piątek, 04 sierpień 2017 06:01

Sieroty po centrum Wyróżniony

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Pamiętam z dzieciństwa bajkę o kurczątku, które urwało się z kurnika pozwiedzać trochę świat. Najpierw spotkało indyka. Indor, jak to indor, rozindyczył się, rozgulgotał, nastroszył, więc kurczątko się go przestraszyło i uciekło.

Uciekając, wpadło na kręcącego się po okolicy lisa. Lis był miły, grzeczniutki i nie ukrywał oburzenia nieakceptowalnym zachowaniem indora, więc kurczątko ufnie oddało się pod jego opiekę - a gdy się zbliżyło, lis spokojnie i bez hałasu je pożarł.


Ta bajka zawsze mi się przypomina, kiedy myślę o polskim, nazwijmy to, "liberalnym centrum" - obojętne, czy rozumiemy pod tym określeniem konającą w brzydkich konwulsjach "starą inteligencję", czy rodzącą się i wciąż niemogącą urodzić "wielkomiejską klasę średnią". Jarosław Kaczyński był dla niej tym bajkowym indorem, który wprawił ją w takie emocjonalne spazmy, że całkowicie bezmyślnie oddała się w służbę Donaldowi Tuskowi, a ten ją zniszczył.

Tusk natomiast jest wyjątkowo cyniczną kreaturą pozbawioną jakichkolwiek zasad, poza dążeniem do osobistego wyniesienia, zaszczytów i splendorów.

Komentatorzy wyrobili mu markę polityka "teflonowego", ale dużo bardziej niż z teflonem

kojarzy się z gumą czy inną substancją na tyle glutowatą, że może wcisnąć się wszędzie i przybrać każdy kształt. Click to Tweet

Wystarczy zerknąć na jego polityczną drogę - kiedy to punktowało był liberałem, kiedy dawało profit etatystą, raz podpisywał bogoojczyźnianą do groteski "deklarację wawelską" a raz szczuł na Polaka-katolika swoich palikotów; kiedy mu się to opłacało, oddawał się z partią w opiekę Matce Boskiej Trybunalskiej i cichcem uzupełniał przed wyborami kościelny ślub po latach współżycia na kocią łapę, a kiedy potrzeby się zmieniły, oznajmiał dumnie, że nie będzie klękał przed księdzem - by w końcu, dla podlizania się szafarzom unijnych stanowisk, posterować ostro całą platformą w lewo, ku tęczowości i genderom.

"W 2015 r. obóz konserwatywny wygrał w Polsce nie tylko siłą swojej mobilizacji. W o wiele większej mierze wygrał słabością tak zwanych »elit liberalnych«. Kampanie prezydencka i parlamentarna obnażyły pustkę intelektualną, polityczną i nierzadko moralną tych elit, ich rozejście się z młodymi pokoleniami Polaków, pogardę wobec przeciwnika.... Był to być może najgłębszy kryzys środowisk liberalnych po 1989 r." Zgadniecie, kogo cytuję? Otóż publicystkę "Kultury Liberalnej" Karolinę Wigurę. Co ciekawe, jej głos we wspomnianym internetowym piśmie nie wydaje się odosobniony. Organizatorzy niedawnych manifestacji - "astroturfingowych", jak je ochrzcili pisowcy - zgodnie odcinają się od agresji, potępiają język KOD-u, zauważają nikczemność dotychczasowych przywódców i marzą o nowym, pokoleniowym ruchu który by to wszystko zmienił i miał do zaproponowania coś więcej, niż "żeby znowu było jak było".

Tak czy owak, pojawiają się pierwsze oznaki, że strach przed indorem, to znaczy, Kaczorem, na młodsze pokolenia przestaje działać.

Słusznie zatem - z ich punktu widzenia - starzy towarzysze z "Polityki" gromią błędy "symetryzmu", słusznie cała machina agit-propu obalonej władzy stara się utrzymać "swoją" część Polski w strachu przed "średniowieczem" czy "państwem wyznaniowym" i wmówić, że przede wszystkim trzeba odsunąć PiS od władzy, choćby za cenę zupełnego zdemolowania państwa polskiego i choćby na rzecz po stokroć skompromitowanych cymbałów i złodziei.

