piątek, 03 luty 2017 11:06

Wałęsa, wielki cwaniak

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(14 głosów)

Jedynie prawda jest ciekawa, twierdził Józef Mackiewicz, choć musiał za ten swój fanatyzm prawdy płacić okrutną cenę. W sprawie Lecha Wałęsy też jedyne, co ciekawe, to prawda. Prawda ta zaś znana jest od dawna i kategoryczne stwierdzenie grafologów, że donosy i pokwitowania przechowywane w szafie Czesława Kiszczaka są autentyczne, nie wniosło do niej niczego nowego. Każdy, kto się sprawą interesował, nie miał co do tego  najmniejszych wątpliwości już od dawna. Wszak fakt, że Wałęsa był w latach 1970-74 konfidentem SB o kryptonimie "Bolek" potwierdzony został już 20 lat temu, jeszcze przed Braunem, Cenckiewiczem, Gontarczykiem i Zyzakiem, w najbardziej wiarygodnym z możliwych źródeł - wykradzionych archiwach KGB, znanych jako "Archiwum Mitrochina" (fakt, że z polskiego wydania stosowny fragment jest do dziś usuwany).

[...]

Wbrew andronom, które Wałęsa opowiada tak długo, że już sam chyba w nie uwierzył, w latach siedemdziesiątych nie prowadził on żadnej "walki", nie tworzył żadnej "kadrowej organizacji", z którą potem przeprowadził strajk sierpniowy i obalił komunę, i zwłaszcza nie był żadnym przywódcą protestów w Grudniu 1970 (choć też nie był wtedy naiwnym, zagubionym chłopcem ze wsi, który dał się zastraszyć i "coś podpisał", jak usiłują go wybielać propagandyści - wystarczy zerknąć do Wikipedii, że w 1970 miał 27 lat, żonę i dzieci). W czasach "Bolka" był zwykłym, prostym robotnikiem, który pisał donosy na innych robotników, a gdy se dał w szyję - jak wspominali stoczniowcy w filmie Grzegorza Brauna - to mówił "zobaczycie, że ja jeszcze będę w Polsce rządzić!".

[...]

Tu, moim skromny zdaniem, dotykamy odpowiedzi na pytanie - dlaczego i po co te wszystkie tak uporczywe kłamstwa. Wałęsa został wyrejestrowany, ale "w zainteresowaniu służb" pozostał. Kilka lat później zaczęły na wybrzeżu powstawać Wolne Związki Zawodowe. I gotów jestem się założyć o pieniądze, że jakiś ważny esbek posadzony "na zagadnieniu" WZZ pomyślał sobie - jak na związki to oni tam mają za mało robotników, prawie sami inteligenci, inżynierowie albo baby... Podrzućmy im tam jakiegoś rzutkiego robola, może nawet zrobią go przywódcą. Co my tu mamy... o, "pieniądze przyjmuje bardzo chętnie", wysokie mniemanie o sobie, zdolności przywódcze... Pogadajmy sobie z tym Wałęsą...

[...]

Grał na obie strony, jak sam Jewno Azef, a tak naprawdę na siebie. Podrzucili go do stoczni, żeby zgasił strajk, a on się nagle wylansował i wyrósł tak, że choćby SB wyciągnęła swoje haki, nikt by w nie nie uwierzył. Z drugiej strony, cwaniak się jednak bał, nie chciał skończyć jak śp. Tadeusz Szczepański, więc zapewniał komunistów, że tylko dzięki niemu mogą kontrolować sytuację, że muszą go zostawić w spokoju, a on stopniowo pousuwa radykałów i wykończy "ekstremę" - i rzeczywiście to robił, rzeczywiście nie dopuścił do strajku generalnego w marcu 1981, łamiąc solidarnościowej rewolucji kręgosłup, więc SB, zgrzytając zębami, musiała mu pomagać i tak rozprowadzać pomniejszych kapusiów, żeby broń Boże zjazd "Solidarności" nie zmienił przewodniczącego... Ale w końcu zrobił ich w cha na całego, bo miał stanąć na czele "odrodzonej", prawdziwie robotniczej "Solidarności" po stanie wojennym - tzw. operacja Renesans, analogicznie zrobiono ze związkiem rolników i zapomnianym dziś Janem Kułajem, a ten, jak go zamknęli, wypił morze wódki i powiedział: a teraz mnie w de całujcie, teraz mi już nic zrobić nie możecie, cały świat patrzy!

Czytaj cały felieton "Wałęsa, wielki cwaniak"

Czytany 17263 razy

Artykuły powiązane

  • Za kulisami „godności pracownika” Za kulisami „godności pracownika”

    Prawo i Sprawiedliwość ma kolejny problem – zakaz handlu w niedzielę. Wykręcało się od spełnienia tej obietnicy, którą dało podczas wyborów związkowcom, przez prawie dwa lata – co skądinąd świadczy, że są w partii rządzącej ludzie rozumni, zdający sobie sprawę, iż ten głupi pomysł będzie PiS kosztował znacznie więcej, niż „konwalidacja” Trybunału Konstytucyjnego za pomocą legislacyjnego cepa i wszystkie razem wzięte starania „ulicy i zagranicy”.

  • Europa nie da się lubić. Ale da się z nią grać Europa nie da się lubić. Ale da się z nią grać

    Stare przysłowie uczy, że kto chce psa, uderzyć, kija zawsze znajdzie. Ale nie z każdego kija, jaki się nadarzy, warto korzystać – podpowiada zdrowy rozsądek.

  • Bolek i inni Bolek i inni

    "Panie premierze, więcej zdecydowania! Dość takiej zabawy! Władzę trzeba szanować, to są przedstawiciele narodu, nie można pozwolić na opluwanie i bijatykę" - tak wołał swego czasu Lech Wałęsa do premiera Tuska o spacyfikowanie siłą związkowców z "Solidarności", gdy ci zapowiadali, że usiądą politykom na drodze i zablokują im dostęp do Sejmu.

  • W zaparte W zaparte

    Platformie Obywatelskiej tylko wydaje się, że jej głównym wrogiem jest PiS. Tak naprawdę jest to jej własna przeszłość.

  • Odsunąć PiS od władzy? Ależ to proste Odsunąć PiS od władzy? Ależ to proste

    Nie jest prawdą, że bez Lecha Wałęsy nie upadłby komunizm, jak głosi propaganda "opozycji totalnej" - ale nie ulega wątpliwości, że bez Lecha Wałęsy trudniej byłoby o temat na felieton. Były prezydent jest po prostu kopalnią różnych śmiesznych głupstw, wystarczy tylko zajrzeć co i raz na jego konta w mediach społecznościowych albo przebiec wzrokiem cytaty z mądrości, którymi sypie na spotkaniach z kodowskim ludem (podobno zresztą, zgodnie z nową świecką tradycją tej organizacji, spotykając się z nim nie za darmo).