• Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia.  Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

wtorek, 04 kwiecień 2017 12:57

Wojna, panie tego

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(10 głosów)

Korwin opowiadał kiedyś bajeczkę o najeździe ludożerców na szczęśliwą wyspę. Hordy ludożerców runęły, by zmusić mieszkańców rajskiej krainy do ludożerstwa, ci bronili się dzielnie, ale, niestety, męstwo nie wystarczało – problem w tym, że obrońcy musieli dostarczać swoim oddziałom prowiant i grzebać zmarłych, a ludożercy pożerali trupy, więc nie musieli ani jednego, ani drugiego. Aż w krytycznej sytuacji obrońcy powiedzieli sobie – trudno, jakkolwiek to obrzydliwe, jest skuteczne, więc też musimy zacząć się żywić ludzkim mięsem. Dzięki temu wyrównali szansę, spuścili najeźdźcom bęcki i ostatecznie ich wygnali.

[...]

Można tę opowieść odnosić do różnych sytuacji życiowych, ja ją kiedyś odniosłem do dylematu tzw. prawicowych dziennikarzy. Czy trzeba przejmować metody przeciwnika, by go pokonać - i czy warto go w takim razie pokonywać? Część kolegów, między innymi także z grona, w którym stworzyliśmy przed laty tygodnik „Uważam Rze”, uznała, że – jak to podaje nieustannie hardkorowa pisowska narracja – to, co się dzieje w Polsce to wojna (na tamtym etapie – powstanie), a wojna to wojna. Na wojnie, jak to ujął przewodniczący Czarnecki, nie zakłada się klubów dyskusyjnych – można też dodać, że na wojnie nie zastanawia się nad rozkazami dowódców ani nie podaje w wątpliwość sensu wykonywanych operacji, strzela się do każdego, kto nie nosi tego samego munduru, a i tych w swoim mundurze rozstrzeliwuje się za defetyzm, odmowę wykonania rozkazu etc.

[...]

W pogoni za propagandową skutecznością niektórzy entuzjaści PiS stali się Michnikowymi lustrzańcami (pamiętam, że dokładnie tego określenia użyłem) i nie było się trudno domyślić, że raz wszedłszy w tę myślową koleinę przejęcia przez PiS władzy nie uznają za powód, by powiedzieć: wojna się skończyła, wróćmy do normalności, bądźmy normalnymi dziennikarzami, stosującymi równą miarę i wobec tych, którzy głoszą bliskie nam wartości, i wobec tych, którzy je odrzucają. Wojnę bowiem, jak dawno już zauważono, łatwo zacząć, ale skończyć bardzo trudno. I oczywiście, podwójne wyborcze zwycięstwo PiS w roku 2015 nic nie zmieniło, ot, armia wydawałoby się, że już skończona i dorzynana, wypchnęła drugą z kilku strategicznych punktów i obróciła zdobyte działa w przeciwną stronę. Szczególnie dotyczy to państwowych – w mowie propagandowej „publicznych” – mediów.

[...]

Gdybym został szefem jakiegoś państwowego medium, na pewno bym je zdemilitaryzował i nakazał eksperyment normalności – nie będziemy robić antytefałenu, antyagory i antyszpringiera, tylko zaryzykujemy i postaramy się zasłużyć na miano medium rzetelnego i bezstronnego. Najwyżej nikt nas nie będzie oglądał/słuchał i z obu stron zbierzemy hejt, żebyśmy się zdecydowali, bo nie siedzi się okrakiem na barykadzie. Dlatego ani nikt mi nigdy takiej propozycji nie składał, ani ja się o nią nigdy nie ubiegałem. Nie ukrywam, że PiS traktując państwowe anteny tak właśnie, jak to opisałem metaforą o zdobytym szańcu, zmarnował szansę. I wciąż wierzę, że jednak przyjdzie kiedyś w Polsce władza, która spróbuje znaleźć w Polakach to wspólne minimum, które ich łączy, i rozpocznie od niego odbudowę zrujnowanego wojna domową państwa – której to pracy budowa mediów publicznych w miejsce państwowych będzie istotną częścią.

Czytaj Subotnik Ziemkiewicza: Wojna, panie tego

Czytany 17450 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.