• Przegniła Brytania

    Ponieważ wokół sprawy narosło sporo nieporozumień, muszę je wyjaśnić. A ponieważ wszystko zaczęło się od felietonu zamieszczonego tutaj, na interia.pl, muszę uczynić to właśnie w tym miejscu. Mowa o moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii w ostatni weekend, który tym razem nie doszedł do skutku. Czytaj więcej...
  • Zmierzch bożków

    Zawsze tak jest, że kiedy mi się wydaje, iż "totalna opozycja" doszła już do ostatnich granic błazenady i dalej po prostu już się nie da - pokazuje mi ona, jak bardzo jej nie doceniam.  Czytaj więcej...
  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

poniedziałek, 22 maj 2017 13:18

Wino kwaśnieje, władza głupieje Wyróżniony

Napisane przez Rafał A. Ziemkiewicz / RED
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
Fot.: skitterphoto.com Fot.: skitterphoto.com

Pewien zdolny, wciąż jeszcze dość młody człowiek  – wyemigrowawszy przed laty z Polski osiągnął na Zachodzie w swojej dziedzinie niekwestionowany sukces.

Nie zerwał wszelako z krajem, a przy jakiejś technokratycznej okazji, poznał nawet człowieka, w którym upodobał sobie Prezes i który po ostatnich wyborach uczynił go wicepremierem oraz powierzył misję uczynienia polskiej gospodarki potężną. Ten zaś zadzwonił pewien czas temu do naszego bohatera i namówił, by, skoro osiągnął już w zawodzie co mógł i zarobił, podobnie jak on sam poświęcił się dla Ojczyzny – wrócił tu i się włączył, uzdrawiając pewną szalenie ważną dla funkcjonowania państwowej administracji instytucję.

Bez szczegółów – nasz bohater dał się namówić, porzucił dostatek i objąwszy polską stajnię towarzysza Augiasza zaczął wprowadzać w niej światowe porządki. Za problem kluczowy uznał fakt, iż decyzyjne stanowiska w instytucji zajmują osoby nie mające zielonego pojęcia o sprawach, które ma ona regulować i stymulować, więc narzucającym się pierwszym posunięciem było wręczenie im wypowiedzeń.

(...)

Tak że tak, kolego, bardzo dobrze, reformujcie, jak się tam w tej Ameryce czy gdzie nauczyliście, ale Pierdasiewicza to absolutnie zostawcie w spokoju, i skoro o tym rozmawiamy, to jego kuzynkę w dziale kadr, i tę między nami mówiąc kochankę w dziale pijaru oraz Kulasińskiego z planowania, Ciołkiewicza i Galantową to też zostawcie w spokoju, bo wiecie jak jest. 

(...)

Podobno zapowiada się na happy end, przynajmniej w rozumieniu Czyścińskiego, Biodry, no i najbardziej zainteresowanego Pierdasiewicza – żeby pozbyć się naszego bohatera z kluczowej instytucji a go nie skrzywdzić i nie narazić się wicepremierowi w którym Prezes nadal ma upodobanie zaproponowano mu nieporównywalnie lepiej płatną misję uzdrawiania strategicznej spółki skarbu państwa. Wszyscy będą zadowoleni, a kraj, by sparafrazować powiedzonko powieściowego Mateusza Bigdy, skoro tyle lat jakoś wytrzymał bajzel w kluczowej instytucji, to wytrzyma jeszcze jakiś czas.

(...)

Jakoś mi się skojarzyła ta historia z listem, który wystosowała do mnie pani minister edukacji.

(...)

Pani minister zapewniła mnie i innych rodziców w tym liście, że reforma jest potrzebna i że będzie dobrze.

(...)

Ogólnie, mógłbym pani minister wyliczyć kilka, a gdybym zainwestował godzinkę w dzwonienie do znajomych, to pewnie całą długa listę zaniedbań, pomyłek, nonsensów, przejawów totalnego bardaku i bezhołowia, jak choćby jednoczesne poszerzanie i tak przeładowanego programu i zmniejszanie liczby przeznaczonych na przedmiot godzin. Ale po co, jak pani minister, zakładając jej maksymalną życzliwość dla mnie i troskę o sprawę, jedyne, co będzie umiała z tą listą zrobić, to przekazać ją z poleceniem służbowym swoim nieśmiertelnym Pierdasiewiczom?

