• "Srebrna" - pułapka, która nie pykła

    Najłatwiej to wyjaśnić przykładem. Wyobraźcie sobie Państwo, że pojawia się u was jakiś daleki powinowaty, przyjaciel znajomych, ktoś, kogo macie powód lubić i uznawać za osobę życzliwą – tym bardziej, że wprowadza go do waszego domu rodzina. Czytaj więcej...
  • Koalicja Obciachu

    Stronnicy "opozycji totalnej" muszą mieć doprawdy niezwykle mocne mięśnie powiek. Czytaj więcej...
  • Polska w pozycji horyzontalnej

    W słowach cenzuralnych nie sposób należycie oddać rozmiarów tej politycznej katastrofy, jaką był antyirański szczyt w Warszawie. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

sobota, 09 marzec 2019 16:26

"Srebrna" - pułapka, która nie pykła Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
"Srebrna" - pułapka, która nie pykła Budynek w Al. Jerozolimskich 125/127, w którym znajduje się siedziba spółki fot. Wikipedia.org

Najłatwiej to wyjaśnić przykładem. Wyobraźcie sobie Państwo, że pojawia się u was jakiś daleki powinowaty, przyjaciel znajomych, ktoś, kogo macie powód lubić i uznawać za osobę życzliwą – tym bardziej, że wprowadza go do waszego domu rodzina.

(...)

Żeby nie dłużyć, w pewnym momencie przychodzi ten moment, kiedy musicie mu uprzejmie wyjaśnić, że naprawdę nic z tego. I w tym momencie facet oznajmia: no dobrze, ale przecież ja już tyle zrobiłem...

(...)

Tu musimy przykład porzucić, bo metafora wyczerpała swe możliwości. Nie mówimy bowiem o prywatnym mieszkaniu. W duszonej kolanem i ciągniętej za uszy przez media "totalnej opozycji" tzw. "aferze spółki Srebrna" nie chodzi bowiem o prywatną osobę, ani nawet o prywatny biznes - tylko o fundację.

(...)

Bez wiedzy o tym nie sposób zrozumieć, o co w "aferze" tak naprawdę chodzi. Czy raczej: o co miało w niej chodzić. Click to Tweet

To pierwsze z szeregu zasadniczych kłamstw propagandowej narracji opozycji: "Kaczyński chciał zbudować wieżowiec", "Kaczyński oszukał austriackiego biznesmena", "Kaczyński okazał się bogaczem, deweloperem, robi biznesy".

(...)

Oczywiście, trudno rozgraniczyć "dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego" od polityki Prawa i Sprawiedliwości, i w tym sensie, rzecz jasna, zbudowanie przez fundację przynoszącego dochód wieżowca wzmocniłoby partię rządzącą.

(...)

Mieszać majątek fundacji z osobistym majątkiem Kaczyńskiego, to tak, jakby mówić, że "redaktor-biznesmen" Adam Michnik ma gazetę, kina, firmę ałtdorową, właśnie dokupił sobie do tego "radio Zet" i otwiera sieć fast-foodów. 

(...)

Tym razem nie chodzi mi o wyliczanie propagandowych kłamstw i manipulacji PO i jej "tefałenów", ale o wyjaśnienie sensu dętej przez nie od tygodni "afery".

(...)

Mianowicie: a co by się stało, gdyby Kaczyński zapłacił panu Birgfellnerowi żądane przez niego pieniądze za prace, które wykonał w ramach przygotowań do budowy wieżowca - ale które nie zostały u niego w formalny sposób zamówione, w związku z czym nie było możliwości zgodnego z prawem udokumentowania ich umowami, fakturami i uchwałami zarządu?

(...)

Otóż wtedy zatrzasnęłaby się pułapka, którą - twierdzę z przekonaniem - ktoś zastawił na najważniejszego polskiego polityka, posługując się jego powinowatym. 


(...)

Zresztą efekt propagandowy to jeszcze mało. Przede wszystkim, zgodnie z prawem, zapłacenie Birgfellnerowi żądanych przez niego pieniędzy, bez formalnej podstawy, czyli oczywiste naruszenie prawa, stanowiłoby delikt uprawniający organ kontrolny fundacji do ingerencji - ustanowienia w fundacji zarządu komisarycznego, czyli de facto przejęcia jej.

