wtorek, 16 maj 2017 11:22

Giętkość gluta Wyróżniony

Napisane przez RAZ / RED
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(7 głosów)
Fot. gratisography.com Fot. gratisography.com

Jeśli prawdą jest, że mój wróg świadczy o mnie, to mijający tydzień był dla mnie fatalny.

Najpierw postanowił się ze mną rozprawić redaktor Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”, potem redaktor Kamil Sikora z portalu natemat.pl, przeniesionego od pewnego czasu na strony Wirtualnej Polski.

(...)

Postanowił zatem znaleźć mi „dziadka w wehrmachcie” – a nawet gorzej jeszcze, bo w gadzinówce. Przyczaiwszy się, nagle pchnął polemicznym sztychem, w swoim przekonaniu zapewne morderczym: a niejaki Ludwik Ziemkiewicz w czasie II wojny prowadził był pornograficzne pismo „Fala”, wydawane przez okupanta!

(...)

Mniejsza o szczegóły, których Wroński chyba nie zna – w istocie Ludwik Ziemkiewicz był redaktorem gadzinowego „Nowego Kuriera Warszawskiego”, a „Fala” stanowiła tylko chałturę, zresztą nieoficjalną, gdyż formalnie jej naczelnym był tam jakiś Niemiec. Było to istotnie pierwsze polskie pismo z gołymi babami, i zresztą, w przeciwieństwie do tych, które Niemcy wydają w Polsce dziś, na wcale wysokim poziomie – bez wulgarności i oprócz stanowiących główny magnes dla czytelnika zdjęć oferujące sporo niezłej literatury rozrywkowej. Gdyby nie kontekst historyczny, można je uważać za udane. 

(...)

O kolaborancie Ludwiku Ziemkiewiczu z „Nowego Kuriera” sam zresztą kiedyś pisałem w swoim felietonie, gdy jeszcze pracowaliśmy w „Rzeczypospolitej” i gdy rozeszły się wieści, że ma nas przejąć Axel Springer (wówczas jeszcze bez Ringera) – że to wprawdzie żaden mój przodek, bo z mojej linii Ziemkiewiczów do lat 50-tych ubiegłego stulecia nikt nie mieszkał dalej niż pół godziny jazdy furmanką od Czerwińska, ale zawsze Ziemkiewicz i mam nadzieję, że nowy wydawca spojrzy przez to na mnie łaskawszym okiem.

(...)

 

Minęło parę dni, i oto okazało się, że już nie jakiś tam inny Ziemkiewicz, ale ja sam podlegam dokładnie tej anatemie co wspomniany przed chwilą stalinowski więzień Szklarski. Otóż i ja pisałem opowiadania – że nie podróżnicze i erotyczne, ale science fiction, to żadna różnica – do prasy gadzinowej, dla odmiany sowieckiej. Konkretnie do łódzkiego tygodnika „Odgłosy”.

 

(...)

Co były te nasze literackie próby warte, mniejsza, niech sądzi kto chce (część wznowiłem niedawno w jubileuszowym zbiorze „Władca Szczurów”), wspomnianego już pana Sikory to akurat nie interesowało. Oburzył go sam kontekst.

Proszę bardzo – macie waszego Ziemkiewicza! Kolaborował! Pisał fantastykę do komunistycznej gazety! Gazety, w której na sąsiednich stronach pisano o Gomułce, kierowniczej roli partii, wiecznej przyjaźni polsko-radzieckiej, kampaniach cukrowniczych, drugim etapie reformy i tak dalej.

W czasach, gdy cała przyszła Platforma Obywatelska i jej przystawki walczyły z reżimem, i pan Sikora też by na pewno walczył, gdyby nie fakt, że go wtedy jeszcze na świecie nie było (...) Ale że nie miał okazji, więc postanowił przynajmniej mnie zawstydzić, zadając mordercze pytanie: nie wstyd panu było publikować w takiej gazecie?

(...)

Równie mądrze mógłby zapytać, czy nie wstyd mi było chodzić do szkoły, w której opowiadano pierdoły o Leninie i urządzano akademie ku czci Ludowego Wojska. Po prostu ani innych gazet, ani innych szkół wtedy nie było. Jak ktoś, dajmy na to, chciał grać w szachy, to kółka szachowe działały przy jakichś domach kultury, które formalnie należały do albo do SZSP, albo do ZMSP, albo do ZMW. Z amatorskim teatrzykiem, czy siatkówką, czy czymkolwiek innym było tak samo. Kluby SF też, żeby działać, musiały mieć jakąś urzędową czapkę.

(...)

Pamiętam taką dykteryjkę opowiedzianą bodaj przez Lecha Jęczmyka o facecie, który gdzieś tam na niemieckiej prowincji demonstracyjnie wywieszał w dniu imienin fuhrera najmniejszą swastykę w mieście. Wszyscy uważali go za bolszewika i miał przechlapane, a po wojnie dowiedział się, że był tajkim samym nazistą jak sąsiedzi.