Tak, trzeba zacisnąć zęby, metodą „skripit, piszczit, ale jedziot” w końcu się reforma „dotrze”, kosztem dzieci, rodziców i nauczycieli – mobilizacja, natężenie, kampania, specustawy, interwencje z samej góry, ale w końcu przecież, umęczeni, umordowani, osiągamy to, co gdzie indziej załatwia się bez napinki i po prostu. Nazwałem to kiedyś pływaniem w kisielu.

(...)

Kiedy PiS dostał od losu nieoceniony prezent – samodzielną większość sejmową przy swoim prezydencie – pisałem, że zacząć powinien od generalnej przebudowy centrum, od samego rządu począwszy. Rząd, który ma ponad stu ministrów i wiceministrów, kuriozum na światową skalę, żadnej dobrej zmiany przeprowadzić nie zdoła, choćby nie wiem jak dbano o moralno-ideowy pion i lojalność nominantów, i choćby nie wiem jak było się pewnym, że wszyscy tam zatrudnieni „teraz będą słuchać nas”.

(...)

To przecież Ewangelia uczy, żeby nie nalewać nowego wina do starych bukłaków, bo skwaśnieje. Ale, okazuje się, w tak katolickiej partii nikt tego fragmentu Ewangelii nie przeczytał, a w każdym razie nie uznał, by ta nauka była aktualna i dziś. Co mogę powiedzieć? Jest, owszem. Jest aktualna jak cholera.

(...)

 

Cały tekst

Czytany 5020 razy

Artykuły powiązane

  • Pokusa arogancji Pokusa arogancji

    Idąc do wyborów, PiS obiecywał, że zlikwiduje gimnazja i przywróci poprzedni cykl kształcenia – osiem lat szkoły elementarnej, cztery ponadpodstawowej zamiast obecnego – sześć lat elementarnej, trzy gimnazjum, trzy ponadpodstawowej. Nie tylko PiS to obiecywał. Z hasłem likwidacji gimnazjów startowała też Zjednoczona Lewica, która ostatecznie nie weszła do Sejmu, bo podniosła sobie próg wyborczy bezsensownym sojuszem z „panświnistą” Palikotem. Jest to o tyle istotne, że częścią Zjednoczonej Lewicy i sygnatariuszem jej programu był Związek Nauczycielstwa Polskiego. To zresztą było logiczne, bo kiedy gimnazja w roku 1999 wprowadzano, ZNP przeciwko tej zmianie ostro protestował.

  • Kto za tym stoi, komu to służy Kto za tym stoi, komu to służy

    Nawet najbardziej zajadły leming, gdyby kierował się rozumem, przyznać musi, że rządy PiS są dla Polski w tej chwili co najmniej najmniejszym złem. Jeśli nie z innych powodów, to choćby dlatego, że PiS znajduje się pod tak mocnym ostrzałem mediów, że nawet gdyby chciał pozwalać sobie na takie przewały jak PO z PSL-em, zwyczajnie nie może.

  • Na lewo i na prawo od PiS Na lewo i na prawo od PiS

    Trudno o coś głupszego niż "opozycja totalna". Totalna - znaczy w tym wypadku "totalnie bezmózga". Cała jej mądrość w tym, że jak PiS powie tak, to my powiemy nie - nawet jeśli akurat PiS powie coś słusznego, co się przecież od czasu do czasu musi zdarzyć choćby na mocy statystyki. Ba, nawet jeśli PiS powie to samo, co wcześniej mówiła czy zgoła robiła "totalna" opozycja. Niemal każdy dzień przynosi kolejne dowody na to, że cokolwiek jest akurat pretekstem do sporu - ustawa antyterrorystyczna, Trybunał Konstytucyjny, Unia Europejska - Platformie i Nowoczesnej chodzi tylko i wyłącznie o zadymę.

  • Rząd bata i marchewki, czyli IV RP v. 2.00 Rząd bata i marchewki, czyli IV RP v. 2.00

    Na gorąco o nowym rządzie – przepraszam, że z opóźnieniem, ale przygotowanie się do gali „Strażnika pamięci”, jej prowadzenie i skonsumowanie sukcesu bez reszty wypełniło wczorajszy dzionek.