sobota, 10 czerwiec 2017 18:46

Sieroty po ciepłej wodzie

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(8 głosów)
Roman Dmowski Roman Dmowski fot arch.

Roman Dmowski wśród swych bezcennych nauk zawarł i tę, żeby zawsze starać się przypisywać przeciwnikowi godziwe, a co najmniej racjonalne motywy postępowania, i żeby starać się na każdą sytuację spojrzeć jego oczami próbując zrozumieć, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej i ku czemu dąży.

 ... złapaliśmy go z dymiącą spluwą w ręku, a on sam nawet się nie wypiera winy – a mimo to traktujemy go jak niewinnego, dopóki nie odbędzie się cały wypracowany przez naszą cywilizację rytuał wymiaru sprawiedliwości, dopóki mu nie udowodnimy na sali sądowej, w starciu argumentów oskarżyciela i obrońcy, z uwzględnieniem okoliczności obciążających i łagodzących oraz zasadą rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. 

Myśli ktoś, że to tylko tak dla spektaklu, dla zabawy? Gdyby tak było, procedura zapoczątkowana przez świętą inkwizycję, pierwszy sąd czasów nowożytnych, który stawiał sobie zadanie nie tylko praktyczne „załatwić sprawę”, ale przede wszystkim dojść do prawdy, nie upowszechniłaby się tak szeroko i nie przetrwała tylu wieków. Przetrwałą, bo się per saldo społeczności opłaca.
(...)

Fenomen niezatapialnego Kaczyńskiego nie dał jednemu z drugim bufonowi nic a nic do myślenia Click to Tweet

Główną przyczyną przegranej upadłych elit jest właśnie to, że poczuły się one absolutnie zwolnione z powinności odczytania i zrozumienia działań przeciwników. Fenomen niezatapialnego Kaczyńskiego nie dał jednemu z drugim bufonowi nic a nic do myślenia, nie zainteresowało nikogo, skąd i dlaczego ten stały przepływ poparcia od mniemanego glamuru ku obciachowi. Wystarczyło im wmawiać sobie, że są lepsi i każdy to widzi, a Kaczyński i w ogóle każdy ich wróg – kompleksy, nienawiść, liliputin i tak dalej.

(...)

Ale przyznam się, że o ile wytykanie umownej przeciwnej stronie zaniechania dwóch na wstępie tu wymienionych zasad idzie mi łatwo – nie do końca potrafię, choć się staram, samemu zastosować je wobec stronników „opozycji totalnej”. Czego właściwie chcą ci ludzie, otwierający się wciąż na histerię „zagrożenia dla demokracji”, czy bardziej enigmatycznie – „tego, co oni robią”? Nie mówię o liderach, ale o wyborczym „mięsie armatnim”, o tych którzy mniej lub bardziej niechętnie deklarują, że pomimo wszystkich kompromitacji PO czy Nowoczesnej, gdyby doszło do wyborów, znowu oddali by na nie swoje głosy?

(...)

Wydaje się, że zakleszczone w swych obsesjach, histerii i strachu o tracone wpływy dawne elity są już o krok od utraty nad nimi „rządu dusz”, ale te nowe, bardziej postulowane niż realnie uformowane elity „patriotyczne”, które próbuje zbudować PiS, nie są zdolne tego rządu dusz przejąć.

 

Całość subotnika na DoRzeczy.pl

Czytany 9780 razy

Artykuły powiązane

  • Rekonstrukcja z kozą w tle Rekonstrukcja z kozą w tle

    Żart o kozie rabina jest tak stary, że aż wstyd go cytować.

  • Rekonstrukcja? Rekonstrukcja?

    Nachodzi mnie czasem obawa, że z tym ciągłym porównywaniem obecnych rządów PiS do przedwojennej sanacji zaczynam wyglądać równie głupio i przemądrzale jak Adam Michnik ze swoimi demaskacjami, kto mu przypomina Robespierre’a albo Niewiadomskiego. Ale co mam zrobić, kiedy to porównanie najlepiej wyjaśnia istotę słabości?

  • Doktryna Kaczyńskiego – reaktywacja Doktryna Kaczyńskiego – reaktywacja

    Tragedia w Las Vegas, poza wszystkimi oczywistymi potwornościami z nią związanymi, była także ogromnym pechem dla klubu parlamentarnego Kukiz’15. Akurat bowiem rozpoczął on kampanię na rzecz zliberalizowania w Polsce dostępu do broni.

  • Nieznośna względność bytu Nieznośna względność bytu

    Nic stałego, naprawdę nic stałego nie ma w polskim życiu politycznym.

  • Kto kogo, kto komu? Kto kogo, kto komu?

    Właściwie to cisną mi się do głowy same banały. Na przykład: wojnę łatwo zacząć, ale trudno skończyć. Albo: na wojnie pierwszą ofiarą pada prawda. Może ewentualnie coś o tym, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta i pyrrusowych zwycięstwach.