W sumie nie o to chodzi, tylko o godną gluta giętkość, okazywaną przez obu wspomnianych redaktorów. Załóżmy dla uproszczenia, że Ludwik Ziemkiewicz był rzeczywiście moim przodkiem, i że tygodnik „Odgłosy” dzięki popularności zdobytej poprzez zamieszczanie moich pierwszych opowiadań odegrał kluczową rolę w propagandzie stanu wojennego, przedłużając trwanie w Polsce realnego socjalizmu o całą dekadę. Ale przecież ci, dla których wspomniani redaktorzy pracują, odgrywali spazmy oburzenia, że się komuś grzebie w życiorysach, wynajduje resortowych przodków, że ktoś nie rozumie, iż intelektualiści angażujący się w stalinizm byli tymi „kamieniami”, od których lawina zmieniła bieg na kierunek pozytywny, wiodący ku Okrągłemu Stołowi… Usiłują uczynić wiecznym tabu, że gwiazdorzy i magnaci III RP zawdzięczali kariery układom i znajomością taty ubeka czy prominenta, nie oburza ich, że kto kapował albo był funkiem, byle dziś był po ich stronie. 

(...)

Szkoda gadać do ludzi, dla których słowa nic nie znaczą – poza słowami „bierz go!”, „aport!”, „siad” i „dobry redaktor, dobry, naści łakocia”. Niech karą dla nich będzie fakt, że hejt, który produkują, to też popularka, i chcąc nie chcą, nabijają mi swoim poszczekiwaniem klików i klientów (zbiór juweniliów „Władca Szczurów” jest do nabycia, przypominam).

Cały tekst

 

"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""
Czytany 11175 razy

Artykuły powiązane

  • Tęczowe hieny Tęczowe hieny

    Czternastoletni uczeń popełnił samobójstwo. Straszna sprawa. Każdy, kto ma dzieci, rodzinę, albo przynajmniej odrobinę empatii i przyzwoitości, uszanowałby ból jego najbliższych.

  • Wycie „Gazety Wyborczej” Wycie „Gazety Wyborczej”

    Środowisko „Gazety Wyborczej” wydaje z siebie bardzo sprzeczne komunikaty w kwestii, czy jest w poważnych tarapatach, czy ma się świetnie.

  • Megakumulacja Megakumulacja

    Tak nazwano w internecie polityczne wydarzenia ostatnich tygodni (wiem, wiem, kolejny już tydzień zawracam Państwu głowę „ciamajdanem”, ale co zrobię, kiedy ten cyrk nadal trwa?): „megakumulacją Kaczyńskiego”. Z jednej strony, znana już wszystkim sejmowa obstrukcja ze strony „totalnej opozycji”. Działania, delikatnie mówiąc, nie przynoszące ani PO, ani Nowoczesnej popularności. Niedawno zrobiono kilka sondaży na różne sposoby zadających to samo pytanie: „kto jest liderem opozycji wobec PiS”. Połowa respondentów wybrała opcję „nie ma nikogo takiego”, jedna czwarta wskazała na Kukiza, potem było długo, długo nic, Schetyna, Petru i pomniejsi. Co charakterystyczne, Kukizowi wystarczyło dla osiągnięcia tego wyniki nie robić nic, tylko od czasu do czasu składać deklarację „jako poseł i jako Polak wstydzę się za to, co się dzieje w parlamencie”.

  • Bohater Ryszard, zła aktywizacja i holokaust - Chłodnym Okiem Bohater Ryszard, zła aktywizacja i holokaust - Chłodnym Okiem

    Od czasu jak były poseł PiSu postanowił urżnąć się w turystycznym centrum Madrytu, gdzie siedziało 3 tysiące ludzi, z czego połowa Polaków, która kręciła go komórkami, a on podpisał kwity, że był w tym czasie w Parlamencie Europejskim i brał pieniądze, myślałem, że nic głupszego nie można wymyślić. Okazuje się, że można wybrać się na lewiznę czarterowym samolotem z polską wycieczką, nawet nie przyklejając sobie wąsów i przytulać się do koleżanki posłanki, licząc, że nikt tego nie zauważy i nie zrobi selfika. Petru był już wszędzie, m.in. w kampanii prezydenckiej, a teraz wzywał lud na barykady, którego jak się okazuje nie jest wcale tak dużo, bo ostatnio tylko 5 osób w namiocie pod sejmem, ale protest trwa.

  • Powrót ojca marnotrawnego? Powrót ojca marnotrawnego?

    Lewicowo-liberalna opozycja ma straszny problem z przywództwem. Grzegorz Schetyna charyzmy ma tyle, co gminny urzędnik, Ryszard Petru co się odezwie, to nie wiadomo gdzie oczy podziać. Kosiniak Kamysz jest za młody, Miller za stary, a Czarzasty nie do przyjęcia bez względu na wiek. Partie jakoś sobie jeszcze radzą, bo dotacje budżetowe do pewnego stopnia zastępują charyzmatycznego przywódcę. Ale już ruch społeczny bez takowego istnieć nie może, czego dowodem oczywisty nawet dla jego sympatyków uwiąd KOD. Mateuszowi Kijowskiemu po roku głaskania go i polewania miodem przez wciąż wpływowe media obozu magdalenkowego ufa, w najnowszym sondażu, zaledwie 14 proc. Polaków – zamiast być wartością dodaną do wyżej wymienionych, jak to sobie wymyśliła, lansując go, „Gazeta Wyborcza”, jest więc wartością ujemną.