• Przewrót pajacowy

    "Za granicą opowiadam, jaki w Polsce jest ruch oporu, unikalny na skalę światową" - chwali się Onetowi aktywistka organizacji "Strajk kobiet" Marta Lempart. Czytaj więcej...
  • Opozycja totalna, czyli instynkt śmierci

  • Faszyzm urojony

    "Opozycja totalna" zachowuje się jak… Nawiasem mówiąc, zauważyłem, że coraz częściej twierdzi ona, iż nazywanie jej w taki sposób to "propaganda PiS". Trzeba najwyraźniej przypomnieć, że "totalną" nie nazwał tej opozycji żaden program telewizyjny ani gazeta, tylko jej własny lider, Grzegorz Schetyna. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

sobota, 17 czerwiec 2017 19:12

Moralista z burdelu Wyróżniony

Napisane przez RAF / RED
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Moralista z burdelu fot. pixabay.com

Pouczająca, jak sądzę, konwersacja, trafiła mi się na Twitterze. Zaczęło się od programu "W tyle wizji", w którym – pośród innych tematów dnia – pośmialiśmy się z Krzysztofem Feussettem z wywiadu, jaki przeprowadził, czy raczej próbował przeprowadzić Konrad Piasecki z ministrem Błaszczakiem.

Kto widział, przyzna, że zabawnie to wyglądało, kto nie widział: redaktor Piasecki zapytał o sprawę Igora Stachowiaka, minister Błaszczak odparł, że wszystko wyjaśnił trzy tygodnie temu w Sejmie i nie ma nic do dodania, natomiast, skoro czas się kończy, chciałby powiedzieć o ważnym jego zdaniem spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych, które… Ale nic o tym nie powiedział, bo redaktor Piasecki przyjął postawę „ja tu jestem kierownikiem tej szatni!” i zaczął się przekrzykiwać „niech pan odpowie na pytanie, niech pan odpowie na pytanie!”, co zmieniło całą rozmowę w jazgot.

Pamiętam, że komentując ten jazgot, wspomniałem o „strasznym wpływie Moniki Olejnik”, która stała się – niestety – wzorcem prowadzenia rozmów z politykami w III RP. Rozmów totalnie nie szanujących widza czy też słuchacza, opartych na założeniu, że, po pierwsze, rozmowę przeprowadzamy nie po to, aby odbiorca dowiedział się co sądzi bądź zamierza osoba, z którą prowadzony jest wywiad, ale po to, by ludzie podziwiali dziennikarską gwiazdę (...)

Chyba nie muszę wyjaśniać, że ten wzorzec jest całkowicie sprzeczny z klasycznymi zasadami dziennikarstwa, takiego, jak je rozumiano w zachodnich krajach demokratycznych w czasach przed ich dzisiejszym upadkiem.

(...)

Słuchacz czy widz ma, wbrew przekonaniu dziennikarskiego salonu III RP, swój rozum i sam potrafi ocenić, czy polityk coś ukrywa, czy też redaktor się czepia.

(...)

Nie dlatego jednak o tej tłiterowej wymianie zdań piszę, ale z uwagi na użyty przez redaktora Piaseckiego argument. Otóż usiłując mnie zdezawuować (do czego oczywiście ma prawo, ja też nie jestem zachwycony nim) nie stawia mi jakiegokolwiek konkretnego zarzutu, ale fakt że „siedzę” w TVP, która jego zdaniem „wysługuje się władzy”. Pomijając wątpliwą, delikatnie mówiąc, zasadność użytych przez niego uogólnień – 

 

poczułem się, jakby notoryczny bywalec burdeli próbował mnie rozliczać z obyczajności

(...)

