• Nauczyciele ze sztachetą

    Żenada w polskich szkołach jest skutkiem nałożenia się różnych działań i różnych emocji, ale bezpośrednimi sprawcami kłopotów tegorocznych maturzystów i gimnazjalistów są policjanci. Ponieważ w dzisiejszym jazgocie życia publicznego nikt już nie pamięta niczego, co było dawniej niż przedwczoraj, na wszelki wypadek przypomnę: policjanci tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości, dzięki wybraniu właściwego momentu zdołali skutecznie chwycić rząd za gardło, przydusić i wydusić podwyżki. Czytaj więcej...
  • Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może. Czytaj więcej...
  • Facebook, Google, Youtube, Twitter: prywatny totalitaryzm

    Ponad trzydzieści lat temu amerykańska telekomunikacja zdominowana została do tego stopnia przez kilka wielkich koncernów, na czele z American Telephone & Telegraph, że praktycznie stworzyły one monopol. Wielcy gracze bez trudu dogadywali się między sobą, uniemożliwiając konkurentom wejście na intratny rynek. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

sobota, 09 marzec 2019 16:26

"Srebrna" - pułapka, która nie pykła Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)
"Srebrna" - pułapka, która nie pykła Budynek w Al. Jerozolimskich 125/127, w którym znajduje się siedziba spółki fot. Wikipedia.org

Najłatwiej to wyjaśnić przykładem. Wyobraźcie sobie Państwo, że pojawia się u was jakiś daleki powinowaty, przyjaciel znajomych, ktoś, kogo macie powód lubić i uznawać za osobę życzliwą – tym bardziej, że wprowadza go do waszego domu rodzina.

(...)

Żeby nie dłużyć, w pewnym momencie przychodzi ten moment, kiedy musicie mu uprzejmie wyjaśnić, że naprawdę nic z tego. I w tym momencie facet oznajmia: no dobrze, ale przecież ja już tyle zrobiłem...

(...)

Tu musimy przykład porzucić, bo metafora wyczerpała swe możliwości. Nie mówimy bowiem o prywatnym mieszkaniu. W duszonej kolanem i ciągniętej za uszy przez media "totalnej opozycji" tzw. "aferze spółki Srebrna" nie chodzi bowiem o prywatną osobę, ani nawet o prywatny biznes - tylko o fundację.

(...)

Bez wiedzy o tym nie sposób zrozumieć, o co w "aferze" tak naprawdę chodzi. Czy raczej: o co miało w niej chodzić. Click to Tweet

To pierwsze z szeregu zasadniczych kłamstw propagandowej narracji opozycji: "Kaczyński chciał zbudować wieżowiec", "Kaczyński oszukał austriackiego biznesmena", "Kaczyński okazał się bogaczem, deweloperem, robi biznesy".

(...)

Oczywiście, trudno rozgraniczyć "dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego" od polityki Prawa i Sprawiedliwości, i w tym sensie, rzecz jasna, zbudowanie przez fundację przynoszącego dochód wieżowca wzmocniłoby partię rządzącą.

(...)

Mieszać majątek fundacji z osobistym majątkiem Kaczyńskiego, to tak, jakby mówić, że "redaktor-biznesmen" Adam Michnik ma gazetę, kina, firmę ałtdorową, właśnie dokupił sobie do tego "radio Zet" i otwiera sieć fast-foodów. 

(...)

Tym razem nie chodzi mi o wyliczanie propagandowych kłamstw i manipulacji PO i jej "tefałenów", ale o wyjaśnienie sensu dętej przez nie od tygodni "afery".

(...)

Mianowicie: a co by się stało, gdyby Kaczyński zapłacił panu Birgfellnerowi żądane przez niego pieniądze za prace, które wykonał w ramach przygotowań do budowy wieżowca - ale które nie zostały u niego w formalny sposób zamówione, w związku z czym nie było możliwości zgodnego z prawem udokumentowania ich umowami, fakturami i uchwałami zarządu?

(...)

Otóż wtedy zatrzasnęłaby się pułapka, którą - twierdzę z przekonaniem - ktoś zastawił na najważniejszego polskiego polityka, posługując się jego powinowatym. 


