czwartek, 11 maj 2017 12:52

Monsieur Mniejsze Zło Wyróżniony

Napisane przez RAF / RED
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(10 głosów)

(...)  Francja jest przeżarta lewicą w dużo większym stopniu niż wspomniane kraje, i jej postępactwo jest jeszcze bardziej niż gdzie indziej sfanatyzowane.

(...) w tej irredencie wystąpi potężny czynnik trzeci – żyjący we Francji muzułmanie, którzy nie ukrywają, że traktują ten kraj jako swoją ziemię obiecaną przez Proroka i jego imamów na zasiedlenie.

(...)

Kto z grubsza zainteresował się ich nauką, wie, że imamowie mają mniej krwiożerczy stosunek do chrześcijan, na których zamierzają „tylko” narzucić wysoki podatek, niż do postępaków – ci będą musieli się nauczyć fruwać z dachów i polubić chłostę oraz kamienowanie. Proszę mnie nie pytać, dlaczego w takim razie lewactwo tak gorliwie wspiera imigrację i islamizację. Za Leninem i jego następcami też swego czasu liderzy Zachodu wręcz biegali, błagając, aby kupiono od nich sznur, na którym mieli zostać powieszeni.

Muzułmanie będą przede wszystkim grać na wzajemne wyniszczanie się białych, stopniowo poszerzając enklawy szariatu i obejmując władzę nad całym państwem. Czas pracuje dla nich, co dopiero mówić o demografii.

(..)

Trudno jest znaleźć przykład równie nieporywającego polityka, jak francuski „monsieur mniejsze zło”. Facet nie ma żadnej wizji, żadnego pomysłu poza zablokowaniem dostępu do władzy Frontowi Narodowemu – a jeśli on mimo to do władzy dojdzie, to poza odebraniem mu tej władzy (jeśli ktoś widzi jakieś podobieństwa, to przypominam swoje stwierdzenie sprzed lat: Polska trendsetterem narodów!). Ale przecież programu „żeby nadal było, jak kiedyś było” nie da się realizować w sytuacji, gdy chwieją się podstawy, na których dawny ład zbudowano, i w ogóle „przemija postać świata”. Co taki człowiek może naprawić, co zmienić? Nie chcę się wyrażać.

(...)

Podczas, gdy cały Zachód wierzył, że stworzył ustrój idealny, demokrację liberalną, i ten ustrój stanowi „koniec historii”, i nie ma już w ogóle czym się martwić – demokracja w istocie wyzionęła ducha. Zostały z niej tylko wybory, ale i one niczego nie rozstrzygają, bo przy pierwszej próbie odstawienia od koryta dotychczasowe warstwy uprzywilejowane bez cienia zażenowania wymawiają im posłuszeństwo. Skoro odrzuciły przykazania, Boga i wszelki absolut, to dlaczego miałyby upierać się przy wierze w wyższą rację arytmetycznej większości, skoro narzędzia sterowania masami przestały działać i wybory zamiast gwarantować status quo naruszają go?

(...)

Świat kompletnie wymknął się wyobrażeniu elit, „demokracja liberalna” okazała się zaprzeczeniem demokracji jako takiej (tak jak i „demokracja socjalistyczna” – to słowo jak widać nie znosi przymiotników) i jeśli nie zniszczyła republik do końca i nieodwracalnie, to w każdym razie mocno zagroziła funkcjonowaniu republikańskich mechanizmów.

(...)

Ja osobiście nie tracę nadziei, że tu, u nas, uda się republikę odbudować i uczynić wystarczająco silną, by zapewniła narodowi polskiemu byt i ochronę w nadchodzących trudnych dziesięcioleciach. Ale dla takiej Francji nie widzę nadziei. Może tylko dla tych nielicznych sprawiedliwych, którzy w porę wyemigrują do białej, katolickiej Polski i zdołają się tu zasymilować.

Cały tekst

 

 

"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""
Czytany 19773 razy

Artykuły powiązane

  • Dyspensa Macrona Dyspensa Macrona

    W polityce najbardziej lubię ten moment, gdy po krótszej lub dłuższej grze wstępnej politycy, nawycierawszy sobie gęby szczytnymi frazesami o imponderabiliach, wartościach moralnych i słuszności, odkładają je na bok i wreszcie mówią jasno, o co konkretnie chodzi.

  • Europa której się nie chcę Europa której się nie chcę

    Nie mogę sobie przypomnieć, w którym z zachodnich miast sobie to uświadomiłem po raz pierwszy.

  • Merde, czyli Frexit faktyczny Merde, czyli Frexit faktyczny

    Wiadomość, że domniemany przyszły prezydent Francji zaatakował Polskę, wzbudziła żywiołową radość sympatyków "totalnej opozycji", porównywalną z entuzjazmem, z jakim przyjęła ona przegłosowanie polskiego rządu w Radzie Europejskiej.

  • Ach, strach, strach, rany boskie… Ach, strach, strach, rany boskie…

    Jedynym politycznym pomysłem „opozycji totalnej” jest Polaków nastraszyć. Nastraszyć PiS-em i Kaczyńskim, oczywiście. Nie ma to nic wspólnego z postępowaniem opozycji w klasycznej demokracji (inna sprawa, że nie wiem, czy w „ponowoczesnym” świecie taka klasyczna demokracja i debata publiczna jeszcze w ogóle się gdzieś się uchowała). PO i Nowoczesna – abstrahując od tego, że zajęte są głównie przepychaniem się między sobą, kto bardziej nienawidzi prezydenta, rządu i ich zaplecza parlamentarnego – nawet nie próbują Polaków przekonać, że rządziłyby lepiej. Nawet nie próbują powiedzieć niczego na temat, jak by rządziły. Tak jakby zakładały, że to w ogóle Polaków nie obchodzi.

  • W poszukiwaniu straconego koryta W poszukiwaniu straconego koryta

    Z czego może się cieszyć „Opozycja totalna”, skoro – najdelikatniej to ujmując – nie ma żadnych sukcesów? Oczywiście, w takiej sytuacji musi się cieszyć z sukcesów cudzych, na które nie miała żadnego wpływu (bo zresztą gdyby miała, to sukcesów tych prawdopodobnie by nie było). Fakt, że polski wniosek o skrócenie kadencji Tuska został w Brukseli zgodnie zignorowany przyprawił wrogów PiS o intensywny medialny orgazm. Znienawidzone „państwo PiS” tak upokorzone! Angela Merkel pomściła zakonnicę, przejechaną na pasach! Towarzystwo na chwilę zapomniało, że od półtora roku tkwi w głębokiej i uczciwie zapracowanej depresji, a gdy na chwilę dało się ponieść marzeniom, że znowu będzie tak jak było, to skończyło się to żałosnym „ciamajdanem”.

Więcej w tej kategorii: « Kwestia smaku Giętkość gluta »