piątek, 27 styczeń 2017 10:37

Do przyjaciół Niemców

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(25 głosów)

Nie mam z Niemcami, o ile wiem, żadnych związków rodzinnych, nie łączą mnie z nimi jakieś szczególne wspomnienia czy przyjaźnie, ot, tyle, że pamiętam z czasów dawniejszych pary wolontariuszy, którzy robili tu całkiem dobrą robotę. Nie mam więc innej możliwości zadać im tego pytania, niż publicznie: Czy wy naprawdę chcecie tego, nad czym uporczywie pracujecie? Tego, by słowo "Niemiec" znowu w przeciętnym Polaku budziło wrogość, by było synonimem buty, arogancji i pogardy dla "untermenschów"?

[...]

Nie myślę nawet o takich prowokacjach - czy aktach strzelistej głupoty - jak używanie określenia "polskie obozy koncentracyjne" i uporczywa odmowa sprostowania i przeprosin. Albo obrzydliwa, wyssana przez scenarzystów z palca scena w popularnym serialu historycznym, gdzie partyzanci z AK uwalniają niemieckich więźniów, by po stwierdzeniu, że to Żydzi, oddać ich z powrotem oprawcom. Rzecz jasna, jeśli ktoś chce Polaków rozsierdzić, to trudno wymyślić skuteczniejszy sposób. My tu w Polsce, obserwując niemieckie media, widzimy dobrze, że są one znacznie silniej od naszych kontrolowane przez władzę, trudno nam uwierzyć, że jeśli niemiecki rząd jest w stanie cenzurować informacje o gwałtach czy innych przestępstwach imigrantów, sprawach, które powinny bulwersować niemiecką opinię publiczną - to nie może, gdyby tylko chciał, ukrócić prób przerzucania na Polaków odpowiedzialności za zbrodnie dokonane przez waszych przodków w ubiegłym stuleciu.

[...]

Oczywiście, jeśli kanclerz Niemiec zaprasza do swego kraju masy nie poddających się żadnej kontroli ani nie dopuszczających żadnej asymilacji przedstawicieli obcej, agresywnej kultury, uważających, że biali mają obowiązek oddać im swoje bogactwa na mocy sprawiedliwości dziejowej, a potem tych zaproszonych usiłuje wmusić innym państwom, w tym nam, i jeszcze przy tym niemiecka propaganda wmawia, że ludzie ci nie są tym, kim są, migrantami szukającymi bogatszych krain do osiedlenia, tylko "uchodźcami" - to nas gniewa. Nie uważamy problemu imigracji za nasz problem. Po pierwsze, oni wcale nie wybierają się do nas - wielu prawdziwych uchodźców z Syrii, których przyjęliśmy, zapewniając na miarę swoich możliwości utrzymanie i pracę, przeniosło się niemal natychmiast do Niemiec, zwabionych waszym socjalem. Po drugie, nie mieliśmy żadnego udziału w kolonizowaniu ich krajów, sami wtedy walczyliśmy o niepodległość, więc nie mamy żadnego powodu by się wobec mieszkańców Bliskiego Wschodu czy Afryki do czegokolwiek poczuwać. Przyjęliśmy wielu Czeczenów, bo heroiczna walka małego narodu z rosyjskim imperium przypominała nam naszą własną historię. Jest u nas milion, a może już półtora miliona Ukraińców, są dziesiątki tysięcy Wietnamczyków, są też Turcy i Arabowie - wystarczy przejść się ulicą, by zobaczyć, ile prowadzą restauracji i barów, albo zasięgnąć informacji w izbach gospodarczych dokumentujących liczbę przedstawicielstw handlowych. Więc nie ma powodów oskarżać nas, jak to czyni wasza propaganda, o ksenofobię czy rasizm.

[...]

Ale i to tylko objaw czegoś gorszego. Czegoś, co wynika z faktu - wybaczcie, powiem tak, jak to my, Słowianie, u nas "co w sercu to na widelcu" - że wy, Niemcy, macie jakiś cholerny psychiczny problem. Coś w waszych mózgach, czego inne narody nie mają, narzuca wam pęd do pouczania całego świata i porządkowania go według waszych, niemieckich wzorców. Jako tych najlepszych i bezdyskusyjnych. Właściwie to nawet nie muszą być wzorce wasze - odnosimy wrażenie, że w sumie wszystko wam jedno, co tam akurat na świecie jest modne, Niemcy zawsze chcą być w tym prymusami i z tej pozycji rozstawiać wszystkich innych po kątach. Jak świat odurzony był darwinizmem i teoriami rasowymi, to Niemcy byli największymi rasistami świata. Jak z kolei na topie jest political corectness, to wy musicie być bardziej poprawni od najpoprawniejszych i przypisujecie sobie misję zmuszenia do politpoprawności innych, a już nowych krajów członkowskich zwłaszcza.

Czytaj cały felieton "Do przyjaciół Niemców"

Czytany 26196 razy

Artykuły powiązane

  • Dyspensa Macrona Dyspensa Macrona

    W polityce najbardziej lubię ten moment, gdy po krótszej lub dłuższej grze wstępnej politycy, nawycierawszy sobie gęby szczytnymi frazesami o imponderabiliach, wartościach moralnych i słuszności, odkładają je na bok i wreszcie mówią jasno, o co konkretnie chodzi.

  • Nigdy więcej września Nigdy więcej września

    Dnia pierwszego września, pozwólcie, mili Państwo, że daruję sobie komentowanie bieżącej nawalanki między pisem a antypisem i tłumaczenie, że wbrew przekonaniu części mediów istnieje jeszcze życie poza nimi.

  • Making EU great again! Making EU great again!

    O czym tu dumać na warszawskim bruku nazajutrz po wizycie prezydenta USA, jak nie o tej wizycie?

  • Cesarstwo Brukselskie straszy Cesarstwo Brukselskie straszy

    To, co dzieje się w Unii Europejskiej wokół tzw. mechanizmu relokacji, przypomina mi tzw. Ludowe Wojsko Polskie z czasów, gdy odsługiwałem tam „zaszczytny obowiązek obrony ludowej ojczyzny” – czyli tuż przed jego upadkiem.

  • Grupy interesu i interesy grup Grupy interesu i interesy grup

    Poważnym zaskoczeniem rządów Prawa i Sprawiedliwości – niestety negatywnym – jest ich podatność na naciski lobbystów. Za czasów koalicji PO-PSL rozkład państwa i jego słabość zaszła tak daleko, że wiele projektów ustaw nie powstawało w ministerstwach, ale pisane było przez kancelarie prawne wynajęte przez korporacje, organizacje i grupy interesu, potrzebujące konkretnych regulacji dla zabezpieczenia i zmaksymalizowania swoich zysków. Było to zresztą niewypowiedzianą nigdy wprost, ale wyraźnie wyznawaną zasadą politycznej filozofii Tuska, który zmienił państwo, na wzór średniowiecznej monarchii feudalnej, w swoistą federację sitw, oddając różnym układom, koteriom i gangom władzę nad poszczególnymi dziedzinami życia i nie wtrącając im się w interesy w zamian za popieranie jego panowania. Prosty wyborca może nie do końca zdawał sobie sprawę ze szczegółów, ale czuł, co się wyrabia, i była to jedna z przyczyn jego decyzji, że PO trzeba od władzy odsunąć, nawet na rzecz, z braku laku, niebudzącego od lat przesadnego entuzjazmu PiS.