(...)

Zresztą efekt propagandowy to jeszcze mało. Przede wszystkim, zgodnie z prawem, zapłacenie Birgfellnerowi żądanych przez niego pieniędzy, bez formalnej podstawy, czyli oczywiste naruszenie prawa, stanowiłoby delikt uprawniający organ kontrolny fundacji do ingerencji - ustanowienia w fundacji zarządu komisarycznego, czyli de facto przejęcia jej.

Nie sprawdzałem, ale z racji miejsca działania organem owym jest prawie na pewno prezydent m. st. Warszawy.

(...)

Reasumując: na kilka miesięcy przed wyborami PiS straciłby kontrolę nad istotną częścią swojego finansowego zaplecza, a "totalna opozycja" zyskałaby magazyn "haków". 

(...)

"Połącz wszystkie dostępne fakty w niesprzeczną logicznie całość, drogi Watsonie, a to, co uzyskasz, musi być prawdą" - uczył detektyw wszech czasów. 

(...)

Oczywiście, być może pan Birgfellner zachowuje się dziwnie, bo po prostu jest dziwny - nie wiem. 

(...)

Nie wiem też, czy Jarosław Kaczyński, skrupulatnie chroniony, z czego tak często i głupio szydzą "tefałeny", w ogóle nie wziął pod uwagę - ani jego ochrona - że ktoś może go nagrać, i czy mógł to zrobić byle neptek standardową komórką, czy też trzeba było do tego bardziej wyrafinowanego sprzętu, zdolnego przebić się przez "szumidła", oraz instrukcji, jak go obsłużyć.

To, i parę innych kwestii, powinno zostać wyjaśnione, choćby panowie Giertych i Dubois nie wiem jak głośno krzyczeli, że ich klient jest przesłuchiwany zbyt długo i niepotrzebnie.

(...)

Jedno jest pewne - Jarosław Kaczyński zachował się w sposób, którego zdaje się nie przewidział ktoś, kto zna stosunek prezesa do "imposybilizmu prawnego" i jego inteligencki nawyk przedkładania związków rodzinno-towarzyskich nad formalne.

(...)

Pan Birgfellner, jak wiemy, zamiast iść do sądu, gdzie by swe pieniądze prawdopodobnie odzyskał, wolał pójść do "Wyborczej", choć w tej sytuacji nie bardzo miał z czym. 

(...)

Przecież nie o to chodziło - sprawa, jak to mówią, "nie pykła", to, co z niej zostało i czym pożywił się agit-prop totalnej opozycji to ledwie ochłapy. Odkładając na bok należne gratulacje, trzeba zapytać: czy to już wszystko w temacie "afer", które mają obalić "antyeuropejską" władzę, czy też na Kaczyńskiego przygotowano jeszcze jakieś inne zasadzki - i co z nich wyszło?

Przeczytaj cały felieton na fakty.interia.pl

Czytany 1439 razy

Artykuły powiązane

  • Europa nas ocali Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może.

  • ACTA oszustwa ACTA oszustwa

    Z taką opozycją PiS nie straci władzy nigdy. 

  • Koalicja Obciachu Koalicja Obciachu

    Stronnicy "opozycji totalnej" muszą mieć doprawdy niezwykle mocne mięśnie powiek.

  • Strategia tysiąca kozich bobków Strategia tysiąca kozich bobków

    Donald Tusk to wytrawny uwodziciel, istny Kalibabka polskiej polityki - ale, jak się zdaje, długie pławienie się w europejskich luksusach stępiło jego talent bajeranta. O Jarosławie Kaczyńskim można prędzej powiedzieć wszystko, niż to, że "ma obsesję na punkcie pieniędzy".

  • Medialne ogony merdają swymi psami Medialne ogony merdają swymi psami

    Rozmawiałem kiedyś z Władysławem Frasyniukiem - wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale, naprawdę, sięgam pamięcią takich czasów, kiedy z ludźmi dziś już kompletnie oszalałymi z nienawiści do PiS dało się normalnie rozmawiać.

Więcej w tej kategorii: « Koalicja Obciachu Mściciele w togach »