sobota, 03 czerwiec 2017 11:18

Nie ma miłości. Jest interes. Wyróżniony

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
Kukiz15 ruch, partia, nadzieja? Kukiz15 ruch, partia, nadzieja? mat pras

Pisząc kilka tygodni temu „Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu” mniej więcej wiedziałem, jakiej reakcji się z której strony spodziewać.

Nie jestem więc zaskoczony, przekonać mnie nikt nie zdołał, a kontrargumenty mam od dawna dobrze przemyślane.

Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu - pełny tekst.

(...)

Najniżej ze wspomnianych reakcji cenię sobie to, co widziałem najczęściej, i niestety nie tylko w komentarzach internautów czy na mediach społecznościowych, ale też u polityków i publicystów z rozpoznawalnymi nazwiskami. A mianowicie tanią demagogię typu „nie rozumiem tej miłości do Kukiza”, „Ziemkiewicz nagle zapałał uczuciem”, „jak można nagle bezgranicznie ufać człowiekowi, który…”.

(...)

Mili Państwo, gdy mówimy o polityce, to miłość czy zauroczenia nie mają tu nic do rzeczy. Wyobraźcie sobie, że został ktoś szefem komórki HR albo PR dużej korporacji. Czy to znaczy, że jest rozkochany w prezesie jej zarządu? Że o podjęciu się tych obowiązków zadecydował podziw dla szefa Rady Nadzorczej? Nie, przecież i jeden, i drugi mogą się zmienić, jeśli taka akurat będzie wola zgromadzenia akcjonariuszy. Czy to znaczy, że jest zobowiązany ufać prezesowi bezgranicznie, przyznawać mu boskie atrybuty i uznawać za nieomylnego?

(...)

Wyobrażanie sobie polityki jako rywalizacji powiązanych więzami uczuciowymi i emocjonalnymi plemion, watach czy, w najlepszym wypadku, czegoś w rodzaju oddziałów partyzanckich walczących o wolność, skazuje nas na jej obecny, wysoce niesatysfakcjonujący kształt. Partie w tych krajach, w których demokracja się udała, są bowiem właśnie czymś w rodzaju przedsiębiorstw, których akcjonariuszami są ich wyborcy. Inwestują oni w ruch polityczny swoje nadzieje, swój głos i swoje datki pieniężne, i w zamian oczekują realizacji swych potrzeb – w wypadku tej części sceny politycznej, którą nazwałem Piwonią (przypomnę: Prawica, Wolnościowcy, Narodowcy i Antysystemowcy) jest to budowa państwa skutecznego, ale ograniczonego do minimum, służącego wszystkim obywatelom, a nie, jak dziś, różnym kontrolującym jego kluczowe obszary nomenklaturom i „nadzwyczajnym kastom”, zapewniającego bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, maksimum wolności jednostki i niezbędne dla dobra wspólnoty minimum kooperacji.

(...)

Oczywiście, publikując swoją analizę doskonale wiedziałem, że działacze tacy jak Korwin Mikke czy Krzysztof Bosak od razu ogłoszą, że nie ma mowy, by byli w stanie wchodzić do jakichkolwiek większych organizmów politycznych, bo najważniejsza jest czystość idei, wyrazistość, a poza tym nie widzą polityków lepszych od siebie i zdolnych lepiej niż oni kierować sprawami.

Zwłaszcza Korwina znam przecież jak zły szeląg – od zawsze twierdzi, i chyba nawet wierzy, że jego prawdziwe poparcie to około 20-25 procent, więc jeśli ma z kimś rozmawiać o jakichś koalicjach, to tylko z pozycji hegemona. Postawa Bosaka też mnie niespecjalnie dziwi. Jak napisałem, pamiętam dobrze „konwent świętej Katarzyny” i wiem doskonale, że nadzieja na wymuszenie właściwego kierunku przemian w Polsce nie leży w negocjacjach między ułamkowymi wodzami.

 

Jeśli ktoś nie rozumie, że lepiej mieć 10% w dobrym, wspólnym interesie niż być 100% bankrutem, to trudno. Click to Tweet

Czy ja, zapytam na koniec, napisałem gdziekolwiek peany o geniuszu Kukiza, analogiczne tego co piszą o Kaczyńskim czy Tusku ich wyznawcy?

Piszę o konkretach, o sprawach namacalnych, bo taka moja czerwińska natura – więc o tym, jakie stoją przez Kukizem szanse, i jakim wyzwaniom musi sprostać, by z odruchu sprzeciwu przeciwko demolowaniu naszego państwa (naszego! – a nie „państwa PO” czy „państwa PiS”, jak rozumują wyżej wspomniani wyznawcy) przerodzić się w nową jakość, w polityczną siłę, która Polskę zmieni, a nie tylko wyrazi niezgodę na jej obecny stan.

(...)

Że unika przy tym jak ognia słowa „partia”, doskonale rozumiem – z tym, co w Polsce nazywa się partiami, nie ma ta robota nic wspólnego. Choć gdybyśmy mieli desygnatem słowa „partia” czynić w polszczyźnie nie PO, PiS czy PSL, ale dajmy na to amerykańskich Republikanów, których działanie swego czasu studiowałem od wewnątrz – to właśnie Kukiz’15 i to, co się tam buduje, zaczyna przypominać partię polityczną. A to, co u nas nazywamy partiami – to fan kluby, organizacje parareligijne, gangi, lobbies, cokolwiek, ale na pewno nie instytucje, na których opiera się zdrowa, normalna republika.

Całość subotnika na DoRzeczy.pl

Czytany 14521 razy

Artykuły powiązane

  • Rekonstrukcja z kozą w tle Rekonstrukcja z kozą w tle

    Żart o kozie rabina jest tak stary, że aż wstyd go cytować.

  • Rekonstrukcja? Rekonstrukcja?

    Nachodzi mnie czasem obawa, że z tym ciągłym porównywaniem obecnych rządów PiS do przedwojennej sanacji zaczynam wyglądać równie głupio i przemądrzale jak Adam Michnik ze swoimi demaskacjami, kto mu przypomina Robespierre’a albo Niewiadomskiego. Ale co mam zrobić, kiedy to porównanie najlepiej wyjaśnia istotę słabości?

  • PiS w szczycie potęgi PiS w szczycie potęgi

    Sztuka życia, jak uczyli stoicy (a do dziś niczego mądrzejszego niż stoicyzm ludzkość nie wymyśliła) zasadza się na umiejętności oddzielenia rzeczy ważnych od rzeczy nieważnych. Na tych ważnych trzeba się skupić, nieważnymi nie zawracać sobie głowy.

  • Doktryna Kaczyńskiego – reaktywacja Doktryna Kaczyńskiego – reaktywacja

    Tragedia w Las Vegas, poza wszystkimi oczywistymi potwornościami z nią związanymi, była także ogromnym pechem dla klubu parlamentarnego Kukiz’15. Akurat bowiem rozpoczął on kampanię na rzecz zliberalizowania w Polsce dostępu do broni.

  • Nieznośna względność bytu Nieznośna względność bytu

    Nic stałego, naprawdę nic stałego nie ma w polskim życiu politycznym.