• Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować. Czytaj więcej...
  • Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

poniedziałek, 16 styczeń 2017 09:34

Zawracanie uwagi

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(12 głosów)

Nieodparcie co i raz przypomina mi się kluczowa scena z dramatu Andrzeja Trzebińskiego „Aby podnieść różę”: bohaterowie na jakimś dachu świata grają o wszystko – w ping ponga. I nagle ginie im piłeczka. Ale stawka gry jest tak wysoka, że przerwać nie można, więc grają dalej – bez piłeczki. Można? Jeśli się Państwu wydaje, że nie można, to zerknijcie z łaski swojej w media.

[...]

A gdy człowiek wyjdzie z tego kina i się rozejrzy – to cóż… Widzi, że ta piłeczka, która zdaniem „totalnej opozycji” została odbita, w istocie wpadła gdzie wpaść miała i punkty należą się stronie rządowej. Diagnoza rzeczywistości z jaką wygrał PiS ponad rok temu wybory generalnie się potwierdziła, zapowiedzi, które wtedy składał, okazały się możliwe do spełnienia i przyniosły z grubsza takie skutki, jakie zapowiadano, bynajmniej nie rujnując budżetu. Przeciwnie, agencje ratingowe, cokolwiek o tej instytucji uważać, wskazują na Polskę jako na kraj dla inwestorów wyjątkowo stabilny, Angela Merkel, mająca do załatwienia konkretne sprawy, spotykać się chce nie z „premierem cieniem” ani „liderem opozycji”, tylko z konkretnym prezesem PiS, z którym podobno „nikt nie chce rozmawiać”, zasiłki i transfery, póki co, zlikwidowały najgorsze społeczne patologie, a jakim kosztem, to się zobaczy nieprędko.

[...]

Donaldowi Tuskowi odwracanie uwagi ogółu od biegu spraw służyło wyłącznie do tego, aby utrzymać popularność tak długo, jak długo będzie to niezbędne dla przesiadki do Brukseli i znalezienia się „daleko od tego całego syfu” – co, twierdzę, było jego z góry zamierzonym życiowym i politycznym celem. W wypadku Kaczyńskiego odwracanie uwagi jest raczej w duchu śp. Mazowieckiego i Geremka, którzy umyślili sobie, że przez Transformację Ustrojową trzeba Polaków przeprowadzić tak, jak chłop wyprowadza konia z płonącej stajni – coś zarzucić na łeb, bo jak głupie zwierzę zobaczy rzeczywistość, to będzie wierzgać, stawać dęba i opierać się. Więc „Jaro” straszy dziś Targowicą tak samo jak Targowica za swych rządów straszyła nim, żeby kupić czas – ale nie dla siebie, bo w przeciwieństwie do Tuska złotogłowia i limuzyny mu nie imponują i nie zamierza nigdzie się po nie wyprawiać. On ten czas kupuje dla Morawieckiego.

[...]

Widzę jedną szansę. Sytuacja jest inna niż w czasach Tuska. Wtedy oligopol PO-PiS nie pozostawił w debacie politycznej miejsca na znaczącą trzecią siłę, która by mogła jej przywrócić racjonalność, bo emocje, do których się odwołał, były autentyczne i naprawdę silne. Z jednej strony – Smoleńsk. Smoleńsk był prawdziwy, tam naprawdę zginęło prawie stu wybitnych Polaków, i naprawdę Polska została upokorzona, przeczołgana i ośmieszona, pozwalając na „śledztwo” będące parodią śledztwa i kpiny w żywe oczy „nie oddamy wraku i czarnych skrzynek dopóki nie skończymy śledztwa, które dawno już wszystko wyjaśniło”. Z drugiej strony – autentyczna poprawa poziomu życia (odsyłam do statystyk ze swych „Myśli Nowoczesnego Endeka” – w ciągu pierwszych czterech lat po wejściu do UE w Polskę wsiąkł dodatkowy, piąty roczny budżet z unijnych dotacji i pieniędzy przysłanych do Polski przez pracujących na Zachodzie) i lęk, że Kaczyński, domagając się wyjaśnienia okoliczności śmierci brata, wywoła wojnę z Ruskim, Niemcami i wszystkimi dookoła i temu rodzącemu się ciepełku zagrozi.

Czytaj Subotnik Ziemkiewicza: Zawracanie uwagi

Czytany 9697 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.