• Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia.  Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 02 listopad 2018 14:10

Bzdury, które zachwyciły Obamę Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Bzdury, które zachwyciły Obamę Anne Applebaum fot. Wikipedia.org

"Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

(...)

Żona Radosława Sikorskiego zbudowała swój tekst na wspomnieniu sylwestrowego przyjęcia w roku 1999 (nie był to więc, jak twierdzi dla dodania wywodowi dramaturgii, koniec tysiąclecia i początek następnego, ten wypadał na przełom lat 2000/2001, ale mniejsza o taki drobiazg), na którym bawiono się u nich w Chobielinie. A tak się składa, że byłem jednym z jego uczestników. 

(...)

Byli normalni ludzie, a zrobili się z nich pisowcy. Wtedy "byliśmy jedną drużyną" i "wierzyliśmy, że sprawy idą w dobrym kierunku", a dziś była przyjaciółka, matka chrzestna małych Sikorskich, zaprasza na obiady Kaczyńskiego, a wielu innych w ogóle nie chce z Applebaum rozmawiać.

Dlaczego? Bo, opętani resentymentami i kłamstwami głoszonymi przez PiS, odrzucili wartości, które ongiś sylwestrowych gości łączyły, przez autorkę utożsamiane z demokracją, i stali się zwolennikami ustroju, który ona określa mianem "jednopartyjnego państwa nieliberalnego" i uważa za powrót na scenę dziejową leninowskiej Rosji Sowieckiej - choć w wersji, przynajmniej na razie, "lajtowej".

Generalnie, tekst jest zwyczajnie głupi, tak głupi, aż trudno uwierzyć, że coś równie płytkiego i wtórnego względem gazetowych wstępniaków popełniła laureatka Pulitzera i że jej elukubracje zachwyciły byłego prezydenta USA - oceńcie Państwo sami, streszczę najlepiej jak potrafię.

(...)

Czy przesadzam, nazywając te dywagacje głupimi? Click to Tweet

Pominę już, że są do bólu nieoryginalne - takie "brawurowe analizy", sprowadzające się do konsolacji "przegrywamy, bo jesteśmy zbyt światli, zbyt dobrzy i szlachetni, a społeczeństwo mamy ciemne i zawistne", przynosi każdy wywiad w "Wyborczej", "Polityce" czy "Newsweeku", a i na "Pudelku" oznajmiają to różne celebrytki co drugi dzień. 

(...)

Owszem, "trzy wybuchy",  ogłaszane przez Macierewicza jako "udowodnione ponad wszelką wątpliwość" odegrały ważną rolę w utrzymaniu przez Jarosława Kaczyńskiego przywództwa i dyscypliny w partii w okresie największych jej klęsk, gdy wydawało się środowisku państwa Sikorskich (wrócę jeszcze do tego), że tradycjonaliści "wymrą jak dinozaury".

(...)

Widzę tylko jeden powód, dla którego można przyczyn przechodzącej przez świat fali "populizmu", jak nazywają liberalne elity ich odrzucanie w kolejnych krajach, upatrywać w "kłamstwie średnim", a w przypadku Polski konkretnie w narracji o "drugim Katyniu". A mianowicie: żeby za wszelką cenę nie dostrzegać jej prawdziwej przyczyny. Nawet wtedy, gdy się owe elity o nią wręcz potykają, wybijając sobie zęby.

Co zdumiewające, autorka sama sięga po dobrze rzecz wyjaśniający przykład - ale zupełnie go nie rozumie i przedstawia bałamutnie. Chodzi o sprawę Dreyfussa.

(...)

Applebaum opisuje sprawę Dreyfussa w taki sposób, że nie sposób zrozumieć, dlaczego właściwie do niej doszło. Ot, źli ludzie - tak źli, jak dziś Kaczyński, Orban i Trump - rozpętali nienawiść, która na długie dziesięciolecia podzieliła Francuzów, tak jak ci trzej podzielili ni z tego nie owego Polaków, Węgrów i Amerykanów, w tym byłych gości sylwestra w Chobielinie.

Prawda jest dużo ciekawsza.

(...)

