• Nawalony Juncker, wkurzony Trump

    W światowej polityce nie było tak ciekawie od czasów bezpośrednio przed pierwszą wojną światową. Czytaj więcej...
  • Nie płaczę po Gersdorf

    Pewien zagraniczny dziennikarz, wyraźnie zdziwiony, że nie uważam skrócenia kadencji prezes Gersdorf za żadne horrendum i nie zamierzam się nigdzie kłaść Rejtanem w jej obronie, zapytał mnie, czy naprawdę się nie obawiam, że Sąd Najwyższy i inni sędziowie mogą po reformie orzekać niesprawiedliwie, niezgodnie z prawem i pod dyktando polityków. Czytaj więcej...
  • A więc klęska

    Gazety izraelskie, w przeciwieństwie do polskich, nie mają wątpliwości, jak ocenić naszą ekspresową rejteradę z ustawy „antydefamacyjnej” (Sejm, Senat i podpis prezydenta w 9 godzin – takiej legislacyjnego rekordu jeszcze nie było!). Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 24 marzec 2017 11:45

Repolonizacja, czyli walka z wiatrakami

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Polskie media są w stanie fatalnym, ale leczenie ich patologii "repolonizacją" to pomysł chybiony, i to nawet podwójnie chybiony. Owszem, hasełko jest chwytliwe – każdy normalny Polak przyzna, że Polacy powinni mieć polskie przedsiębiorstwa i kupować polskie produkty, nawet (albo i: zwłaszcza) jeśli sam robi odwrotnie. Sondaże na pewno pokażą, że pomysł się podoba i zachęcą władzę do grzania tego tematu – ale to pułapka. Pułapka na polityków, którzy nie rozumieją, że w sondażach istnieje coś takiego jak "efekt poprawnościowy".

[...]

Oczywiście, koncern Ringer Axel Springer ma na sumieniu oczywiste przestępstwa przeciwko prawu konsumentów do uczciwej, wolnej o propagandowych manipulacji informacji i takichże opinii. Nie mam co do niego złudzeń już od czasu, kiedy z powodów czysto politycznych odsunął od kierowania "Newsweekiem" założyciela i twórcę sukcesu polskiej edycji tego pisma, Tomasza Wróblewskiego, i pluralistyczny za jego czasów tygodnik, w którym mieścili się i konserwatyści, i liberałowie, zamienił w lewacką politgramotę. Potem było skandaliczne usunięcie redaktora naczelnego "Forbesa" za to, że zdemaskował (nie mijając się z prawdą w ani jednym słowie) oczywiste przekręty otoczonej bezkarnością reprywatyzacyjnej mafii, wyrzucenie na żądanie polityków PO niewygodnego dla nich twórcy i wieloletniego redaktora naczelnego "Faktu", a w końcu przytulenie Tomasza Lisa, do szpiku kości zaprzedanego pomagdalenkowym sitwom i układom. O tym, jak pracownicy onetu łamiąc wszelkie zawarte wcześniej (z ich inicjatywy) ustalenia usunęli mój felieton, gdy ośmieliłem się wyśmiać eurokomisarz Bieńkowską, wspomnę tylko dla porządku, aby nie pomyślał ktoś, że chcę z siebie robić męczennika.

[...]

Interia, o ile mi wiadomo, też należy do kapitału niemieckiego, a nigdy nie zetknąłem się tu z żadną próbą cenzurowania czy sekowania tego, co piszę, choć pewnie wiele z tego nie mogłoby się niemieckim elitom podobać. "Rzeczpospolita" była gazetą uczciwą, i na dodatek konserwatywną, dopóki należała do koncernu brytyjskiego (wcześniej, za Skandynawów, też źle nie było) - a sprowadzona została do roli dziennika rozgłaszającego "najlepsze zmyślone niusy o Kaczyńskim" właśnie przez "repolonizację", gdy tuskowy fagas dał ją na kredyt swemu znajomemu spod śmietnika. Kapitał czysto polski reprezentują też "Gazeta Wyborcza" czy "Polityka" oraz ich Tok FM. A TVN, choć sprawia wrażenie redagowanego przez rosyjską FSB, formalnie należy do Amerykanów, i to na pozór równie pobożnych jak Hanna Gronkiewicz-Waltz.

