niedziela, 13 listopad 2016 17:50

Gdy Piłsudski skoczył przez płot - subotnik

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
Piłsudski idzie na spotkanie z Wojciechowskim. Zamach majowy, 12 maja 1926. Piłsudski idzie na spotkanie z Wojciechowskim. Zamach majowy, 12 maja 1926. autor nieznany

Z roku na rok coraz bardziej irytujące jest przerabianie Święta Niepodległości na święto Piłsudskiego. Pomnikowy Marszałek stał się dla 11 listopada tym, czym dla Bożego Narodzenia reklamowy Santa Claus albo dla Halloween wydrążona w upiorną gębę dynia. Jakoś nikt przy tym nie zauważa, jak bardzo jesteśmy niekonsekwentni.

Wściekamy się (i słusznie), że Ukraińcy czcząc swego Banderę widzą w nim tylko bohatera walki z Niemcami i ofiarę ich represji, całą resztę wyrzucając z pamięci. Ale w Piłsudskim chcemy widzieć tylko pierwszego Naczelnika Państwa, zwycięskiego wodza i wzór romantycznego poświęcenia dla Polski; dyktatora, bezwzględnie prześladującego i mordującego politycznych przeciwników, czy nasyłającego na Sejm swych uzbrojonych drabów w mundurach niczym Lenin „mariaków” na Konstytuantę – już nie.

(...)

Piszę o tym całą książkę (już kończę) więc tylko pokrótce. Niewątpliwe zasługi Piłsudskiego dla niepodległości to przede wszystkim jego działalność jako Naczelnika Państwa, kiedy to z wielką energią organizował jego struktury i zwłaszcza to, co było wtedy najpotrzebniejsze, czyli armię – oraz, oczywiście, charyzmatyczne dowodzenie wojną 1919-1921 i bitwami nad Wisłą i nad Niemnem, które były największymi polskimi sukcesami militarnymi w nowożytnych dziejach i warunkiem ocalenia państwowości.

(...)

Na pewno Polska nie odrodziłaby się, gdybyśmy nie pozyskali dla naszej sprawy opinii publicznej w USA i prezydenta Wilsona. To zasługa Paderewskiego i Dmowskiego. Nawet mimo poparcia USA, Wielka Brytania wciąż starała się Polskę zdusić w zarodku – że tak się nie stało, to znowu zasługa Dmowskiego i jego ogromnej pracy w Wersalu. Że w kraju w 60 proc. chłopskim znalazł Naczelnik Państwa milion poborowych gotowych walczyć za Ojczyznę, że lud polski podążył za Polską, a nie, jak byli tego pewni bolszewicy Lenina, za niesioną przez nich rewolucją, to znowu zasługa ludowców, z których wymieńmy tylko premiera Rządu Jedności Narodowej w 1920 roku, Witosa. Ale i polskich socjalistów, takich jak Daszyński, dzięki którym socjalizm nasz poszedł w kierunku niepodległościowym, a nie w śaldy luksemburgizmu.

(...)

Piłsudski, zwycięski i charyzmatyczny wódz, ale chorobliwy megaloman pozbawiony szerszych politycznych horyzontów wszystko to zniszczył. Niestety, zabrakło nam mądrości i odwagi Ateńczyków, którzy potrafili swych zwycięskich wodzów w porę wypędzać, gdy uderzał im do głów nadmiar ambicji. Legiony, wyrosłe z chybionej politycznej koncepcji związania sprawy polskiej z państwami centralnymi, nie wywalczyły niepodległej Polski – dopiero, gdy była już wolna, podbiły ją dla Piłsudskiego. A cała stworzona przez sanacyjny reżim propaganda i fałszywa narracja o niepodległości, zakonserwowana wojenna zagładą i półwieczem „prylu” zabiły w Polakach na dobre, do dziś, poczucie obywatelskiej odpowiedzialności za państwo, tego ducha republikańskiego zaangażowania, który tak pięknie zatriumfował u zarania wieku XX.

(...)