Elity ówczesnej Francji żywiołowo włączyły się, ku własnej zgubie, w obronę zdrajcy z tych samych przyczyn, dla których elity III RP, równie samobójczo, stoją murem za obrzydliwym twierdzeniem "Kaczyński zabił sam siebie i 95 innych osób", albo - jeszcze lepszy przykład - za oczywistymi kłamstwami Wałęsy.

(...)

Charakterystyczne, że tak jak upadające elity arystokratyczne przedwiecznej Francji nie umiały skrzesać z siebie nic więcej, niż święte oburzenie i straszenie spiskiem Żydów i masonerii - tak i dzisiejsze liberalne elity, z Anną Applebaum włącznie, nie są w stanie wyjść poza krzepiącą, ale głupią i tym samym przeciwskuteczną narrację o oświeconych elitach i złych populistach oraz straszenie totalitaryzmem.

Wydaje mi się, że opisałem to wszystko wystarczająco w zamieszczonym tu niedawno felietonie o ruchach antyszczepionkowych "Szczepienia, czyli bunt nas", kto jeszcze nie czytał, zapraszam.

(...)

Amerykanie nie zagłosowali na Hilary Clinton oczywiście nie dlatego, że ktoś puścił plotkę, iż Barack Hussein Obama urodził się w Afryce, tylko dlatego, że kazali im na nią głosować ci sami ludzie, którzy zapewniali ich, że na funduszach hedgingowych nie można stracić, że inwestycja w nieruchomości jest zabezpieczona ze stuprocentową pewnością (proszę, kto ciekaw, obejrzeć film Fergusona o wszystkich tych sprzedajnych noblistach, którzy naganiali frajerów oferującym toksyczne papiery bankom), że imigranci się zasymilują i będą z nich same pożytki... 

(...)

Analogicznie w Polsce i na Węgrzech - i we Włoszech, i w Austrii, i w kolejnych krajach, w których emocje te eksplodują w przyszłorocznych eurowyborach.

"Liberalne" elity zostały odrzucone nie przez żadne plotki czy "kłamstwa średnie", tylko dlatego, że okazały się... delikatnie mówiąc, nieskutecznie.

(...)

Długo by wyliczać: właściwie wszystko opisuje Applebaum kłamliwie. Barack Obama nie dowie się z jej artykułu, jak wyglądał spór o Trybunał Konstytucyjny, i że jego początkiem było bezprawne wyznaczenie nowych sędziów przez poprzednią większość parlamentarną w świadomości nadchodzącej zmiany władzy.

Wszystko to w zupełnie oczywistej intencji wybielenia swego męża, który w obu wcieleniach, i jako pisowiec, i jako wyślizgany przez pryncypała totumfacki Tuska, współodpowiedzialny był za wszystkie przemilczane starannie przez Applebaum patologie - i który ostatnio znowu kryguje się publicznie, że "namawiają go, aby wrócił do polityki". Pochwalam, że żona jest lojalna wobec męża. Ale kiedy popycha ją to do tak podłego rozmijania się z prawdą, to niech nie dziwi się, że traci przyjaciół, i nie obciąża za to winą Kaczyńskiego.

Opowieść o utracie przyjaciół też jest bowiem fałszywa.

(...)

Potem "Radek" stwierdził, że w "wymierającym jak dinozaury" obozie katolicko-patriotycznym nie zrobi kariery na miarę swoich ambicji i przeszedł wraz z żoną na drugą stronę. Nie oni jedni. Ich goście w większości pozostali sobie wierni. Ale widocznie sumienie gryzie, bo cała narracja o "podzieleniu" i "odebraniu przyjaciół" to w gruncie rzeczy taka psychoterapia, mająca je ukoić powtarzaniem popularnych w obozie lewicowo-liberalnym klisz i banałów. Szkoda tylko, że kosztem rozsiewania o Polsce kłamstw.

Cały artykuł "Bzdury, które zachwyciły Obamę" do przeczytania w serwisie fakty.interia.pl.

Czytany 888 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.

  • Nieważkie zwycięstwo kapitana Schettyno Nieważkie zwycięstwo kapitana Schettyno

    Wyroki sądowe to w ogóle w Polsce loteria.