• Przegniła Brytania

    Ponieważ wokół sprawy narosło sporo nieporozumień, muszę je wyjaśnić. A ponieważ wszystko zaczęło się od felietonu zamieszczonego tutaj, na interia.pl, muszę uczynić to właśnie w tym miejscu. Mowa o moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii w ostatni weekend, który tym razem nie doszedł do skutku. Czytaj więcej...
  • Zmierzch bożków

    Zawsze tak jest, że kiedy mi się wydaje, iż "totalna opozycja" doszła już do ostatnich granic błazenady i dalej po prostu już się nie da - pokazuje mi ona, jak bardzo jej nie doceniam.  Czytaj więcej...
  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

czwartek, 20 kwiecień 2017 12:40

My z podpalanych wsi i miast

Napisane przez Rafał Ziemkiewicz
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Fot: unsplash.com Fot: unsplash.com Fot: unsplash.com

„Czyja Polska?” – rzucił z sejmowej trybuny Jan Olszewski podczas pamiętnej nocy, na której do czasu tragedii w Smoleńsku budowana była tożsamościowa narracja prawicy.

 (...)

Nie chcę się rozwodzić na tym, co opisywałem wielokrotnie, ale, w największym skrócie, skończył się wtedy „podział postkomunistyczny” (trwa on tylko jako swoisty fantom, to znaczy oba plemiona nawzajem obrzucają się peerelem i realnym socjalizmem jak guanem), odsłaniając klasyczny podział postkolonialny. Tusk, w początkach kariery grający liberała, a chwilami nawet konserwatystę, obstawił w tym układzie rodzimych „kreoli” – grupę społeczną opisaną przez teorię państwa postkolonialnego jako „elita kompradorska”, a więc uprzywilejowaną z racji historycznych i rozwijającą się przez kooptację, nastawiona na obsługiwanie we własnym kraju interesów cudzych i bardziej cywilizacyjnie oraz kulturowo identyfikujące się z metropolią („Jakie ma pani poglądy? Normalne, europejskie” – pamiętacie Państwo, kto się w ten sposób samookreślił?). Kaczyński, w początkach kariery obstawiający centrum, „nowoczesną chadecję” w typie niemieckim i ostro potępiający tradycyjną prawicę odwołującą się do odruchów endecko-klerykalnych, w nowym podziale przyjął natomiast rolę rzecznika „tubylców”, zgodnie z ich potrzebami przesuwając się ku emocjom tradycjonalistycznym i romantycznemu modelowi patriotyzmu insurekcyjnego.

(...)

Emocje, które pozwoliły Tuskowi i Kaczyńskiemu zawłaszczyć cała politykę, podporządkowując sobie, niszcząc lub marginalizując inne byty polityczne są oparte na realnym podziale społecznym, który, jak pokazuje los innych państw postkolonialnych, nie znika szybko – nie jest jednak tak, że nie ma w społeczeństwie potencjału na inną politykę. Raczej jak dotąd nie było, i wciąż jest za mało, narzędzi do jej uprawiania. Media, cała sfera publiczna i wszystkie instytucje są bowiem terroryzowane przez rozhulanych partyzantów. 

(...)

 

My, normalsi, ze swą świadomością, że tragedia w Smoleńsku była prawdopodobnie skutkiem przekroczenia masy krytycznej bałaganu, niefrasobliwości i politycznego skłócenia, a spotęgowała ją polityczna głupota i małość zastrachanego o swą władzę Tuska, i że pod rządami PiS nie dochodzi do żadnych konstytucyjnych nadużyć, które szły by dalej, niż przez całe dzieje III RP począwszy od „falandyzowania prawa” przez Wałęsę – jesteśmy z obu stron naciskani przez sfanatyzowanych i rozhisteryzowanych zelotów obu stron tej wojny. 

(...)