Dawni Sarmaci, dla których republikanizm był powietrzem, a „absolutum dominium” złem największym i najbardziej odrażającym nie poznaliby w nas w tej chwili swoich potomków.

Subotnik Ziemkiewicza na dorzeczy.pl

(...)

 

Czytany 9898 razy

Artykuły powiązane

  • Naczelny Strażak RP Naczelny Strażak RP

    Nie mam zdania co do ustawy dotyczącej wycinki drzew. Nie przyjrzałem się sprawie, wyjechałem na urlop, nie chciało mi się. Chociaż zapewne powinienem; swego czasu musiałem usunąć u siebie na wsi parę samosiewów, które wyrosły tak, że groziły zwaleniem się przy silnym wietrze na dom, i pamiętam, jaka to była biurokratyczna mordęga – usunięcie i porżnięcie na szczapy drzew pół dnia, załatwienie zezwolenia pół miesiąca. Jeśli rząd zliberalizował stosowne przepisy, to na mój chłopski rozum dobrze – ale, oczywiście, diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

  • Teledywersja Teledywersja

    Rankiem 12 maja 1926 roku warszawskie gazety przyniosły sensację: w nocy napadnięto dom marszałka Piłsudskiego! Strzelano do niego, cudem uniknął trafienia! Wiadomość szybko obleciała miasto, budząc poruszenie wśród stronników Komendanta, od dawna już bombardowanych przez jego otoczenie lamentami nad biedą, w jakiej żyje ten najbardziej zasłużony z Polaków, nad okazywaną mu niewdzięcznością oraz odsunięciem go od życia publicznego. Furia, w jakiej żyli, sięgnęła apogeum. I jak raz w samą porę, bo właśnie tego dnia jednostki dowodzone przez byłych legionistów zbuntowały się przeciwko rządowi i ruszyły na Warszawę. Efektem, jak wiemy z historii, była krótka, ale zacięta wojna domowa, ponad 360 zabitych i 1000 rannych, z czego wielką część stanowili cywile, którzy po obu stronach włączali się na ochotnika do walk ulicznych.

  • Czas pelikanów Czas pelikanów

    Nie pamiętam, kto pierwszy nazwał wyborców PO „lemingami”; niektórzy przypisują tę skromną zasługę mnie, inni śp. Seawolfowi, ale może pierwszy był jeszcze ktoś inny. Szło o liczną grupę wyborców aspirujących do wielkomiejskiego dobrobytu i prestiżu, przeważnie kończących studia lub różne kursy i zaczynających pracę w korporacjach, których oczekiwania zupełnie przegapił w kampanii wyborczej 2007 PiS, a z którymi doskonale skomunikowała się wtedy PO.

  • Staromyślaki nie rozumio Staromyślaki nie rozumio

    Zacznę dziś od pewnej szpitalnej opowieści – uprzedzam, zawierającej słowo dosadne. Kiedyś z tego powodu powstrzymałbym się przed jej przytoczeniem, ale dziś, wobec ogólnego przyzwolenia na używanie takich słów, ograniczam się do ostrzeżenia.

  • Getto Zandbergowszczyzny Getto Zandbergowszczyzny

    Obóz Narodowo Radykalny to nie jest moja bajka – uważam, że Polska potrzebuje dziś tradycji starej endecji, tej od Popławskiego i Dmowskiego, a nie tradycji ruchów radykalnych z lat trzydziestych, które były skutkiem zatrucia młodych narodowców piłsudczyzną i podziwem dla skuteczności prowadzonej przez nią polityki pięści i represji; słowem – były taką postsanacją, czy raczej sanacją ma odwrót. Gdy jednak jakiś – w najlepszym wypadku – osioł, który historii własnego kraju uczył się od już nawet nie od Michnika, ale od Urbana, wyciera sobie ONR-em gębę jako „nazizmem”, to trudno nie reagować. A z literek ONR uczyniono w dyskursie salonu jakiś polski odpowiednik NSDAP i kto tylko chce uchodzić za „człowieka wykształconego i na pewnym poziomie”, wyciera sobie nimi gębę bez pomiłu.