• Przegniła Brytania

    Ponieważ wokół sprawy narosło sporo nieporozumień, muszę je wyjaśnić. A ponieważ wszystko zaczęło się od felietonu zamieszczonego tutaj, na interia.pl, muszę uczynić to właśnie w tym miejscu. Mowa o moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii w ostatni weekend, który tym razem nie doszedł do skutku. Czytaj więcej...
  • Zmierzch bożków

    Zawsze tak jest, że kiedy mi się wydaje, iż "totalna opozycja" doszła już do ostatnich granic błazenady i dalej po prostu już się nie da - pokazuje mi ona, jak bardzo jej nie doceniam.  Czytaj więcej...
  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

czwartek, 20 kwiecień 2017 12:08

Aborcja lajfstajlowa

Napisane przez Rafał Ziemkiewicz
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(2 głosów)
Fot. Pixabay Fot. Pixabay Fot. Pixbay

"Wysokie Obcasy", feministyczny dodatek do "Gazety Wyborczej", urządził celebrę pani Natalii Przybysz, przyznając jej tytuł "superbohaterki roku". Były statuetki, laudacje, tort, ścianki, pudelki, fotki z dumną z siebie laureatką i wszystkie inne elementy celebryckiej gali. Kto to jest Natalia Przybysz?

To, przypomnę, taka pani, która w tychże samych "Wysokich Obcasach" opowiedziała o tym, jak zabiła swoje nienarodzone dziecko, bo ma już dwójkę, a mieszkanie tylko sześćdziesięciometrowe. Nie żeby ją nie stać było na większe (zresztą stać ją była na zagraniczną aborcyjną wycieczkę i prywatną klinikę), ale przeprowadzka, pakowanie tylu książek i ciuchów to takie męczące, a aborcja - opowiadała - to doznanie takie przyjemne, taka ulga i odprężenie, jedna chwila i czujesz się wolna...

Nie chcę tu się w ogóle zajmować osobą, która prawdopodobnie jest psychicznie zaburzona - w innych wywiadach opowiadała rozdzierająco o swej wrażliwości na przyrodę, o cierpieniu małych cielaczków odrywanych od mamy-krowy i trosce o pszczółki, jak nie przymierzając komendant Hoess, który rano całował ukochaną żonę, głaskał po główkach dzieci i kotki, a potem gazował i palił żydowskie dzieci i nie widział w swoim życiu żadnych sprzeczności (może nawet z wrażliwości na cierpienia zwierząt przeszedł na wegetarianizm, jak sam Adolf Hitler czy wspomniana wyżej "superbohaterka").

(...)

 Jest - nad czym osobiście ubolewam - wielu ludzi, którzy uważają, że aborcja powinna być w różnych sytuacjach dopuszczalna. Jest też wiele kobiet, które z różnych powodów się na nią w życiu zdecydowały. Ale nie znam takiej, która by to wspominała jako coś przyjemnego i frajdę, i która by czuła z powodu zabicia swego dziecka dumę czy radość.

Istnieje jakiś obszar zgody na zło, kiedy uważa się je za zło mniejsze. Kiedy zagrożone jest zdrowie matki, kiedy ciąża jest wynikiem kazirodztwa, gwałtu (wypadki statystycznie niezwykle rzadkie, ale z lubością podsuwane przez feministyczną propagandę), gdy kobieta jest w trudnej sytuacji życiowej albo przytłacza ją perspektywa wychowywania dziecka niepełnosprawnego. Istnieje pewne przyzwolenie na aborcję ze względów społecznych, na aborcję eugeniczną - ale pomysł "Wyborczej", by przy użyciu pani Przybysz wylansować aborcję lajfstajlową, powodowaną celebryckim kaprysem, bo się jaśnie państwu nie chciało zabezpieczyć, i tak samo nie chciało im się narażać na kłopoty będące skutkiem beztroskiego zapomnienia - to przekracza odporność nawet większości ludzi podatnych na propagandę, bzdurną skądinąd, o "prawie kobiety do wyboru" 

(...)

Jeśli celebrytka, której tytułem do sławy ma być lajfstajlowa aborcja, zasługuje w oczach feministek na miano "superbohaterki" - to kim, jak nie superbohaterką, była osławiona "mama Madzi"?

 

A kim w tym kontekście była śp. Agata Mróz, która dla dobra noszonego w łonie dziecka poświęciła własne życie? Wychodzi na to, że w oczach pańć redaktorek - superidiotką. Tak samo, jak matki, które decydują się rodzić dzieci zagrożone Downem, porażeniem mózgowym lub innymi dysfunkcjami, opiekować się nimi, dbać, rehabilitować, poświęcać im życie...

 


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-aborcja-lajfstajlowa,nId,2379199

Czytany 1307 razy

Artykuły powiązane

  • Aborcja i naziole Aborcja i naziole

    W najnowszym sondażu najgorliwiej chyba nienawidzącego PiS medium, jakim jest TVN, PiS został „wyceniony” na 42 proc., a zsumowane poparcie PO i Nowoczesnej wyniosło dokładnie połowę tego, 21 proc.

  • Szlakiem Palikota Szlakiem Palikota

    Wydaje się Państwu, że o aborcji napisano i powiedziano już wszystko. Otóż moim zdaniem nie – a jeśli nawet, to najważniejsze się nie przebiło i trzeba powtórzyć. 

  • Ziemkiewicz dla Wyborczej Ziemkiewicz dla Wyborczej

    Zgodnie z życzeniem uczestników twitterowej sondy, zamieszczam poniżej obszerne fragmenty wywiadu, który jakieś półtora roku temu przeprowadził ze mną pracownik „Gazety Wyborczej” do jej internetowego serwisu.

  • Odsunąć PiS od władzy? Ależ to proste Odsunąć PiS od władzy? Ależ to proste

    Nie jest prawdą, że bez Lecha Wałęsy nie upadłby komunizm, jak głosi propaganda "opozycji totalnej" - ale nie ulega wątpliwości, że bez Lecha Wałęsy trudniej byłoby o temat na felieton. Były prezydent jest po prostu kopalnią różnych śmiesznych głupstw, wystarczy tylko zajrzeć co i raz na jego konta w mediach społecznościowych albo przebiec wzrokiem cytaty z mądrości, którymi sypie na spotkaniach z kodowskim ludem (podobno zresztą, zgodnie z nową świecką tradycją tej organizacji, spotykając się z nim nie za darmo).

  • Samczyk Samczyk

    Naprawdę nie chce się już wracać do celebrytki, która z dumą, jako o wydarzeniu w jej życiu niezwykle oczyszczającym i wręcz fantastycznym, opowiedziała „Wysokim Obcasom” jak zabiła swe trzecie dziecko, bo miała już dwoje i nie chciało się jej przeprowadzać. Nie chce się, ale trzeba, bo najważniejsze w ogóle nie zostało w tej sprawie zauważone. Naprawdę. Oburzając się – słusznie – amoralnością i nieodpowiedzialną kobiety, nie zadano, w każdym razie nie zrobiono tego wystarczająco głośno, pytania najbardziej się narzucającego: gdzie był, i gdzie jest teraz, ojciec tego wyabortowanego dziecka. Gdzie jest ten… nie wiem, doprawdy, jak napisać, bo słowa takie, jak „mężczyzna” czy „facet” absolutnie tu nie pasują, a z kolei te, które pasują, nie nadają się do publikacji. Ten, powiedzmy, samczyk.

Więcej w tej kategorii: « Polska na karuzeli W co gra Tusk? »