Na politycznej wojnie, jak na prawdziwej, nieliczny, ale zdyscyplinowany i pozbawiony skrupułów oddział jest w stanie terroryzować znacznie liczniejsze masy cywilów. Stąd wrażenie, że w Polsce pomiędzy „Gazetą Polską” a „Gazetą Wyborczą” czy pomiędzy „W Sieci” a „Newsweekiem” nie ma niczego. Moim skromnym zdaniem na tym obszarze stopniowo narasta świadomość, że to w sumie niewielka różnica, kto ci spali chałupę – obrońcy Ojczyzny czy obrońcy Konstytucji. Że trzeba zorganizować samoobronę, która jednych i drugich wypchnie w chaszcze, gdzie ich miejsce, i zacznie pracować nad odbudową, normalizacją i bogaceniem się kraju.

(...)

Ci, którzy głosowali na Andrzeja Dudę i na PiS, robili to z różnych powodów. Część w ramach prowadzonej od lat plemiennej wojny, a część z przekonania, że Polska potrzebuje zmian, a quasi-mafijny układ zbudowany przez Tuska jakąkolwiek zmianę na lepsze wyklucza.

Toteż fakt, że w tym sojuszu dochodzi do rozdźwięku, jest nie tylko oczywisty, ale wręcz konieczny, żeby Polskę zacząć popychać w kierunku normalności. Misiewicz jest oczywiście pretekstem i nie warto się przesadnie na nim skupiać, natomiast jego protektor, Macierewicz, jest tu postacią ważną, a jego pozycja w obozie władzy pokazuje, na ile jest to władza skupiona na tym, jaka ma Polska być, a na ile działająca wyłącznie w poczuciu moralnego uniesienia, że musi być nasza.

Nie mam wielkich złudzeń co do taktycznego skutku tej draki – Jarosław Kaczyński przytemperuje Macierewicza, ale nie za bardzo, żeby mu nie wyrośli jego partyjni konkurenci. Przecież chodzi tu o kontrolę nad służbami, a w służbach, wiadomo, że trzeba mieć i Klossa, i Brunera, bo tylko dopóki żrą się oni między sobą, podporządkowani są rozsądzającemu ich arbitrowi – a gdyby jeden zjadł drugiego, to arbitra zje zaraz potem. Zresztą nie tylko w służbach, oba polityczne plemiona od dawna są zarządzane właśnie w taki sposób. W tym sensie wojna o to, czy Misiewicz jest pisowskim odpowiednikiem cwaniaczków z „Sowy i Przyjaciół”, czy niewinną ofiara spisku WSI albo nawet samego Putina, wielkich skutków nie przyniesie.

Więcej: https://ziemkiewicz.dorzeczy.pl/subotnik-ziemkiewicza/27125/My-z-podpalanych-wsi-i-miast.html

Czytany 3246 razy

Artykuły powiązane

  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik) Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu.

  • Macierewicz musi odejść Macierewicz musi odejść

    Aż trudno uwierzyć, ale serial „rekonstrukcja rządu” nieoczekiwanie został zakończony. I to w sposób naprawdę zaskakujący – z nowego rządu usunięty został Antoni Macierewicz, polityk z jednej strony uwielbiany w „żelaznym elektoracie” PiS, z drugiej sprawiający Jarosławowi Kaczyńskiemu nieustanny kłopot.

  • Bijcie brawo, obywatele Bijcie brawo, obywatele

    Wymiana premiera, muszę powtórzyć nieco innymi słowami to samo, co pisałem już w ostatnich tygodniach, pokazuje degrengoladę życia publicznego i republikanizmu w naszym kraju.

  • Witajcie na zapadni Witajcie na zapadni

    Od kilku tygodni – albo od kilku miesięcy, zależy jak liczyć – PiS grilluje swój własny rząd uporczywie powtarzanymi pogłoskami o „rekonstrukcji”. 

  • Koniec początku, a może początek końca Koniec początku, a może początek końca

    Serial "rekonstrukcja rządu Beaty Szydło" znajdzie swoje poczesne miejsce w historii politycznego pijaru, w tomie poświęconym szaleństwu, absurdowi i nieudacznictwu. Ma nawet szanse przyćmić kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego i jego, jeszcze niedawno wydawało się, niedościgniony sukces, jakim było przegranie wyborów z kandydatem rok wcześniej nikomu nie znanym, gdy miało się poparcie 60 proc. ankietowanych oraz wszystkich wpływowych mediów i tzw. autorytetów, a do tego pieniądze, administracje państwową i największe grupy interesu.