Polacy od czasów „wojny fraka i kontusza” dzielą się na tych wyrosłych z szacunku dla własnej historii i tożsamości i tych, którzy ją z odruchem nienawiści odrzucają, kochając tylko to, co przychodzi z zewnątrz. Z czasem dołożyły się do tego wszystkie zaszłości rozbiorów, nieudanej, dwudziestoletniej próby zbudowania samodzielnego bytu, zagłady elit i przyśpieszonego awansu społecznego w warunkach braku suwerenności, stosunku do komunizmu etc. – wszystko to splata się w obecnej sytuacji postkolonialnej wojny domowej, na szczęście, wciąż jeszcze wojny „zimnej” i przebiegającej nieskończenie łagodniej niż na przykład na Bałkanach.

(...) media to dla każdej ze stron wojny, czy to wojny „na górze”, czy na dole, najważniejsza armia. Wystarczy prześledzić, jak były w III RP tworzone – zbudowanie monopolu „Gazety Wyborczej” („ostatnie uwłaszczenie nomenklatury”, jak nazwał to Ryszard Bugaj), założycielski szwindel radiofonii, gdzie gangsterskim chwytem zapewniono oligopol Radiu Zet i RMF, polityczna „likwidacja” RSW, polegająca na przekazaniu wszystkich aktywów komu trzeba i zduszeniu ewentualnej prasy niezależnej dystrybucją, pełna kontrola nowej „przewodniej siły narodu” nad mediami państwowymi… Z dzisiejszego punktu widzenia kluczowe okazało się ukartowanie rynku telewizyjnego – ponieważ ówczesna „prawica” z głupoty i zacietrzewienia wyautowała się z parlamentu, cwaniacy z Magdalenki bez przeszkód napisali sobie odpowiednie prawo i tak poobsadzali stanowiska, żeby koncesje wraz z przypisanymi do nich dochodami dać dwóm spowinowaconym z układem przedstawicielom nowej „nowej klasy”: towarzyszowi Walterowi, którego w latach osiemdziesiątych polecał Jerzy Urban generałowi Kiszczakowi jako zaufanego fachowca do reprezentowania w telewizji interesów SB, oraz tajemniczemu protegowanemu peerelowskich służb z pięcioma paszportami, w III RP posługującemu się nazwiskiem Solorz. 

(...)

Naiwnie wyobrażałem sobie, że kiedy zatruwająca Polskę postkomuna i michnikowszczyzna wreszcie zdechną, w czym starałem się pomóc jak mogłem, to będziemy mieć media z bajki o zachodniej demokracji: bezstronne, obiektywne i w ogóle. Tymczasem wojna polsko-polska ma charakter tożsamościowy, więc jej rozstrzygnięcie, jeśli w ogóle możliwe, wymaga czasu dłuższego niż pokolenie. Na dodatek po upadku komunizmu konkurenci do władzy, Kaczyński i Tusk, świadomie oparli nowy polityczny podział już bezpośrednio na podziale tożsamościowym właśnie, i skierowali wszystkie siły na jego pogłębianie, na zaostrzanie ataków, zwieranie szeregów i tresowanie Polaków coraz bardziej bezwstydną propagandą.

(...)

Odmienna wojny kolejka – wdarli się na ważny dla wroga szaniec, obrócili działa w przeciwną stronę i walą z nich dalej, tak samo, jak robił to wcześniej on. Na co złomotani wrogowie z tych szańców, które im nadal pozostają, krzyczą w niebogłosy, że to nieuczciwe! Że pisowcy nie powinni używać odebranych im armat tak samo, jak oni używali, tylko je zaprzodkować, wywiesić białą flagę i ogłosić zdobyty szaniec strefą neutralną.

(...)

To wielopoziomowy szwindel, i nie wierzę, by pan Piasecki tego nie rozumiał.

