• Kaczyzacja Platformy, stuszczenie PiS-u

    Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, co zrobiła w Warszawie PO. I to, akurat, jak raz, 13 grudnia. Wybrać taki właśnie dzień na to, by odebrać warszawskie ulice ludziom takim, jak Jacek Kaczmarski, Zbigniew Herbert, "Inka" Siedzikówna i Lech Kaczyński, i oddać je ponownie Teodorowi Duraczowi, Leonowi Kruczkowskiemu, "Małemu Frankowi" i Armii Ludowej – to wyjątkowa perwersja. Czytaj więcej...
  • Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować. Czytaj więcej...
  • Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

czwartek, 20 kwiecień 2017 12:40

My z podpalanych wsi i miast

Napisane przez Rafał Ziemkiewicz
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Fot: unsplash.com Fot: unsplash.com Fot: unsplash.com

„Czyja Polska?” – rzucił z sejmowej trybuny Jan Olszewski podczas pamiętnej nocy, na której do czasu tragedii w Smoleńsku budowana była tożsamościowa narracja prawicy.

 (...)

Nie chcę się rozwodzić na tym, co opisywałem wielokrotnie, ale, w największym skrócie, skończył się wtedy „podział postkomunistyczny” (trwa on tylko jako swoisty fantom, to znaczy oba plemiona nawzajem obrzucają się peerelem i realnym socjalizmem jak guanem), odsłaniając klasyczny podział postkolonialny. Tusk, w początkach kariery grający liberała, a chwilami nawet konserwatystę, obstawił w tym układzie rodzimych „kreoli” – grupę społeczną opisaną przez teorię państwa postkolonialnego jako „elita kompradorska”, a więc uprzywilejowaną z racji historycznych i rozwijającą się przez kooptację, nastawiona na obsługiwanie we własnym kraju interesów cudzych i bardziej cywilizacyjnie oraz kulturowo identyfikujące się z metropolią („Jakie ma pani poglądy? Normalne, europejskie” – pamiętacie Państwo, kto się w ten sposób samookreślił?). Kaczyński, w początkach kariery obstawiający centrum, „nowoczesną chadecję” w typie niemieckim i ostro potępiający tradycyjną prawicę odwołującą się do odruchów endecko-klerykalnych, w nowym podziale przyjął natomiast rolę rzecznika „tubylców”, zgodnie z ich potrzebami przesuwając się ku emocjom tradycjonalistycznym i romantycznemu modelowi patriotyzmu insurekcyjnego.

(...)

Emocje, które pozwoliły Tuskowi i Kaczyńskiemu zawłaszczyć cała politykę, podporządkowując sobie, niszcząc lub marginalizując inne byty polityczne są oparte na realnym podziale społecznym, który, jak pokazuje los innych państw postkolonialnych, nie znika szybko – nie jest jednak tak, że nie ma w społeczeństwie potencjału na inną politykę. Raczej jak dotąd nie było, i wciąż jest za mało, narzędzi do jej uprawiania. Media, cała sfera publiczna i wszystkie instytucje są bowiem terroryzowane przez rozhulanych partyzantów. 

(...)

 

My, normalsi, ze swą świadomością, że tragedia w Smoleńsku była prawdopodobnie skutkiem przekroczenia masy krytycznej bałaganu, niefrasobliwości i politycznego skłócenia, a spotęgowała ją polityczna głupota i małość zastrachanego o swą władzę Tuska, i że pod rządami PiS nie dochodzi do żadnych konstytucyjnych nadużyć, które szły by dalej, niż przez całe dzieje III RP począwszy od „falandyzowania prawa” przez Wałęsę – jesteśmy z obu stron naciskani przez sfanatyzowanych i rozhisteryzowanych zelotów obu stron tej wojny. 

(...)

Na politycznej wojnie, jak na prawdziwej, nieliczny, ale zdyscyplinowany i pozbawiony skrupułów oddział jest w stanie terroryzować znacznie liczniejsze masy cywilów. Stąd wrażenie, że w Polsce pomiędzy „Gazetą Polską” a „Gazetą Wyborczą” czy pomiędzy „W Sieci” a „Newsweekiem” nie ma niczego. Moim skromnym zdaniem na tym obszarze stopniowo narasta świadomość, że to w sumie niewielka różnica, kto ci spali chałupę – obrońcy Ojczyzny czy obrońcy Konstytucji. Że trzeba zorganizować samoobronę, która jednych i drugich wypchnie w chaszcze, gdzie ich miejsce, i zacznie pracować nad odbudową, normalizacją i bogaceniem się kraju.

(...)

Ci, którzy głosowali na Andrzeja Dudę i na PiS, robili to z różnych powodów. Część w ramach prowadzonej od lat plemiennej wojny, a część z przekonania, że Polska potrzebuje zmian, a quasi-mafijny układ zbudowany przez Tuska jakąkolwiek zmianę na lepsze wyklucza.

Toteż fakt, że w tym sojuszu dochodzi do rozdźwięku, jest nie tylko oczywisty, ale wręcz konieczny, żeby Polskę zacząć popychać w kierunku normalności. Misiewicz jest oczywiście pretekstem i nie warto się przesadnie na nim skupiać, natomiast jego protektor, Macierewicz, jest tu postacią ważną, a jego pozycja w obozie władzy pokazuje, na ile jest to władza skupiona na tym, jaka ma Polska być, a na ile działająca wyłącznie w poczuciu moralnego uniesienia, że musi być nasza.

Nie mam wielkich złudzeń co do taktycznego skutku tej draki – Jarosław Kaczyński przytemperuje Macierewicza, ale nie za bardzo, żeby mu nie wyrośli jego partyjni konkurenci. Przecież chodzi tu o kontrolę nad służbami, a w służbach, wiadomo, że trzeba mieć i Klossa, i Brunera, bo tylko dopóki żrą się oni między sobą, podporządkowani są rozsądzającemu ich arbitrowi – a gdyby jeden zjadł drugiego, to arbitra zje zaraz potem. Zresztą nie tylko w służbach, oba polityczne plemiona od dawna są zarządzane właśnie w taki sposób. W tym sensie wojna o to, czy Misiewicz jest pisowskim odpowiednikiem cwaniaczków z „Sowy i Przyjaciół”, czy niewinną ofiara spisku WSI albo nawet samego Putina, wielkich skutków nie przyniesie.

Więcej: https://ziemkiewicz.dorzeczy.pl/subotnik-ziemkiewicza/27125/My-z-podpalanych-wsi-i-miast.html

Czytany 3393 razy

Artykuły powiązane

  • Wszyscy ubabrani Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Klucz do Schetyny Klucz do Schetyny

    To, że częściej piszę tu o opozycji niż o władzy, ma bardzo prostą przyczynę: z punktu widzenia publicysty, felietonisty, opozycja jest ciekawsza.

  • Delegalizacja ONR? Możecie im nakukać Delegalizacja ONR? Możecie im nakukać

    Temat "delegalizowania ONR" wraca jak bumerang, albo jak swego czasu "stawianie Ziobry i Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu" za rzekome doprowadzenie do śmierci byłej minister Blidy.