[...]

Tymczasem sposób na uzdrowienie polskich mediów istnieje i jest jak najbardziej w mocy sejmowej większości. Należy wreszcie przygotować i wprowadzić w życie prawo prasowe. Bo patologie takie, jak folwark zwany Ringer Axel Springer, możliwe są dzięki temu, iż od 27 lat się tego prawa nie doczekaliśmy. Obowiązują przepisy ze stanu wojennego - tak! Pisane pod potrzeby WRON i SB, postawionej przed zadaniem zwalczania podziemnych wydawnictw w taki sposób, aby przed Zachodem można było udawać, że to nie prześladowania polityczne, a ściganie przestępczości gospodarczej. Poza tym, że nic te przepisy nie mają wspólnego z cywilizowanymi standardami wolności słowa, pochodzą z czasów, gdy nikt sobie jeszcze nawet z grubsza nie wyobrażał internetu, portali i mediów społecznościowych.

Czytaj cały felieton "Repolonizacja, czyli walka z wiatrakami"

Czytany 8451 razy

Artykuły powiązane

  • Tęczowe hieny Tęczowe hieny

    Czternastoletni uczeń popełnił samobójstwo. Straszna sprawa. Każdy, kto ma dzieci, rodzinę, albo przynajmniej odrobinę empatii i przyzwoitości, uszanowałby ból jego najbliższych.

  • Sieroty po centrum Sieroty po centrum

    Pamiętam z dzieciństwa bajkę o kurczątku, które urwało się z kurnika pozwiedzać trochę świat. Najpierw spotkało indyka. Indor, jak to indor, rozindyczył się, rozgulgotał, nastroszył, więc kurczątko się go przestraszyło i uciekło.

  • I ty zostaniesz aferzystą I ty zostaniesz aferzystą

    Mieć do tabloidów pretensje, że szerzą głupotę i agresję, schlebiają niskim instynktom i żyją z poniżania sławnych ludzi w oczach mas, to jakby mieć pretensje do bobrów, że robią szkody w lesie i niszczą piękne, zdrowe drzewa.

  • Polityka Don Kichota Polityka Don Kichota

    Zakrawa to na paradoks, ale największe sukcesy odnosi PiS tam, gdzie się tego najmniej spodziewano – w gospodarce. Jeden z banków podniósł ostatnio prognozę tegorocznego wzrostu PKB do 4 proc., bezrobocie pozostaje najniższe w całych dziejach III RP – 8,5 proc. – i tak samo po raz pierwszy od 27 lat udało się osiągnąć dodatnie saldo bieżące w handlu zagranicznym. Szczególną dumą PiS stał się jednak stan budżetu – wpływy z podatków wzrosły tak bardzo, że po raz pierwszy od bardzo dawna, jeśli nie i w tym wypadku po raz pierwszy w ogóle, w bieżących obrotach budżetu zanotowano nadwyżkę.

  • Ach, strach, strach, rany boskie… Ach, strach, strach, rany boskie…

    Jedynym politycznym pomysłem „opozycji totalnej” jest Polaków nastraszyć. Nastraszyć PiS-em i Kaczyńskim, oczywiście. Nie ma to nic wspólnego z postępowaniem opozycji w klasycznej demokracji (inna sprawa, że nie wiem, czy w „ponowoczesnym” świecie taka klasyczna demokracja i debata publiczna jeszcze w ogóle się gdzieś się uchowała). PO i Nowoczesna – abstrahując od tego, że zajęte są głównie przepychaniem się między sobą, kto bardziej nienawidzi prezydenta, rządu i ich zaplecza parlamentarnego – nawet nie próbują Polaków przekonać, że rządziłyby lepiej. Nawet nie próbują powiedzieć niczego na temat, jak by rządziły. Tak jakby zakładały, że to w ogóle Polaków nie obchodzi.