• Nauczyciele ze sztachetą

    Żenada w polskich szkołach jest skutkiem nałożenia się różnych działań i różnych emocji, ale bezpośrednimi sprawcami kłopotów tegorocznych maturzystów i gimnazjalistów są policjanci. Ponieważ w dzisiejszym jazgocie życia publicznego nikt już nie pamięta niczego, co było dawniej niż przedwczoraj, na wszelki wypadek przypomnę: policjanci tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości, dzięki wybraniu właściwego momentu zdołali skutecznie chwycić rząd za gardło, przydusić i wydusić podwyżki. Czytaj więcej...
  • Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może. Czytaj więcej...
  • Facebook, Google, Youtube, Twitter: prywatny totalitaryzm

    Ponad trzydzieści lat temu amerykańska telekomunikacja zdominowana została do tego stopnia przez kilka wielkich koncernów, na czele z American Telephone & Telegraph, że praktycznie stworzyły one monopol. Wielcy gracze bez trudu dogadywali się między sobą, uniemożliwiając konkurentom wejście na intratny rynek. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

wtorek, 04 kwiecień 2017 12:57

Wojna, panie tego

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(10 głosów)

Korwin opowiadał kiedyś bajeczkę o najeździe ludożerców na szczęśliwą wyspę. Hordy ludożerców runęły, by zmusić mieszkańców rajskiej krainy do ludożerstwa, ci bronili się dzielnie, ale, niestety, męstwo nie wystarczało – problem w tym, że obrońcy musieli dostarczać swoim oddziałom prowiant i grzebać zmarłych, a ludożercy pożerali trupy, więc nie musieli ani jednego, ani drugiego. Aż w krytycznej sytuacji obrońcy powiedzieli sobie – trudno, jakkolwiek to obrzydliwe, jest skuteczne, więc też musimy zacząć się żywić ludzkim mięsem. Dzięki temu wyrównali szansę, spuścili najeźdźcom bęcki i ostatecznie ich wygnali.

[...]

Można tę opowieść odnosić do różnych sytuacji życiowych, ja ją kiedyś odniosłem do dylematu tzw. prawicowych dziennikarzy. Czy trzeba przejmować metody przeciwnika, by go pokonać - i czy warto go w takim razie pokonywać? Część kolegów, między innymi także z grona, w którym stworzyliśmy przed laty tygodnik „Uważam Rze”, uznała, że – jak to podaje nieustannie hardkorowa pisowska narracja – to, co się dzieje w Polsce to wojna (na tamtym etapie – powstanie), a wojna to wojna. Na wojnie, jak to ujął przewodniczący Czarnecki, nie zakłada się klubów dyskusyjnych – można też dodać, że na wojnie nie zastanawia się nad rozkazami dowódców ani nie podaje w wątpliwość sensu wykonywanych operacji, strzela się do każdego, kto nie nosi tego samego munduru, a i tych w swoim mundurze rozstrzeliwuje się za defetyzm, odmowę wykonania rozkazu etc.

[...]

W pogoni za propagandową skutecznością niektórzy entuzjaści PiS stali się Michnikowymi lustrzańcami (pamiętam, że dokładnie tego określenia użyłem) i nie było się trudno domyślić, że raz wszedłszy w tę myślową koleinę przejęcia przez PiS władzy nie uznają za powód, by powiedzieć: wojna się skończyła, wróćmy do normalności, bądźmy normalnymi dziennikarzami, stosującymi równą miarę i wobec tych, którzy głoszą bliskie nam wartości, i wobec tych, którzy je odrzucają. Wojnę bowiem, jak dawno już zauważono, łatwo zacząć, ale skończyć bardzo trudno. I oczywiście, podwójne wyborcze zwycięstwo PiS w roku 2015 nic nie zmieniło, ot, armia wydawałoby się, że już skończona i dorzynana, wypchnęła drugą z kilku strategicznych punktów i obróciła zdobyte działa w przeciwną stronę. Szczególnie dotyczy to państwowych – w mowie propagandowej „publicznych” – mediów.

[...]

Gdybym został szefem jakiegoś państwowego medium, na pewno bym je zdemilitaryzował i nakazał eksperyment normalności – nie będziemy robić antytefałenu, antyagory i antyszpringiera, tylko zaryzykujemy i postaramy się zasłużyć na miano medium rzetelnego i bezstronnego. Najwyżej nikt nas nie będzie oglądał/słuchał i z obu stron zbierzemy hejt, żebyśmy się zdecydowali, bo nie siedzi się okrakiem na barykadzie. Dlatego ani nikt mi nigdy takiej propozycji nie składał, ani ja się o nią nigdy nie ubiegałem. Nie ukrywam, że PiS traktując państwowe anteny tak właśnie, jak to opisałem metaforą o zdobytym szańcu, zmarnował szansę. I wciąż wierzę, że jednak przyjdzie kiedyś w Polsce władza, która spróbuje znaleźć w Polakach to wspólne minimum, które ich łączy, i rozpocznie od niego odbudowę zrujnowanego wojna domową państwa – której to pracy budowa mediów publicznych w miejsce państwowych będzie istotną częścią.

Czytaj Subotnik Ziemkiewicza: Wojna, panie tego

Czytany 17606 razy

Artykuły powiązane

  • ACTA oszustwa ACTA oszustwa

    Z taką opozycją PiS nie straci władzy nigdy. 

  • "Srebrna" - pułapka, która nie pykła "Srebrna" - pułapka, która nie pykła

    Najłatwiej to wyjaśnić przykładem. Wyobraźcie sobie Państwo, że pojawia się u was jakiś daleki powinowaty, przyjaciel znajomych, ktoś, kogo macie powód lubić i uznawać za osobę życzliwą – tym bardziej, że wprowadza go do waszego domu rodzina.

  • Medialne ogony merdają swymi psami Medialne ogony merdają swymi psami

    Rozmawiałem kiedyś z Władysławem Frasyniukiem - wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale, naprawdę, sięgam pamięcią takich czasów, kiedy z ludźmi dziś już kompletnie oszalałymi z nienawiści do PiS dało się normalnie rozmawiać.

  • Adamowicz jako Blida-bis Adamowicz jako Blida-bis

    "Świeże groby zawsze wzruszą, obojętnie gdzie kopane – jak porosną, się okaże, kto szczuł i co było grane", śpiewał przed laty Jacek Kleyff. Grób byłej minister Barbary Blidy zarósł już, by trzymać się konwencji tej piosenki, trawą tak wysoką, że przez prawie dwa tygodnie po śmierci Pawła Adamowicza nikt o niej nie wspomniał. 

  • Nowy rok, stary magiel Nowy rok, stary magiel

    Coraz trudniej, wyznam z Nowym Rokiem, zmusić mi się do komentowania polskiego życia politycznego (z zachodnim zresztą nie jest lepiej, ale to mnie aż tak nie wkurza).