• Wojna frustratów

    Dziennikarskim półświatkiem wstrząsnęło nieprzedłużenie przez tygodnik "Polityka" umowy o pracę z Rafałem Wosiem - czyli jego, mówiąc prościej, wylanie z pracy.  Czytaj więcej...
  • Klucz do Schetyny

    To, że częściej piszę tu o opozycji niż o władzy, ma bardzo prostą przyczynę: z punktu widzenia publicysty, felietonisty, opozycja jest ciekawsza. Czytaj więcej...
  • Symetrystę goń, goń, goń

    Po trzech latach rządów PiS ich najgorszą stroną nadal pozostaje opozycja. Nic nie zrozumiała, niczego się nie nauczyła i niczego nie zapomniała. Dramat, rozpacz, czarna mogiła. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 25 listopad 2016 10:42

Cham zbuntowany i dumny z tego

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(10 głosów)

Nigdy nie zetknąłem się z tak dzikim i dyszącym agresją antysemityzmem, jak w USA, ze strony czarnych aktywistów ruchów domagających się "wyrównania historycznych krzywd" zadanych Afrykanom. Nigdy nie słyszałem, by ktoś mówił o "ciotach" z taką pogardą, jak pakujący na siłowni homoseksualiści z przeciwnej frakcji "megamęskich". A zjawisko domowej przemocy, której ofiarą (siła rzeczy) padają kobiety nigdzie nie przybiera takich rozmiarów, jak w związkach lesbijskich - wynika z oficjalnych statystyk stosownych urzędów w Skandynawii. Mógłbym mnożyć takie przykłady, że życie bywa skomplikowane, a stereotypy często mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Niektórzy sobie z ogarnięciem tej niejednoznaczności nie radzą. I właśnie spośród takich rekrutują się wyznawcy tego, co pozostało dziś z lewicy.

[...]

Staram się unikać w tych felietonach załatwiania osobistych porachunków, od tego są media społecznościowe, ale zrobię wyjątek, bo rzecz wydaje mi się charakterystyczna. Niejaki czas temu grupa krakowskich lewaków zamarzyła o potędze, jaką w swych najlepszych czasach miewały podobne im siły na Zachodzie - gdy, na przykład, wskutek nagonki feministek BBC zdecydowała się zdjąć, mimo świetnej oglądalności, "znieważający kobiety" program Benny’ego Hilla, albo gdy gołosłownymi oskarżeniami o "rasizm" łamano w USA kariery nieostrożnych profesorów i dziennikarzy. Lewactwo czuło akurat wiatr w żaglach po sukcesie pierwszych "czarnych protestów", a że ja akurat miałem odwagę skomentować w słowach adekwatnych poziom tych protestów, wznoszonych na nich haseł i niesionych transparentów, a także moralną ohydę pań głoszących że "bez aborcji będzie rodzić się mnóstwo bękartów i kalek" i epatujących pogardą dla "zdeformowanych płodów" - to postanowili podskoczyć do mnie.

[...]

Co nie zmienia faktu, że przeczytałem więcej książek, niż owi tak gardzący chamami niby to oświeceni inteligenci, którzy próbowali wmówić, że zapraszanie mnie na Targi Książki to hańba, do której nie wolno dopuścić. Oni tymczasem nie przeczytali nawet moich książek - nie dziwota, jest tego już pod trzydzieści - i w żaden sposób nie potrafili znaleźć bodaj jednego przekonującego przykładu, dla których miałbym być wykluczony i oznakowany jako trędowaty. Ba, nie znaleźli niczego nawet w moich wpisach na twitterze. Jedynym powodem rzucania anatemy, jaki z siebie wykrztusili, było moje stwierdzenie o porykujących pod oknem prywatnego mieszkania prezesa PiS fanatyczkach, że kobiety, jeśli chcą zasługiwać na szacunek, tak się nie zachowują.

[...]

Ludziom pokroju panów Woleńskiego czy Wrońskiego niedawno niebo spadło na głowy, i pewnie powinienem wykrzesać z siebie nieco wyrozumiałości, że po takim urazie nie zachowują się normalnie. Otóż podstawą ich wiary, świeckim odpowiednikiem obietnicy zbawienia, była pewność, że cały świat idzie w jedynie słusznym kierunku, a oni załapali się do kroczącej na czele awangardy. Tu, w prowincjonalnej Polsce, ciemnogród, błoto i syf, ale oni, podchwytując i powtarzając "modne bzdury", klepiąc wspomniane przez Kuronia formułki, plotąc te wszystkie kocopały o genderze i budowaniu "nieheteronormatywnych paradygmatów", zahaczyli się świeckiemu Bogu u cholewy, i siłą rzeczy trafią do progresistowskiego raju.

Czytaj cały felieton "Cham zbuntowany i dumny z tego"

Czytany 12666 razy

Artykuły powiązane

  • Każdemu jego marzec Każdemu jego marzec

    Niejakie zamieszanie wokół okrągłej rocznicy "wydarzeń marcowych" sprzed czterdziestu lat wynika z faktu, że pod tym pojęciem kryją się w istocie dwie różne sprawy. I jedna Polska obchodzi zupełnie co innego, a co innego druga.

  • Się porobiło Się porobiło

    Rekonstrukcja rządu, zwłaszcza dymisja Antoniego Macierewicza, o czym pisałem tydzień temu, już sama w sobie była ciosem dla opozycji. PiS zabrał jej ulubiony cel ataków, unieważnił dotychczasowe narracje i mocno zmodyfikował swój wizerunek w kierunku partii zdrowego rozsądku i „ciepłej wody w kranie”, takiej, jaką była w czasach swej potęgi PO.

  • Ziemkiewicz dla Wyborczej Ziemkiewicz dla Wyborczej

    Zgodnie z życzeniem uczestników twitterowej sondy, zamieszczam poniżej obszerne fragmenty wywiadu, który jakieś półtora roku temu przeprowadził ze mną pracownik „Gazety Wyborczej” do jej internetowego serwisu.

  • Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu

    Jeśli zabrakłoby PO, jej zwolennicy i tak nie poprą PiS, i odwrotnie, gdyby zniknął PiS, jego elektorat nie przerzuci głosów na PO...

  • Samczyk Samczyk

    Naprawdę nie chce się już wracać do celebrytki, która z dumą, jako o wydarzeniu w jej życiu niezwykle oczyszczającym i wręcz fantastycznym, opowiedziała „Wysokim Obcasom” jak zabiła swe trzecie dziecko, bo miała już dwoje i nie chciało się jej przeprowadzać. Nie chce się, ale trzeba, bo najważniejsze w ogóle nie zostało w tej sprawie zauważone. Naprawdę. Oburzając się – słusznie – amoralnością i nieodpowiedzialną kobiety, nie zadano, w każdym razie nie zrobiono tego wystarczająco głośno, pytania najbardziej się narzucającego: gdzie był, i gdzie jest teraz, ojciec tego wyabortowanego dziecka. Gdzie jest ten… nie wiem, doprawdy, jak napisać, bo słowa takie, jak „mężczyzna” czy „facet” absolutnie tu nie pasują, a z kolei te, które pasują, nie nadają się do publikacji. Ten, powiedzmy, samczyk.