• Koniec początku, a może początek końca

    Serial "rekonstrukcja rządu Beaty Szydło" znajdzie swoje poczesne miejsce w historii politycznego pijaru, w tomie poświęconym szaleństwu, absurdowi i nieudacznictwu. Ma nawet szanse przyćmić kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego i jego, jeszcze niedawno wydawało się, niedościgniony sukces, jakim było przegranie wyborów z kandydatem rok wcześniej nikomu nie znanym, gdy miało się poparcie 60 proc. ankietowanych oraz wszystkich wpływowych mediów i tzw. autorytetów, a do tego pieniądze, administracje państwową i największe grupy interesu. Czytaj więcej...
  • Witajcie na zapadni

    Od kilku tygodni – albo od kilku miesięcy, zależy jak liczyć – PiS grilluje swój własny rząd uporczywie powtarzanymi pogłoskami o „rekonstrukcji”.  Czytaj więcej...
  • Niepewność istnienia

    Ze wzmożoną siłą wrócił do mnie ostatnio problem z klasycznego już rysunku Andrzeja Mleczki: czy to wszystko na poważnie, czy dla jaj? Niestety, nigdzie nie jest to napisane, nikt tego nie objaśnia – radź sobie biedny człowieku sam. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 01 grudzień 2017 23:15

Barbarzyńcy na murach Wyróżniony

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)

"Bo wy, Polacy, szukacie sobie problemów, ciągle się zajmujecie wszystkim, co do was nie należy" – powtórzył mi niedawno pewien rodak, czasowo pracujący pod Londynem, swoją rozmowę z miejscowym.

"No a jak się nie przejmować, jak idziesz ulicą i widzisz, że gwałcą kobietę, to się tym nie będziesz przejmować?" – odparł Polak. "Jak to nie moja kobieta, to pewnie, co mnie to obchodzi" – odparł miejscowy.

(...)

To jedna z niezliczonych anegdot, których nasłuchałem się podczas ostatniego pobytu w Wielkiej (już tylko z nazwy) Brytanii, ale bardzo charakterystyczna. Warto jeszcze dokładniej zlokalizować tę rozmowę w czasie: odbyła się krótko po zamachu w Manchesterze.

(...)

Ktoś powie - opowieści dziwnej treści. Sam bym nie uwierzył, gdybym nie słyszał ich od ludzi żyjących tam, i gdybym nie słyszał ich za każdym razem, gdy jestem na Zachodzie - a w szarpanej "brexitem" Anglii zwłaszcza. No i gdyby nie pasowały one doskonale do powszechnie znanych faktów. Mówimy przecież o państwie, które po tym, jak terrorysta zabił na londyńskiej ulicy żołnierza za to, że nosił brytyjski mundur, zareagowało zakazując wojskowym wychodzenia w mundurach poza obręb strzeżonych obiektów garnizonu. O państwie, którego media najstaranniejszym milczeniem osłaniają wszelkie przejawy przemocy, w którym informacje takie, jak na przykład upowszechniony wśród imigrantów zwyczaj karania białych kobiet za "nieobyczajny" strój czy zachowanie poprzez polewanie im twarzy kwasem (około 400 przypadków w ostatnim roku) stanowią najściślejsze tabu - a zarazem zajadle tropi się przypadki "homofobii" czy "rasizmu", ze szczególną podejrzliwością infiltrując środowiska polskie.

(...)

Klimaty, doprawdy, jak z powieści Witkacego. Albo, wypisz wymaluj, piosenki Gintrowskiego: Idą barbarzyńcy, nikt ich nie pokona

(...)

Przedziwnie się ułożyło życie mojego pokolenia. O tym, że jeszcze trzydzieści lat temu do głowy by mi nie przyszło, że dożyjemy upadku Związku Sowieckiego, to już nie wspomnę. Ale gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że będę jeszcze na własne oczy oglądał upadek Zachodu, i po każdym powrocie z krajów, które kiedyś wydawały nam się rajem, wzorem i ostoją wszystkiego, co najlepsze, walczył z przemożną chęcią rzucenia się wprost ze schodków samolotu na kolana i całowania ojczystej ziemi...

