• Kaczyzacja Platformy, stuszczenie PiS-u

    Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, co zrobiła w Warszawie PO. I to, akurat, jak raz, 13 grudnia. Wybrać taki właśnie dzień na to, by odebrać warszawskie ulice ludziom takim, jak Jacek Kaczmarski, Zbigniew Herbert, "Inka" Siedzikówna i Lech Kaczyński, i oddać je ponownie Teodorowi Duraczowi, Leonowi Kruczkowskiemu, "Małemu Frankowi" i Armii Ludowej – to wyjątkowa perwersja. Czytaj więcej...
  • Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować. Czytaj więcej...
  • Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 28 kwiecień 2017 14:06

Merde, czyli Frexit faktyczny

Napisane przez RAF/RED
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(3 głosów)
Fot: https://www.flickr.com/people/86704644@N00?rb=1 Fot: https://www.flickr.com/people/[email protected]?rb=1

Wiadomość, że domniemany przyszły prezydent Francji zaatakował Polskę, wzbudziła żywiołową radość sympatyków "totalnej opozycji", porównywalną z entuzjazmem, z jakim przyjęła ona przegłosowanie polskiego rządu w Radzie Europejskiej.

Najciekawszy jest w tym fakt, że wystarczyło tylko, aby Emmanuel Macron użył magicznego słowa "sankcje" i oskarżył Polskę o "łamanie podstawowych unijnych praw". Entuzjaści PO i jej "przystawek" zaczęli entuzjastyczne laudacje dla francuskiego polityka tak skwapliwie, że żaden nie pofatygował się nawet sprawdzić, co w istocie Macron Polsce zarzuca, a tym bardziej chwilę się nad jego zarzutami zastanowić. Uważam to za kolejne potwierdzenie głoszonej przeze mnie od dawna tezy, iż mamy w ich osobach do czynienia z podnieconymi durniami.

(...)

Prawie-prezydent Francji atakuje Polskę za to, że stwarza inwestorom lepsze warunki niż jego kraj i przez to kolejne firmy przenoszą produkcję do "nowej unii". A ich pieniądze, zamiast zasilać kasę, z której płaci się socjale i "czy się stoi, czy się leży" obywatelom "starej unii", trafiają do dzikusów ze wschodu.

Na salonach łzy szczęścia, że Macron dostał kilka procent więcej niż Le Pen i ten fakt "uratował Unię" - a tymczasem, popatrzcie, durnie, przecież to właśnie ten wasz Macron zadaje unijnej idei śmiertelny cios. Jego atak na Polskę to wszak zakwestionowanie samej istoty umów gospodarczych, z których wyewoluowała obecna UE - swobody przepływu kapitału i pracy. Najwyraźniej na opanowanych antypisowskim amokiem salonach nie pozostał już nikt z odrobiną oleju w głowie, żeby to zauważyć.

(...)

Pogróżki Macrona są równie bezsilne, jak niedawne odgrażanie się prezydenta Hollande’a, że jak nie będziemy słuchać eurokracji, zabierze nam fundusze strukturalne.

Ja bym ich jednak nie lekceważył. Praktycznego zagrożenia może ze sobą nie niosą, ale stanowią symboliczne wymówienie umowy, jaką zawarliśmy z Unią Europejską. Umowa ta, przypomnę, bo wszyscy zdaje się zapomnieli, w teorii gwarantowała nam wyrównanie szans z tą częścią kontynentu, której kaprys Roosevelta i wiarołomstwo Churchilla nie oddały na pół wieku pod sowiecki but i która przez ten czas, gdy my byliśmy mordowani i łupieni, a nasz kraj niszczony przez "realny socjalizm", prosperowała, upasła się i uczyniła swą gospodarkę dużo bardziej wydajną.

(...)

Integrację z Unią rajono nam w tej sytuacji jako salomonowe wyjście, dzięki któremu Zachód się nasyci, a my pozostaniemy cali - otwórzcie się, Polacy, wnijdźcie w obręb otoczonej protekcyjnymi murami "festung Europa", a żebyście nie byli zanadto stratni, dostaniecie kuuuupę kasy do wydania od razu.

Nie ma się co rozwodzić, ile w tym dilu było sprytu, ile skorzystaliśmy, na ile nas oszwabiono, i kto nas oszwabiał - ci z Zachodu, czy właśni cwaniacy usadzani przez niefrasobliwych wyborców u steru państwowej nawy. W każdym razie nikt dotąd nie kwestionował podstaw tej umowy.

A niejaki Macron to właśnie robi. I przecież, podobnie, jak dożywający na stanowisku końca kadencji Hollande, nie mówi tych głupot przypadkiem - mówi je, bo Francuzi chcą je słyszeć. Nie przyjmą przecież do wiadomości, że jest im coraz gorzej, bo są śmierdzącymi leniami z 35-godzinnym dniem pracy i rozdętymi ponad wszelki rozsądek przywilejami socjalnymi. Nie odważą im się też ichni politycy powiedzieć, że przyczyną ich nieszczęść są kolonizujący z wolna ich dekadencki kraj imigranci.

A jakiegoś wroga trzeba podsunąć. I Polacy nadają się do tego doskonale. Macron zachował się dokładnie tak samo, jak angielscy żule, którzy nienawidzą kolorowych imigrantów, ale boją się ich zaczepiać, bo od muslima można zarobić kosę pod żebro - więc atakują i biją Polaków.

(...)

Cały tekst

 

Czytany 38675 razy

Artykuły powiązane

  • Dyspensa Macrona Dyspensa Macrona

    W polityce najbardziej lubię ten moment, gdy po krótszej lub dłuższej grze wstępnej politycy, nawycierawszy sobie gęby szczytnymi frazesami o imponderabiliach, wartościach moralnych i słuszności, odkładają je na bok i wreszcie mówią jasno, o co konkretnie chodzi.

  • Europa której się nie chcę Europa której się nie chcę

    Nie mogę sobie przypomnieć, w którym z zachodnich miast sobie to uświadomiłem po raz pierwszy.

  • Monsieur Mniejsze Zło Monsieur Mniejsze Zło

    (...)  Francja jest przeżarta lewicą w dużo większym stopniu niż wspomniane kraje, i jej postępactwo jest jeszcze bardziej niż gdzie indziej sfanatyzowane.