• Murem za Klepacką, czyli przeciwko Nowemu Zamordyzmowi

    Wściekły atak organizacji LGBT i grzejących się przy nich celebrytów na polską mistrzynię olimpijska, Zofię Klepacką, powinien być dla wszystkich normalnych Polaków sygnałem alarmowym. Czytaj więcej...
  • Nauczyciele ze sztachetą

    Żenada w polskich szkołach jest skutkiem nałożenia się różnych działań i różnych emocji, ale bezpośrednimi sprawcami kłopotów tegorocznych maturzystów i gimnazjalistów są policjanci. Ponieważ w dzisiejszym jazgocie życia publicznego nikt już nie pamięta niczego, co było dawniej niż przedwczoraj, na wszelki wypadek przypomnę: policjanci tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości, dzięki wybraniu właściwego momentu zdołali skutecznie chwycić rząd za gardło, przydusić i wydusić podwyżki. Czytaj więcej...
  • Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może. Czytaj więcej...
  • Facebook, Google, Youtube, Twitter: prywatny totalitaryzm

    Ponad trzydzieści lat temu amerykańska telekomunikacja zdominowana została do tego stopnia przez kilka wielkich koncernów, na czele z American Telephone & Telegraph, że praktycznie stworzyły one monopol. Wielcy gracze bez trudu dogadywali się między sobą, uniemożliwiając konkurentom wejście na intratny rynek. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

wtorek, 16 maj 2017 11:22

Giętkość gluta Wyróżniony

Napisane przez RAZ / RED
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(7 głosów)
Fot. gratisography.com Fot. gratisography.com

Jeśli prawdą jest, że mój wróg świadczy o mnie, to mijający tydzień był dla mnie fatalny.

Najpierw postanowił się ze mną rozprawić redaktor Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”, potem redaktor Kamil Sikora z portalu natemat.pl, przeniesionego od pewnego czasu na strony Wirtualnej Polski.

(...)

Postanowił zatem znaleźć mi „dziadka w wehrmachcie” – a nawet gorzej jeszcze, bo w gadzinówce. Przyczaiwszy się, nagle pchnął polemicznym sztychem, w swoim przekonaniu zapewne morderczym: a niejaki Ludwik Ziemkiewicz w czasie II wojny prowadził był pornograficzne pismo „Fala”, wydawane przez okupanta!

(...)

Mniejsza o szczegóły, których Wroński chyba nie zna – w istocie Ludwik Ziemkiewicz był redaktorem gadzinowego „Nowego Kuriera Warszawskiego”, a „Fala” stanowiła tylko chałturę, zresztą nieoficjalną, gdyż formalnie jej naczelnym był tam jakiś Niemiec. Było to istotnie pierwsze polskie pismo z gołymi babami, i zresztą, w przeciwieństwie do tych, które Niemcy wydają w Polsce dziś, na wcale wysokim poziomie – bez wulgarności i oprócz stanowiących główny magnes dla czytelnika zdjęć oferujące sporo niezłej literatury rozrywkowej. Gdyby nie kontekst historyczny, można je uważać za udane. 

(...)

O kolaborancie Ludwiku Ziemkiewiczu z „Nowego Kuriera” sam zresztą kiedyś pisałem w swoim felietonie, gdy jeszcze pracowaliśmy w „Rzeczypospolitej” i gdy rozeszły się wieści, że ma nas przejąć Axel Springer (wówczas jeszcze bez Ringera) – że to wprawdzie żaden mój przodek, bo z mojej linii Ziemkiewiczów do lat 50-tych ubiegłego stulecia nikt nie mieszkał dalej niż pół godziny jazdy furmanką od Czerwińska, ale zawsze Ziemkiewicz i mam nadzieję, że nowy wydawca spojrzy przez to na mnie łaskawszym okiem.

(...)

 

Minęło parę dni, i oto okazało się, że już nie jakiś tam inny Ziemkiewicz, ale ja sam podlegam dokładnie tej anatemie co wspomniany przed chwilą stalinowski więzień Szklarski. Otóż i ja pisałem opowiadania – że nie podróżnicze i erotyczne, ale science fiction, to żadna różnica – do prasy gadzinowej, dla odmiany sowieckiej. Konkretnie do łódzkiego tygodnika „Odgłosy”.

 

(...)

Co były te nasze literackie próby warte, mniejsza, niech sądzi kto chce (część wznowiłem niedawno w jubileuszowym zbiorze „Władca Szczurów”), wspomnianego już pana Sikory to akurat nie interesowało. Oburzył go sam kontekst.

