• Przegniła Brytania

    Ponieważ wokół sprawy narosło sporo nieporozumień, muszę je wyjaśnić. A ponieważ wszystko zaczęło się od felietonu zamieszczonego tutaj, na interia.pl, muszę uczynić to właśnie w tym miejscu. Mowa o moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii w ostatni weekend, który tym razem nie doszedł do skutku. Czytaj więcej...
  • Zmierzch bożków

    Zawsze tak jest, że kiedy mi się wydaje, iż "totalna opozycja" doszła już do ostatnich granic błazenady i dalej po prostu już się nie da - pokazuje mi ona, jak bardzo jej nie doceniam.  Czytaj więcej...
  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 18 sierpień 2017 14:43

Co się odwlecze... Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(8 głosów)
fot. pixabay.com fot. pixabay.com

"Nie ma takiej podłości, jakiej nie dopuści się najbardziej nawet liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy" - napisał jeden z klasyków nowożytnej ekonomii.

Rząd PiS nigdy liberalnego nawet nie udawał, czego dowodem choćby idiotyczna ustawa o aptece dla aptekarza czy jeszcze bardziej idiotyczny, a uparcie zapowiadany zakaz handlu w niedzielę (który, mówiąc nawiasem, zaszkodzi PiS bardziej niż wszystkie dęte "zamachy na demokrację i praworządność" razem wzięte). Więc co on gotów będzie zrobić, kiedy mu pieniędzy zabraknie, wolę sobie nawet nie wyobrażać.

A dlaczego miałoby zabraknąć? - żachnie się tutaj niejeden czytelnik. 

(...)

Dobra, kto chce, niech wierzy, że wstrzymywanie zwrotów VAT, ograniczenie "szarej strefy" i inne operacje uszczelniające mogą na dłuższą metę zastąpić głębsze zmiany. Ja nie wierzę.

Owszem, podniesienie wpływów do budżetu to sukces PiS i okoliczność dla niego niezwykle korzystna, ale dla realizacji choćby tylko części obietnic, które musi on zacząć realizować przed następnymi wyborami, to za mało.

 

Tym bardziej, jeśli równolegle nadal będą realizowane kosztowne programy socjalne, a zapowiedzi wicepremiera Morawieckiego wyjdą w końcu z fazy prac studyjnych. Luka w bilansie emerytalnym rośnie niepowstrzymanie i będzie rosnąć, bo taką mamy demografię, wystarczy więc, żeby jeszcze na dodatek Polacy zechcieli masowo korzystać ze stworzonej im możliwości przechodzenia na wcześniejsze emerytury, a budżet szybko znajdzie się w opałach.

Zgoda co do tego, że okrzyki "opozycji totalnej" o katastrofie finansów publicznych w ciągu roku-dwóch i straszenie "drugą Grecją" były, jak w innych sprawach, zwykłą głupotą i mocno troskę o finanse państwa skompromitowały, zwłaszcza, że ośmieszali się nimi ludzie mający tytuły do bycia traktowanymi poważnie, jak pp. Rostowski, Balcerowicz czy Rzońca.

(...)

Coś Państwu powiem, choć nie powinienem - sam pewnie nie dałbym rady tego ogarnąć, ale z pomocą kolegów z endecji obserwujemy wybrane osoby z obozu władzy i jej medialnego zaplecza, ich wypowiedzi w mediach, na społecznościówkach i innego rodzaju aktywność. Taki "biały wywiad" dostarcza bardzo pouczających informacji. Na przykład, pewnego razu to tu, to tam zaczęły się wśród nich regularnie pojawiać opinie, że wbrew "liberalnemu populizmowi" podatki w Polsce wcale nie są wysokie.

(...)

Tylko najstarsi górale pamiętają jeszcze, że swego czasu z tych samych kont retłitowano i udostępniano wykresy pokazujące, jak nikczemnie mała jest w Polsce w porównaniu z krajami zachodnimi kwota wolna od podatku. I zarówno tamte wykresy, jak i te nowsze, odpowiadają prawdzie.

Po prostu, jak powiada stare przysłowie, są zwykłe kłamstwa, są wielkie kłamstwa, i są statystyki Click to Tweet

A tymi ostatnimi przy odrobinie umiejętności można podeprzeć każdą tezę.

(...)

- prezes uznał, że walka o sądy i inne polityczne priorytety jest pilniejsza od wzmocnienia budżetu państwa. Ale nie liczyłbym na to, że cytowana przed chwilą retoryka nie wróci. Moim zdaniem to kwestia czasu.

PiS, partia z ducha etatystyczna i sanacyjna, nie odchudzi znacząco państwa, nie odbiurokratyzuje go i nie zdejmie z niego socjalnych obciążeń - przeciwnie, jest przekonany, że będzie szła w przeciwnym kierunku.

A to znaczy, że prędzej czy później zwiększenie puli pieniędzy zarządzanych przez państwo będzie koniecznie. 

(...)

Prędzej czy później przyjdzie retoryka: "państwo nie może być dziadowskie, a bez pieniędzy takie będzie", "nie szkoda płacić podatków, kiedy władza nie kradnie, ale wydaje je na potrzeby obywateli", "mamy dużo gorsze usługi publiczne niż na Zachodzie, bo płacimy na nie dużo mniej niż płaci się tam"...

Kto poczuwa się do bezwarunkowego oddania PiS, może się już zacząć w niej ćwiczyć.

I oczywiście szykować kasę. 

Cały tekst

Czytany 2560 razy

Artykuły powiązane

  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik) Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu.

  • Bijcie brawo, obywatele Bijcie brawo, obywatele

    Wymiana premiera, muszę powtórzyć nieco innymi słowami to samo, co pisałem już w ostatnich tygodniach, pokazuje degrengoladę życia publicznego i republikanizmu w naszym kraju.

  • Witajcie na zapadni Witajcie na zapadni

    Od kilku tygodni – albo od kilku miesięcy, zależy jak liczyć – PiS grilluje swój własny rząd uporczywie powtarzanymi pogłoskami o „rekonstrukcji”. 

  • Koniec początku, a może początek końca Koniec początku, a może początek końca

    Serial "rekonstrukcja rządu Beaty Szydło" znajdzie swoje poczesne miejsce w historii politycznego pijaru, w tomie poświęconym szaleństwu, absurdowi i nieudacznictwu. Ma nawet szanse przyćmić kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego i jego, jeszcze niedawno wydawało się, niedościgniony sukces, jakim było przegranie wyborów z kandydatem rok wcześniej nikomu nie znanym, gdy miało się poparcie 60 proc. ankietowanych oraz wszystkich wpływowych mediów i tzw. autorytetów, a do tego pieniądze, administracje państwową i największe grupy interesu.

  • To się dzieje To się dzieje

    Państwo mają prawo mi nie wierzyć. Sam czasem myślę: nie, to się nie dzieje. To niemożliwe. Zawsze żyliśmy w „najweselszym baraku w obozie socjalistycznym”, zawsze sprawy publiczne miały tendencję do stania na głowie – ale aż tak?