystał 200 mln, mniej niż pół procent. To wynik ogromnego wzrostu wpływów podatkowych – około 20 mld, głównie z VAT, co z kolei jest oczywistym skutkiem ukrócenia masowych przekrętów w obrocie paliwami i zatrzymania mafijnych „karuzeli VAT-owskich”.

Można oczywiście wskazać różne wątpliwe aspekty tych sukcesów, krytykować wprowadzenie podatku bankowego i „nadmierny fiskalizm”, co Balcerowicz też czyni, ale twierdzenie, że „budżet trzeszczy” i straszenie bankructwem jest zwyczajnie... hm, powiedzmy – „kontrfaktyczne”, podobnie jak gołosłowne twierdzenia o upadku międzynarodowego znaczenia Polski (szczyt NATO, Rada Bezpieczeństwa ONZ, wizyta prezydenta USA etc.).

Innym kłamstwem, które Leszek Balcerowicz powtarza od dawna z lubością, i nie może nie wiedzieć, że świadomie posługuje się tu nieprawdą, jest przypisywanie PiS winy za „największy przekręt finansowy w tym kraju po 1989”: SKOK-i. Anatomię tego kłamstwa wykładałem już kiedyś punkt po punkcie w tekście „SKOK, czyli montaż i antymontaż”, który można łatwo wyguglać w sieci (a jeszcze lepiej nabyć go wraz z całą książką „Pycha i Upadek”)

Jeśli ktoś w świetle powyższego potrafi nadal uważać Leszka Balcerowicza za człowieka wiarygodnego, poważnego i przyzwoitego, to gratuluję. Ja już tę zdolność zatraciłem.

Jak może on cały sukces znienawidzonej formacji politycznej tłumaczyć „ogłupianiem” za pomocą „PiS-mediów” i widzieć w tym powtórkę z propagandy PRL, skoro media, które można uznać za sprzyjające PiS, a nawet tylko za nie zdeklarowane wobec sejmowej większości i prezydenta zdecydowanie wrogo, wciąż mają na społeczeństwo wpływ mniejszy, niż te agregujące przekaz i emocje bliskie Balcerowiczowi? A przed wyborami, które PiS dwukrotnie wygrał, nie miały go prawie wcale? Rozum nakazywałby sięgnąć po inne niż PRL przykłady – na przykład, do USA, gdzie Republikanom zdarzało się wygrywać, choć 90 proc. narzędzi do ogłupiania społeczeństwa, za jakie można uznać mass-media, intensywnie pracowało przeciwko nim. Rozum nakazywałby zastanowić się nad własną przeciwskutecznościa, zweryfikować postrzeganie sytuacji i przyjęte założenia, którym rzeczywistość najwyraźniej zaprzeczyła.

Ale droga rozumu Leszka Balcerowicza nie pociąga. Miotają nim furie i psychologiczne przymusy.

Co prawda, nie idzie Balcerowicz tak daleko, jak Jacek Żakowski który tuż po przegranych wyborach wespół z jakimś amerykańskim bubkiem nawoływał nie tylko do tworzenia podobnych list proskrypcyjnych „zwolenników reżimu”, ale też do atakowania i „zawstydzania” także ich dzieci i bliskich, trudno jednak nie dostrzec, że to właśnie Balcerowiczowi i jemu podobnym marzy się „selektywne zastraszanie”, o które oskarża PiS. Nie sądzę, żeby profesor Balcerowicz nie wiedział, że istnieje w Polsce ustawa o ochronie danych osobowych, i żeby nie zdawał sobie sprawy, że takie szczucie, jakie uprawia, może trafić na podatny grunt i, oby Bóg nas przed tym ustrzegł, przynieść skutki tragiczne.

Z jednej strony jest to groteskowe, zwłaszcza to ich nieustanne mentalne onanizowanie się wizjami, jak to kiedyś jeszcze pisowcy będą wylatywać z posad i z okien, i jak wszyscy, ale to wszyscy „oni” zostaną postawieni przed Trybunałem Stanu, sądami, a może i jakimiś ludowymi trybunałami „ludzi przyzwoitych i na pewnym poziomie”, „zwolenników uczciwości, zdrowego rozsądku i opierania się na sprawdzonej wiedzy”. Ale z drugiej – nie brak, choćby w fizycznych atakach na miesięcznice smoleńskie czy wawelskie pielgrzymki Jarosława Kaczyńskiego, przykładów, że to judzenie nie pozostaje bez śladu, że antypisowskie „autorytety” hodują sfanatyzowanych bojówkarzy, pozbawionych norm i przekonanych o doniosłości uświęcającej wszelkie środki misji walki z „reżimem”. Ta histeria i rozwydrzona nienawiść w każdej chwili, znów muszę powtórzyć, oby nas Pan Bóg ustrzegł, wydać mogą kolejnego Cybę.

Zmarnowałem sobotni poranek na tak szczegółowe zajęcie się wywiadem Balcerowicza, bo przecież nie jest to byle Lis czy Hołdys. Cisną mi się na usta słowa, które w końcówce „Władcy Pierścieni” wypowiada Gandalf o Sarumanie: „był kiedyś wielki, upadł, nie w naszej mocy go podźwignąć”. Przez tyle lat powtarzano „Balcerowicz musi odejść”, a on nie odchodził, tylko po to, aby zamiast tego w końcu totalnie odlecieć. Click to Tweet Żegnając się przy tym z rozumem, przyzwoitością i nawet powagą. Cóż. My też pana żegnamy, profesorze.

 

Całość na DoRzeczy.pl

Czytany 15109 razy

Artykuły powiązane

  • PiS w szczycie potęgi PiS w szczycie potęgi

    Sztuka życia, jak uczyli stoicy (a do dziś niczego mądrzejszego niż stoicyzm ludzkość nie wymyśliła) zasadza się na umiejętności oddzielenia rzeczy ważnych od rzeczy nieważnych. Na tych ważnych trzeba się skupić, nieważnymi nie zawracać sobie głowy.

  • Petru Bis Petru Bis

    „Więcej Budki, będą skutki” – ukuł kiedyś hasło mój redakcyjny kolega Łukasz Warzecha. Oczywiście miał na myśli negatywne skutki dla Platformy Obywatelskiej, której rzeczony Borys Budka jest działaczem.

  • Co się odwlecze... Co się odwlecze...

    "Nie ma takiej podłości, jakiej nie dopuści się najbardziej nawet liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy" - napisał jeden z klasyków nowożytnej ekonomii.

  • Po prostu żyć, Marcinie Mellerze Po prostu żyć, Marcinie Mellerze

    Po próbie reformy sądów, kampanii, jaką przeprowadziła przeciwko niej „totalna opozycja”, masowych protestach ulicznych i prezydenckich wetach sondaże pokazują znaczący spadek poparcia dla PO i Nowoczesnej, przy jednoczesnym wzroście notowań PiS i Kukiza.

  • Bujanie Polską Bujanie Polską

    Nigdy za dużo przypominania, że spór o Trybunał Konstytucyjny mógł być łatwo wygaszony w kilka tygodni po sławnej sejmowej "konwalidacji" - z korzyścią i dla samego Trybunału, i dla Polski.