Nie sprawdzałem, ale z racji miejsca działania organem owym jest prawie na pewno prezydent m. st. Warszawy.

(...)

Reasumując: na kilka miesięcy przed wyborami PiS straciłby kontrolę nad istotną częścią swojego finansowego zaplecza, a "totalna opozycja" zyskałaby magazyn "haków". 

(...)

"Połącz wszystkie dostępne fakty w niesprzeczną logicznie całość, drogi Watsonie, a to, co uzyskasz, musi być prawdą" - uczył detektyw wszech czasów. 

(...)

Oczywiście, być może pan Birgfellner zachowuje się dziwnie, bo po prostu jest dziwny - nie wiem. 

(...)

Nie wiem też, czy Jarosław Kaczyński, skrupulatnie chroniony, z czego tak często i głupio szydzą "tefałeny", w ogóle nie wziął pod uwagę - ani jego ochrona - że ktoś może go nagrać, i czy mógł to zrobić byle neptek standardową komórką, czy też trzeba było do tego bardziej wyrafinowanego sprzętu, zdolnego przebić się przez "szumidła", oraz instrukcji, jak go obsłużyć.

To, i parę innych kwestii, powinno zostać wyjaśnione, choćby panowie Giertych i Dubois nie wiem jak głośno krzyczeli, że ich klient jest przesłuchiwany zbyt długo i niepotrzebnie.

(...)

Jedno jest pewne - Jarosław Kaczyński zachował się w sposób, którego zdaje się nie przewidział ktoś, kto zna stosunek prezesa do "imposybilizmu prawnego" i jego inteligencki nawyk przedkładania związków rodzinno-towarzyskich nad formalne.

(...)

Pan Birgfellner, jak wiemy, zamiast iść do sądu, gdzie by swe pieniądze prawdopodobnie odzyskał, wolał pójść do "Wyborczej", choć w tej sytuacji nie bardzo miał z czym. 

(...)

Przecież nie o to chodziło - sprawa, jak to mówią, "nie pykła", to, co z niej zostało i czym pożywił się agit-prop totalnej opozycji to ledwie ochłapy. Odkładając na bok należne gratulacje, trzeba zapytać: czy to już wszystko w temacie "afer", które mają obalić "antyeuropejską" władzę, czy też na Kaczyńskiego przygotowano jeszcze jakieś inne zasadzki - i co z nich wyszło?

Przeczytaj cały felieton na fakty.interia.pl

Czytany 643 razy

Artykuły powiązane

  • Koalicja Obciachu Koalicja Obciachu

    Stronnicy "opozycji totalnej" muszą mieć doprawdy niezwykle mocne mięśnie powiek.

  • Strategia tysiąca kozich bobków Strategia tysiąca kozich bobków

    Donald Tusk to wytrawny uwodziciel, istny Kalibabka polskiej polityki - ale, jak się zdaje, długie pławienie się w europejskich luksusach stępiło jego talent bajeranta. O Jarosławie Kaczyńskim można prędzej powiedzieć wszystko, niż to, że "ma obsesję na punkcie pieniędzy".

  • Medialne ogony merdają swymi psami Medialne ogony merdają swymi psami

    Rozmawiałem kiedyś z Władysławem Frasyniukiem - wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale, naprawdę, sięgam pamięcią takich czasów, kiedy z ludźmi dziś już kompletnie oszalałymi z nienawiści do PiS dało się normalnie rozmawiać.

  • Adamowicz jako Blida-bis Adamowicz jako Blida-bis

    "Świeże groby zawsze wzruszą, obojętnie gdzie kopane – jak porosną, się okaże, kto szczuł i co było grane", śpiewał przed laty Jacek Kleyff. Grób byłej minister Barbary Blidy zarósł już, by trzymać się konwencji tej piosenki, trawą tak wysoką, że przez prawie dwa tygodnie po śmierci Pawła Adamowicza nikt o niej nie wspomniał. 

  • Nowy rok, stary magiel Nowy rok, stary magiel

    Coraz trudniej, wyznam z Nowym Rokiem, zmusić mi się do komentowania polskiego życia politycznego (z zachodnim zresztą nie jest lepiej, ale to mnie aż tak nie wkurza). 

Więcej w tej kategorii: « Koalicja Obciachu