Rzecz w tym, że dopóki hasłem antypisu jest powrót Tuska i tuskowszczyzny, a "Europa" i "wolność" mają twarze byłych prominentów i różnych skompromitowanych kombinatorów, alimenciarzy czy sutenerów, różnych "autorytetów" wyłudzających latami ekwiwalenty urlopowe, dodatki na "niepracujące" żony czy wystawiających lewe faktury, i dopóki uosobieniem tej opozycyjności pozostaje szczerbata kreatura wykrzykująca z podobnymi sobie chorymi z nienawiści fanatykami "będziesz siedział, będziesz siedział" - to najgorszy PiS i tak będzie wciąż dla Polski i Polaków lepszy.


Cały tekst

Czytany 6011 razy

Artykuły powiązane

  • Repolonizacja, czyli walka z wiatrakami Repolonizacja, czyli walka z wiatrakami

    Polskie media są w stanie fatalnym, ale leczenie ich patologii "repolonizacją" to pomysł chybiony, i to nawet podwójnie chybiony. Owszem, hasełko jest chwytliwe – każdy normalny Polak przyzna, że Polacy powinni mieć polskie przedsiębiorstwa i kupować polskie produkty, nawet (albo i: zwłaszcza) jeśli sam robi odwrotnie. Sondaże na pewno pokażą, że pomysł się podoba i zachęcą władzę do grzania tego tematu – ale to pułapka. Pułapka na polityków, którzy nie rozumieją, że w sondażach istnieje coś takiego jak "efekt poprawnościowy".

  • Ach, strach, strach, rany boskie… Ach, strach, strach, rany boskie…

    Jedynym politycznym pomysłem „opozycji totalnej” jest Polaków nastraszyć. Nastraszyć PiS-em i Kaczyńskim, oczywiście. Nie ma to nic wspólnego z postępowaniem opozycji w klasycznej demokracji (inna sprawa, że nie wiem, czy w „ponowoczesnym” świecie taka klasyczna demokracja i debata publiczna jeszcze w ogóle się gdzieś się uchowała). PO i Nowoczesna – abstrahując od tego, że zajęte są głównie przepychaniem się między sobą, kto bardziej nienawidzi prezydenta, rządu i ich zaplecza parlamentarnego – nawet nie próbują Polaków przekonać, że rządziłyby lepiej. Nawet nie próbują powiedzieć niczego na temat, jak by rządziły. Tak jakby zakładały, że to w ogóle Polaków nie obchodzi.

  • Pyrrusowa przegrana Pyrrusowa przegrana

    Wielu Polaków nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego właściwie PiS tak bardzo starał się zablokować przedłużenie Tuskowi mandatu przewodniczącego Rady Europejskiej na kolejne dwa i pół roku. Media, jak w każdej sprawie, zależnie od tego które, sączą im dwie narracje. Narracja antyrządowa akcentuje osobistą nienawiść Jarosława Kaczyńskiego i żądzę zemsty. To żadna nowość, „opozycja totalna”, nic z dziejącej się rewolucji nie rozumiejąc, wszystko tłumaczy swym zwolennikom rzekomo podłym charakterem Kaczyńskiego, co zresztą jest przyczyną jej klęsk.

  • Syndrom Napoleona Syndrom Napoleona

    Uczestnicy konferencji na Uniwersytecie Śląskim, zatytułowanej „sędziowie a konstytucja” (zmyłka, zgodnie z zasadami konspiracji – faktyczny temat brzmiał „sędziowie a Kaczyński”) spektakularnie wypowiedzieli władzy wojnę.

  • Glątwa Glątwa

    Z każdym kolejnym tygodniem coraz bardziej mi wstyd informować Państwa o dominujących w polskiej debacie publicznej – że użyję określenia modnego w czasach mej młodości – „tryndach”. Takie to głupie i żenujące. Właściwie wszystko sprowadza się do tego, że media liberalne, powiązane kapitałowo i personalnie z odstawianym od koryta układem politycznym, który zwykłem nazywać „okrągłostołowym”, starają się co kilka dni urządzić PiS-owi jakiś nowy hejt, w nadziei, że ten wreszcie zadziała. A to – po wypadku drogowym, w którym ranna została premier – że rząd pancernymi limuzynami rozjeżdża na drogach obywateli. A to, że zabrania platformerskim samorządom przyjmowania sierot z Aleppo. A to znowu, że wycina drzewa.