• Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować. Czytaj więcej...
  • Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 11 maj 2018 14:55

Nasz "parszywieńki" przyjaciel Trump Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(47 głosów)
Nasz "parszywieńki" przyjaciel Trump Donald Trump fot. Wikipedia.org

Ukazała się książka kuriozalna, choć w swej kuriozalności typowa - nie podam tu jej tytułu ani nazwiska autora, zaraz zrozumiecie Państwo dlaczego.

(...)

Zamiast z konkretnymi tezami - książka polemizuje z bliżej nieokreślonymi "rewizjonistami".

(...)

Ciekawe, czy autor, którego nazwiska za karę też nie wymienię, wie, jakich ma antenatów.

(...)

Kuriozalne, ale typowe: jeśli się zastanowić, to przecież cała nasza debata publiczna toczy się coraz bardziej metodą polemik z Kuśmidrowiczem. W jednej telewizji "debatują" dyskutanci doskonale się ze sobą każdym punkcie zgadzający, i w drugiej też, tylko oczywiście jedni i drudzy zgadzają się co do czegoś wręcz przeciwnego.

(...)

Wspomniana książka też oczywiście spotkała się z aplauzem, a jakże, już czytam o "znakomicie udokumentowanym" dziele rozbijającym jakoby w pył teorie do których nijak się nie odnosi, o jakiejś udanej "korridzie z rewizjonistami" etc.

(...)

A że pamflet ów napisano "na Kuśmidrowicza"? Cóż, nie da się takiej "polemiki" napisać inaczej, niż jako wygłaszany gdzieś obok niewygodnych pytań monolog do tych, którzy z góry przekonani są, że przecież nie można było zawrzeć porozumienia z Hitlerem.

Powtórzę: rzecz nie w tym, że Polska nie zawarła w 1939 roku porozumienia z Hitlerem, tylko z tym, że je zerwała w najbardziej dla siebie niekorzystnym momencie. Jeśli się chciało powiedzieć Hitlerowi "nie", trzeba było zrobić to wcześniej.

(...)

Zwracam uwagę, że jesienią 1939, kiedy to Hitler zamierzał ruszyć na Paryż, Niemcy nie wpadli jeszcze na pomysł uderzenia przez Ardeny, które w 1940 Francuzów przeraziło aż tak bardzo, że po półtora miesiąca poddali się i odwróciwszy sojusze przeszli do obozu Hitlera (bo hołubiony przez naszą historiografię mit, jakoby "najsilniejsza ówczesna armia lądowa" została przez te sześć tygodni "blitzu" rozgromiona, kojący polski ból po pogromie Września, jest fałszem - Francja nie została pokonana, tylko haniebnie stchórzyła, w chwili kapitulacji miała wciąż więcej wojska, czołgów i samolotów niż Niemcy, a ci ostatni gonili resztką zapasów).

(...)

Oczywiście, "co by było gdyby" nie jest żadnym argumentem - choć to tego właśnie argumentu najchętniej używają pogromcy "rewizjonizmu".

(...)

W cztery lata po napisaniu swojej książki o samobójstwie sanacyjnej Polski wiem o nim i rozumiem o wiele więcej - i nie ja jeden. To właśnie wprawia brązowników w furię i każe im tym usilniej warczeć na "rewizjonistów". Rzecz w tym, że ta historia jest żywa.

(...)

W narracji "brązowników" działanie międzywojennej Polski przedstawiane jest jako beznadziejne próby opóźnienia zagłady, nieuchronnej wobec rosnącej potęgi dwóch agresywnych sąsiadów - próba "siedzenia na dwóch stołkach".

(...)

Nic dziwnego, że Zachód widział w Becku sprzymierzeńca nazistów - jego rzeczywiste motywacje nie mieściły się w tamtejszych głowach.

(...)

Cała niewymieniona tu z tytułu książka, sądząc po pobieżnym przejrzeniu, opiera się na dowodzeniu, że Hitler był wariatem, więc żadne układy z nim sensu nie miały.

(...)

Izraelski premier, który w ostatnich miesiącach cynicznie i brutalnie rozjechał Polskę, wykorzystując naszą własną głupotę okazaną ustawą o IPN, prze do rozpętania na Bliskim Wschodzie wojny.

(...)

 

Od dwóch lat w kuluarowych rozmowach z pisowcami usłyszeć można było tylko jedno: mamy sojusz z USA, to najważniejsze. Niemcy? Niech się wypchają, mamy sojusz z USA. Bruksela - patrz wyżej. Click to Tweet

(...)

Wczoraj nasz wielki - bo jedyny, obok Wiktora Orbana - przyjaciel podpisał ustawę znaną jako "JUST447". Ustawę wymierzoną przeciwko Polsce, bardzo dla nas niebezpieczną. Jakie są polskie reakcje? Wyparcie, wyciszanie sprawy w mediach, wmawianie sobie i wszystkim, że ta ustawa nie ma znaczenia (to po cholerę by ją przyjmowano?), że nas nie dotyczy, że w ogóle, Trump, nasz przyjaciel, nawet jeśli to podpisał, to na pewno podpisanej przez siebie ustawy przeciwko nam, przyjaciołom, nie wykorzysta. No, może. Ale za dwa lata Trumpa może zastąpić jakaś poprawiona wersja Hillary Clinton - i co wtedy? Wtedy powiemy, że "parszywieńki Zachód" znowu nas haniebnie zdradził i oszukał. Kompletny brak realizmu, chciejstwo, brak jakiegokolwiek "planu B", miotanie się między kompleksem niższości a kompleksem wyższości... Państwo nie widzą w tym skutków wychowania na fałszywej wizji historii? Bo ja tak.

Cały artykuł "Nasz parszywieńki przyjaciel Trump" do przeczytania w serwisie fakty.interia.pl.

Czytany 2270 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.