TVN czy Polsat są równie polityczne, jak media państwowe. Click to Tweet

 

Nie wygrały w żadnej konkurencji, dostały wielką kasę i prawo istnienia z politycznego przydziału – i od zawsze się wywdzięczają tym, którzy o tym zadecydowali. Przy czym w polaryzacji ostatnich dwóch lat czynią to w sposób wyjątkowo już bezwstydny i żenujący. Zgodnie z linią swych politycznych mocodawców prowadzą po prostu wojnę psychologiczną przeciwko państwu polskiemu i rządowi, starając się doprowadzić do destabilizacji sytuacji w kraju i zohydzić Polskę za granicą. Są prywatne, owszem – w taki sam sposób, jak w średniowiecznej Francji sprzed Filipa Pięknego czy innych feudalnych monarchiach tamtych czasów istniały prywatne armie. Albo jak magnackie wojska dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. I odgrywają podobna jak wtedy rolę. A mediów państwowych partia, która przejęła nad nimi władzę, wraz z władzą nad całym państwem, używa do walki z tą prywatną armią antyrządowej rebelii.

(...)

Pewnie, wolałbym – i redaktor Piasecki też by zapewne wolał – żeby było inaczej. Żeby media mogły być obiektywne i pełniły rolę arbitrów w politycznym sporze, a nie narzędzi do jego uprawiania. Wolałbym też, żeby Polska odrodziła się jako republika z prawdziwego zdarzenia, a nie koszmarkowata „republika kartoflana” będąca kompromisem między policyjną potęgą a ekonomiczną słabością komuny, żeby Wałęsa był prawdziwym, a nie fejkowym bohaterem, żeby osobnicy typu Palikota czy Kasprzaka w ogóle nie istnieli, a PO z Nowoczesną były wobec PiS opozycją normalną, merytoryczną, a nie toksyczną i „totalną”. Każdy by wolał.

(...)

Sytuacja dziennikarza, gdziekolwiek go w wojennym zamęcie miotnęło, nie jest łatwa – jedni się świnią, inni błądzą, jeszcze inni zasługują na szacunek.

Wszyscy będziemy ze swych wyborów rozliczani i nagradzani na różne sposoby, jedni kasą, inni wstępem do Królestwa Niebieskiego, jak tam sobie kto pościeli.

(...)

Bo  moralizowanie z burdelu jest po prostu nieodparcie śmieszne Click to Tweet a kiedy jeszcze ktoś się upiera, że jego burdel jest normalnością, a kruchta to obciach, to nawet śmieszniejsze niż śmieszne.

 

Cały tekst

Czytany 13620 razy

Artykuły powiązane

  • To się nazywa frustracja To się nazywa frustracja

    Jest coś takiego, jak "kara Boża", cokolwiek tam księża mówią.

  • Wielkie rzeźbienie w... Wielkie rzeźbienie w...

    Miły czytelnik niech sobie wyobrazi, tak gwoli kształcącej umysł rozrywki, jakie to by były jaja po wszystkich tefałenach, niusłikach, onetach i pudelkach, gdyby tak spalił się plastikowy sraczyk na budowie gdzieś w okolicach warszawskiego Żoliborza, i ktokolwiek, kogo można nazwać „pisowcem”, choćby anonimowy internetowy troll, powiązał ów „pożar” z celowym podpaleniem, a domniemane celowe podpalenie z bezpieczeństwem Prezesa PiS?

  • Aborcja i naziole Aborcja i naziole

    W najnowszym sondażu najgorliwiej chyba nienawidzącego PiS medium, jakim jest TVN, PiS został „wyceniony” na 42 proc., a zsumowane poparcie PO i Nowoczesnej wyniosło dokładnie połowę tego, 21 proc.

  • Polityczna opera mydlana Polityczna opera mydlana

    Dla ludzi normalnych rozrywka jest tylko rozrywką. Ci w stanie ciągłego „wzmożenia” nawet zwykłe umpa umpa muszą przyszeregować do którejś ze stron podziału na politycznych Hutu i Tutsi.

  • Nie załkam po TVN-ie Nie załkam po TVN-ie

    Kara nałożona przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na TVN za stronnicze relacjonowanie przez TVN-24 zeszłorocznego "ciamajdanu" wzbudziła falę krytyki – co ciekawe, najintensywniejszej po "pisowskiej" stronie debaty publicznej.