• Nauczyciele ze sztachetą

    Żenada w polskich szkołach jest skutkiem nałożenia się różnych działań i różnych emocji, ale bezpośrednimi sprawcami kłopotów tegorocznych maturzystów i gimnazjalistów są policjanci. Ponieważ w dzisiejszym jazgocie życia publicznego nikt już nie pamięta niczego, co było dawniej niż przedwczoraj, na wszelki wypadek przypomnę: policjanci tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości, dzięki wybraniu właściwego momentu zdołali skutecznie chwycić rząd za gardło, przydusić i wydusić podwyżki. Czytaj więcej...
  • Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może. Czytaj więcej...
  • Facebook, Google, Youtube, Twitter: prywatny totalitaryzm

    Ponad trzydzieści lat temu amerykańska telekomunikacja zdominowana została do tego stopnia przez kilka wielkich koncernów, na czele z American Telephone & Telegraph, że praktycznie stworzyły one monopol. Wielcy gracze bez trudu dogadywali się między sobą, uniemożliwiając konkurentom wejście na intratny rynek. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 10 marzec 2017 10:18

Eurociamajdan

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(17 głosów)

Polakom wydaje się, że polityka polega li tylko na głośnym deklarowaniu, czego się chce, i równie głośnym protestowaniu przeciwko temu, czego się nie chce. Otóż polityka nie na tym polega – przestrzegał przed laty Roman Dmowski. I w innym miejscu dodawał, że w polityce nie istnieją pojęcia słuszności i braku słuszności, ale wyłącznie siły i braku siły.

[...]

Niestety, łódka zwana Polską nie może normalnie płynąć po świecie, ponieważ jest szarpana przez takich właśnie dwóch, wywracających ją to na jedną, to na drugą burtę. Przez osiem ostatnich lat (a i wcześniej) kierowali nią ludzie, którzy za szczyt marzeń uznawali zostać poklepanymi po plecach i dostać jakąś symboliczną, ale tłustą fuchę „tam”. Efektem tej doktryny „brzydkiej panny bez posagu” była na przykład zagłada polskich stoczni. Trzeba przypominać do znudzenia: decyzja KE likwidowała stocznie w Polsce, Niemczech, Francji i bodajże Holandii. Trzy pozostałe państwa odwołały się od tej decyzji, zgodnie z przewidzianą procedurą, do europejskich sądów i uzyskały jej cofnięcie – ich stocznie nadal pracują i dają pracę. Ekipie Tuska myśl, że można się przeciwstawić decyzji Komisji Europejskiej nawet nie przyszła do głowy, zamiast na pisaniu odwołań skupiła się na mamieniu Polaków kłamstwami o rzekomym inwestorze z Kataru.

[...]

To nie jest tak, że Polskę „przegłosowano”. W ogóle nie było głosowania. Polskę z jej żądaniem przeprowadzenia głosowania zwyczajnie olano. To nie jest też tak, że Tuska „wybrano” na drugą kadencję. W ogóle nie było wyborów, skoro nie było tematu „czy zmieniamy przewodniczącego RE, bo teoretycznie po dwóch i pół roku jest taka możliwość”. Ponieważ nikt poza premier Polski nie widział potrzeby zmiany, a Polska uzasadniała swe żądania argumentem dla Europy nic nie znaczącym, że obecny przewodniczący nie jest lojalny wobec Polski i Polska ma innego, lepszego kandydata (jakby to stanowisko były przypisane Polsce!) – więc „dziękuję, następna sprawa w porządku dziennym to…”. Nawet Orban, zdrajca, nas nie poparł, labidzą teraz pisowskie żelaźniaki, jakby Orban miał obowiązek popierać polską prawicę w jej wewnętrznych, na dodatek personalnych wojnach z anty-prawicą. Przecież partia Orbana też jest w międzynarodówce EPP, i dużo na tym korzysta. I PiS też powinien w niej być, gdyby nie godnościowe nadęcie, że nigdy nie będzie w jednej frakcji z PO i PSL, które kazało PiS założyć nie liczącą się zupełnie frakcyjkę z będącymi na wylocie brytyjskimi Torysami.

[...]

I co dalej? Pani premier już zdążyła ogłosić, że szczyt, a więc i „wybór” Tuska jest nieważny, bo Polska go nie podpisze. Ale nikt inny go za nieważny nie uznaje. Co dalej? Będziemy bojkotować kolejne szczyty, dopóki Unia nie przyzna, że ten był nieważny? Wycofamy swoich przedstawicieli z posiedzeń Rady Europy, bo jest nieważna, z nielegalnym przewodniczącym? No, dalej – żelazny elektorat czeka na to i posapuje z przejęcia, jak tym szwabom wreszcie pokazaliśmy, że Polska ma swoją godność i zasady, i jak cały świat dzięki nam zobaczył, że w unijnych procedurach nie ma demokracji, a eurokraci wybierają się sami we własnym gronie, i jak bardzo jest to niesprawiedliwe i niesłuszne! Tak im, kfa-fa, pokazaliśmy! Jak to komando samobójców z finalnej sceny „Żywota Briana” Monty Pythona! I niech się Niemcy opamiętają, bo im polski rząd postawi w Brukseli licznik, jak kodomici pod KPRM-em, i będzie codziennie zmieniać cyferki, od ilu dni czekamy na przyznanie, że wybór Tuska i cały szczyt był nielegalny!

Czytaj cały felieton "Eurociamajdan"

Czytany 20402 razy

Artykuły powiązane

  • Europa nas ocali Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może.

  • ACTA oszustwa ACTA oszustwa

    Z taką opozycją PiS nie straci władzy nigdy. 

  • "Srebrna" - pułapka, która nie pykła "Srebrna" - pułapka, która nie pykła

    Najłatwiej to wyjaśnić przykładem. Wyobraźcie sobie Państwo, że pojawia się u was jakiś daleki powinowaty, przyjaciel znajomych, ktoś, kogo macie powód lubić i uznawać za osobę życzliwą – tym bardziej, że wprowadza go do waszego domu rodzina.

  • Strategia tysiąca kozich bobków Strategia tysiąca kozich bobków

    Donald Tusk to wytrawny uwodziciel, istny Kalibabka polskiej polityki - ale, jak się zdaje, długie pławienie się w europejskich luksusach stępiło jego talent bajeranta. O Jarosławie Kaczyńskim można prędzej powiedzieć wszystko, niż to, że "ma obsesję na punkcie pieniędzy".

  • Medialne ogony merdają swymi psami Medialne ogony merdają swymi psami

    Rozmawiałem kiedyś z Władysławem Frasyniukiem - wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale, naprawdę, sięgam pamięcią takich czasów, kiedy z ludźmi dziś już kompletnie oszalałymi z nienawiści do PiS dało się normalnie rozmawiać.