Czytaj więcej na Interii

Czytany 2232 razy

Artykuły powiązane

  • Pyrrusowa przegrana Pyrrusowa przegrana

    Wielu Polaków nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego właściwie PiS tak bardzo starał się zablokować przedłużenie Tuskowi mandatu przewodniczącego Rady Europejskiej na kolejne dwa i pół roku. Media, jak w każdej sprawie, zależnie od tego które, sączą im dwie narracje. Narracja antyrządowa akcentuje osobistą nienawiść Jarosława Kaczyńskiego i żądzę zemsty. To żadna nowość, „opozycja totalna”, nic z dziejącej się rewolucji nie rozumiejąc, wszystko tłumaczy swym zwolennikom rzekomo podłym charakterem Kaczyńskiego, co zresztą jest przyczyną jej klęsk.

  • Czekanie na Gorbaczowa Czekanie na Gorbaczowa

    Ja wiem, że to tanie skojarzenie – ale słuchając orędzia Claude’a Junckera na forum Parlamentu Europejskiego, opędzić się od niego nie mogłem. Związek Radziecki w czasach Andropowa i Czernienki. Wszystko się sypie, ale gromada starców w Biurze Politycznym ani myśli tego dostrzec. I jak stado wściekłych papug powtarza: socjalizm to najlepszy ustrój świata, socjalizm odniósł historyczny sukces, nie ma innej przyszłości niż socjalistyczna! A przejściowe trudności to tylko dywersja wrogich ośrodków oraz propaganda defetystów!

  • Furia rozwodowa Furia rozwodowa

    Trzymając się użytego przez Angelę Merkel porównania tzw. Brexitu do rozwodu, mamy scenę jak z filmu. Odchodzący mąż perswaduje – no cóż, kochanie, nie wyszło nam, ale przecież jesteśmy dorosłymi ludźmi, rozstańmy się w zgodzie, bez gorszących scen, weźmy adwokatów, niech to potrwa, ale zostanie załatwione rzeczowo. A żona na to prask! w niego talerzem czy wazonem i w krzyk: „Wynoś się w tej chwili, ty taki synu, precz mi z oczu, żebym cię więcej nie widziała!”.

  • Ziemkiewicz na temat brexitu i męczeństwa - W tyle wizji Ziemkiewicz na temat brexitu i męczeństwa - W tyle wizji

    W Unii Europejskiej orkiestra jak na Titanicu - gra do końca, a najgłośniej gra sekcja dęta. Wyciekł dokument przygotowany przez dwóch ministrów z Francji i Niemiec, który ma zawierać odpowiedź na leninowskie pytanie: co dalej? Otóż stwierdzili, że skoro narodom europejskim coraz mniej podoba się integracja, to logiczną odpowiedzią na to jest więcej integracji. Czyli żadnych osobnych systemów podatkowych, że Polska ma swoje podatki inne niż w Niemczech i żadnego innego systemu prawnego.

  • Scenariusze po Brexicie - Chłodnym Okiem Scenariusze po Brexicie - Chłodnym Okiem

    Rozumiem, ale nie podzielam radości środowisk eurosceptycznych. Można sparafrazować formułę Dmowskiego, że nasi eurosceptycy bardziej nie lubią Unii Europejskiej, niż kochają Polskę. Jest pewna satysfakcja, że różne szemrane typy w stylu pana Timmermansa, Junkera czy Schulza dostały od prostych "Brytoli" kopa w siedzenie i to cieszy, ponieważ są to ludzie wredni i irytujący. Pytanie czy ta satysfakcja jest warta zmiany sytuacji polskiej polityki, bo nie zastanawiajmy się nad tym co jest słuszne i niesłuszne, to nikogo na świecie nie obchodzi, tylko zastanawiajmy się co z tego będziemy mieli, albo co stracimy.