• Nawalony Juncker, wkurzony Trump

    W światowej polityce nie było tak ciekawie od czasów bezpośrednio przed pierwszą wojną światową. Czytaj więcej...
  • Nie płaczę po Gersdorf

    Pewien zagraniczny dziennikarz, wyraźnie zdziwiony, że nie uważam skrócenia kadencji prezes Gersdorf za żadne horrendum i nie zamierzam się nigdzie kłaść Rejtanem w jej obronie, zapytał mnie, czy naprawdę się nie obawiam, że Sąd Najwyższy i inni sędziowie mogą po reformie orzekać niesprawiedliwie, niezgodnie z prawem i pod dyktando polityków. Czytaj więcej...
  • A więc klęska

    Gazety izraelskie, w przeciwieństwie do polskich, nie mają wątpliwości, jak ocenić naszą ekspresową rejteradę z ustawy „antydefamacyjnej” (Sejm, Senat i podpis prezydenta w 9 godzin – takiej legislacyjnego rekordu jeszcze nie było!). Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

poniedziałek, 11 czerwiec 2018 14:07

Cywilizacja onanistów Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(32 głosów)
Cywilizacja onanistów fot. Pexels.com

Ilekroć lewica wyprawia się na poszukiwanie swojej tożsamości, tylekroć okazuje się, że ta tożsamość sprowadza się tylko do jednego: na złość Kościołowi. Kościół uważa aborcję za zło, więc lewica uważa ją za dobrą.

(...)

Wszystko jest w tym ciekawe. Może najmniej to, że nikt o zakazie pornografii nie mówi, a najmniej oskarżany o to przez lewicowców PiS, który zresztą od tematyki obyczajowej ucieka jak najdalej (co zresztą może mieć dla Polski równie opłakane skutki, jak podobna tchórzliwość tamtejszych "konserwatystów" czy "chadeków" dla zachodniej Europy).

(...)

Ciekawe jest to, że na Zachodzie, zwykle usilnie u nas małpowanym, lewica od dawna jest już coraz bardziej purytańska.

(...)

Żebyśmy się dobrze zrozumieli - nazywam to neowiktorianizmem, bo historyczny, dziewiętnastowieczny wiktorianizm polegał przede wszystkim na obłudzie, na schizofrenicznym połączeniu pobożnego kłamstwa (mówiąc językiem dzisiejszym, politycznej poprawności) w sferze oficjalnej z totalnym rozwydrzeniem i zbydlęceniem w półmroku gorszych dzielnic i pod osłoną zasady "o czym się nie mówi".

(...)

Dziś polityczna poprawność nakazuje gwałtowny odwrót od "rewolucji seksualnej" w dyskursie oficjalnym, a jednocześnie zaspakajanie coraz bardziej zboczonych potrzeb seksualnych stało się potężnym przemysłem, wartym miliardy - z tą jedynie różnicą, że masowe korzystanie z burdeli zastąpił masowy onanizm pod dyktando wyspecjalizowanych portali internetowych, bezpieczniejszy pod kątem bakteriologicznym, ale zabójczy dla psychiki, szczególnie młodej.

Długo by o tym gadać, choć z jakiegoś powodu - nikt tego nie potrafi, ludzi przyzwoici się wstydzą, a nieprzyzwoici rechoczą głupawo i próbują sprowadzać wszystko do prymitywnych szyderstw z tradycyjnej moralności, które może miały jakiś urok w czasach Boya Żeleńskiego, ale dziś są równie głupie i obrzydliwe, jak popisujący się nimi były zetchaenowiec na etacie "europejskiego demokraty".

Rzecz w tym, że ludzie dorośli patrzą na pornografię z perspektywy pokolenia, które zetknęło się z nią mając już jakieś doświadczenia seksualne "w realu" i z grubsza ukształtowane osobowości. Click to Tweet

(...)

Nie ma psychologa czy seksuologa, który by się nie zgodził, że to fatalne - osobiście polecam opis, co pornole zrobiły z Amerykanów przed trzydziestką w wydanej także u nas książce Philipa Zimbardo i Nikity Coulombe "Gdzie ci mężczyźni".

(...)

Ale też, nie ma siły, żeby prawodawstwo jakkolwiek na to zareagowało. 

(...)

Tam, gdzie zawodzi dyskurs publiczny, tam działa instynkt - i takim właśnie instynktownym odruchem, jak sądzę, jest wzbierająca fala nowej pruderii. Podskórnie świat zachodni poczuł, że coś jest nie tak, że przegięto, że trzeba zawracać.

Ale instynkt rozumu nie zastąpi.

(...)

Śmiano się przed laty z księży katechetów straszących gówniarzy, że od onanizmu wysycha im rdzeń kręgowy i obumiera mózg. A moim zdaniem skutki rewolucji seksualnej i internetowej pornoeksplozji dowiodły, że generalnie, co do skutków, mieli w tym straszeniu rację. 

 

Czytany 1573 razy

Artykuły powiązane

  • Nie płaczę po Gersdorf Nie płaczę po Gersdorf

    Pewien zagraniczny dziennikarz, wyraźnie zdziwiony, że nie uważam skrócenia kadencji prezes Gersdorf za żadne horrendum i nie zamierzam się nigdzie kłaść Rejtanem w jej obronie, zapytał mnie, czy naprawdę się nie obawiam, że Sąd Najwyższy i inni sędziowie mogą po reformie orzekać niesprawiedliwie, niezgodnie z prawem i pod dyktando polityków.

  • Wielkie rzeźbienie w... Wielkie rzeźbienie w...

    Miły czytelnik niech sobie wyobrazi, tak gwoli kształcącej umysł rozrywki, jakie to by były jaja po wszystkich tefałenach, niusłikach, onetach i pudelkach, gdyby tak spalił się plastikowy sraczyk na budowie gdzieś w okolicach warszawskiego Żoliborza, i ktokolwiek, kogo można nazwać „pisowcem”, choćby anonimowy internetowy troll, powiązał ów „pożar” z celowym podpaleniem, a domniemane celowe podpalenie z bezpieczeństwem Prezesa PiS?

  • Chore dzieci zawsze wzruszą Chore dzieci zawsze wzruszą

    "Panie Ziemkiewicz, dlaczego pan milczy na temat protestu niepełnosprawnych"? Ano dlatego, że chce mi się już rzygać od tej hipokryzji.

  • Tożsamość z banki Tożsamość z banki

    Zastanawiam się, co takiego my, Polacy, zrobiliśmy aktorom, że akurat oni stali się grupą zawodową najbardziej chyba sfrustrowaną w Polsce, najbardziej gardzącą Polakami i stanowiącą żelazne zaplecze "opozycji totalnej" (bo jedno z drugim ściśle się łączy, o czym za chwilę)?

  • Nasz "parszywieńki" przyjaciel Trump Nasz "parszywieńki" przyjaciel Trump

    Ukazała się książka kuriozalna, choć w swej kuriozalności typowa - nie podam tu jej tytułu ani nazwiska autora, zaraz zrozumiecie Państwo dlaczego.