Proszę bardzo – macie waszego Ziemkiewicza! Kolaborował! Pisał fantastykę do komunistycznej gazety! Gazety, w której na sąsiednich stronach pisano o Gomułce, kierowniczej roli partii, wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej, kampaniach cukrowniczych, drugim etapie reformy i tak dalej.

W czasach, gdy cała przyszła Platforma Obywatelska i jej przystawki walczyły z reżimem, i pan Sikora też by na pewno walczył, gdyby nie fakt, że go wtedy jeszcze na świecie nie było (...) Ale że nie miał okazji, więc postanowił przynajmniej mnie zawstydzić, zadając mordercze pytanie: nie wstyd panu było publikować w takiej gazecie?

(...)

Równie mądrze mógłby zapytać, czy nie wstyd mi było chodzić do szkoły, w której opowiadano pierdoły o Leninie i urządzano akademie ku czci Ludowego Wojska. Po prostu ani innych gazet, ani innych szkół wtedy nie było. Jak ktoś, dajmy na to, chciał grać w szachy, to kółka szachowe działały przy jakichś domach kultury, które formalnie należały do albo do SZSP, albo do ZMSP, albo do ZMW. Z amatorskim teatrzykiem, czy siatkówką, czy czymkolwiek innym było tak samo. Kluby SF też, żeby działać, musiały mieć jakąś urzędową czapkę.

(...)

Pamiętam taką dykteryjkę opowiedzianą bodaj przez Lecha Jęczmyka o facecie, który gdzieś tam na niemieckiej prowincji demonstracyjnie wywieszał w dniu imienin fuhrera najmniejszą swastykę w mieście. Wszyscy uważali go za bolszewika i miał przechlapane, a po wojnie dowiedział się, że był tajkim samym nazistą jak sąsiedzi.

W sumie nie o to chodzi, tylko o godną gluta giętkość, okazywaną przez obu wspomnianych redaktorów. Załóżmy dla uproszczenia, że Ludwik Ziemkiewicz był rzeczywiście moim przodkiem, i że tygodnik „Odgłosy” dzięki popularności zdobytej poprzez zamieszczanie moich pierwszych opowiadań odegrał kluczową rolę w propagandzie stanu wojennego, przedłużając trwanie w Polsce realnego socjalizmu o całą dekadę. Ale przecież ci, dla których wspomniani redaktorzy pracują, odgrywali spazmy oburzenia, że się komuś grzebie w życiorysach, wynajduje resortowych przodków, że ktoś nie rozumie, iż intelektualiści angażujący się w stalinizm byli tymi „kamieniami”, od których lawina zmieniła bieg na kierunek pozytywny, wiodący ku Okrągłemu Stołowi… Usiłują uczynić wiecznym tabu, że gwiazdorzy i magnaci III RP zawdzięczali kariery układom i znajomością taty ubeka czy prominenta, nie oburza ich, że kto kapował albo był funkiem, byle dziś był po ich stronie. 

(...)

Szkoda gadać do ludzi, dla których słowa nic nie znaczą – poza słowami „bierz go!”, „aport!”, „siad” i „dobry redaktor, dobry, naści łakocia”. Niech karą dla nich będzie fakt, że hejt, który produkują, to też popularka, i chcąc nie chcą, nabijają mi swoim poszczekiwaniem klików i klientów (zbiór juweniliów „Władca Szczurów” jest do nabycia, przypominam).

Cały tekst

 

"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""
Czytany 11802 razy

Artykuły powiązane

  • Koalicja Obciachu Koalicja Obciachu

    Stronnicy "opozycji totalnej" muszą mieć doprawdy niezwykle mocne mięśnie powiek.

  • Medialne ogony merdają swymi psami Medialne ogony merdają swymi psami

    Rozmawiałem kiedyś z Władysławem Frasyniukiem - wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale, naprawdę, sięgam pamięcią takich czasów, kiedy z ludźmi dziś już kompletnie oszalałymi z nienawiści do PiS dało się normalnie rozmawiać.

  • Nowy rok, stary magiel Nowy rok, stary magiel

    Coraz trudniej, wyznam z Nowym Rokiem, zmusić mi się do komentowania polskiego życia politycznego (z zachodnim zresztą nie jest lepiej, ale to mnie aż tak nie wkurza). 

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Tęczowe hieny Tęczowe hieny

    Czternastoletni uczeń popełnił samobójstwo. Straszna sprawa. Każdy, kto ma dzieci, rodzinę, albo przynajmniej odrobinę empatii i przyzwoitości, uszanowałby ból jego najbliższych.