środa, 16 listopad 2016 10:04

Trump, czyli... nic się nie stało

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Koniec NATO! Koniec Ameryki! Ba, koniec Zachodu jako takiego... Ciemności zapadają nad światem.

[...]

Oczywiście, celebrycka histeria w Ameryce wygląda dla nas bardzo znajomo - przecież podobnie działo się i u nas, kiedy została przejechana "zakonnica na pasach" i Andrzej Duda został prezydentem, a PiS zdobył samodzielną większość w parlamencie. Słychać te same niemal słowo w słowo poryki - zawistna hołota, przekupiona biedota, wiocha... Takie samo zagubienie, niezdolność zmierzenia się z rzeczywistością, brnięcie w urojenia, agresja. Cóż, dawno już tłumaczyłem kodomitom, usiłującym tresować naród zawstydzaniem go przed Zachodem, że na Zachodzie będzie niebawem to samo, że wbrew stereotypowi to nie my gonimy ich w postępie, ale oni nas w upadku ubiegłowiecznego systemu, nazywanego - zupełnie nietrafnie i szalbierczo - "demokracją liberalną" i "neoliberalizmem". Polska trendsetterem narodów! - niech mi ktoś jeszcze spróbuje wmawiać, że nie!

[...]

Oczywiście, że Trump nie rozwiąże NATO, nie wybuduje muru na granicy z Meksykiem i tak dalej. Wcale zresztą - jeśli ktoś pofatyguje się sięgnąć do faktów, a nie do wyborczej propagandy mediów Clinton - niczego podobnego nie zapowiadał. Jego rzekome związki z Putinem też są zupełnie wyssane z palca. Fakt, że powiedział o nim parę ciepłych słów w kampanii nie znaczy nic, każdy kandydat przed nim tak robił, bo Amerykanie lubią myśleć, że ich prezydent do wszystkich wrogów podchodzi z otwartością i chce z nimi pokoju. Prawdę mówiąc, jeśli szukać w amerykańskiej polityce ludzi uzależnionych od Putina (nie od Rosji, ale właśnie od tej post-kagiebowskiej mafii, która dziś Rosją rządzi) to należałoby wskazać przede wszystkim na skorumpowanych Clintonów, i na bliskich im braci Podesta, oficjalnych lobbystów "Gazpromu" w USA, z których jeden był szefem kampanii Hillary.

[...]

Jest w tym jakaś wielka sensacja? Nie widzę. Po prostu nauczka. "Odmienna wojny kolejka". Się popełnia błędy, się za nie płaci. Jeśli dokonała się jakaś rewolucja, to, tak jak to jest z rewolucjami - dlatego, że stary porządek nie był w stanie znaleźć nikogo lepszego niż Ludwik XVI czy Kiereński i jego potencjalni obrońcy w związku z tym zostali w domu. Oczywiście, wkurzenie na elity w USA jest, może dziś większe niż zwykle. Niewątpliwie jest też niezgoda na gender, LGTB i inne szaleństwa "tęczowej rewolucji" - raz jeszcze przywołam jako dowód wynik wyborów do Kongresu i Senatu.

Czytaj cały felieton "Trump, czyli... nic się nie stało"

Czytany 9790 razy

Artykuły powiązane

  • Tęczowe hieny Tęczowe hieny

    Czternastoletni uczeń popełnił samobójstwo. Straszna sprawa. Każdy, kto ma dzieci, rodzinę, albo przynajmniej odrobinę empatii i przyzwoitości, uszanowałby ból jego najbliższych.

  • Making EU great again! Making EU great again!

    O czym tu dumać na warszawskim bruku nazajutrz po wizycie prezydenta USA, jak nie o tej wizycie?

  • W zaparte W zaparte

    Platformie Obywatelskiej tylko wydaje się, że jej głównym wrogiem jest PiS. Tak naprawdę jest to jej własna przeszłość.

  • Zarządzanie wariactwem Zarządzanie wariactwem

    "Poradnik" tygodnika "Newsweek" dla niepogodzonych z wynikiem ostatnich wyborów obśmieli już chyba wszyscy, ale na wszelki wypadek przypomnę: tygodnik panów Ringera, Springera i Lisa pochylił się ze śmiertelną powagą nad ludźmi, którzy w "Polsce PiS" cierpią, wciąż nie mogąc się pogodzić z wynikami wyborów. Jedna pani nie może spać w nocy, bo myśli o tym "bezmiarze podłości" Kaczyńskiego, inna ma poty, skoki ciśnienia i drżą jej ręce, jeszcze inna "nigdy nie czuła nienawiści, a teraz czuje ją codziennie, jak włącza Tok FM" i słucha w nim o nowych zbrodniach PiS. Ktoś tam znowu, jak ogląda TVP, a zwłaszcza Wildsteina, to ma mdłości i nim trzęsie, ale z jakiegoś powodu ogląda. Ktoś inny miał remontować dom, a teraz nie może, bo PiS. Co przypadek, to lepszy.

  • Raj utracony Raj utracony

    Zwycięstwa Orbana czy Kaczyńskiego można było jakoś przeboleć, ale ten Trump to już naprawdę koniec Michnikowego świata. Trzeba zrozumieć, że choć towarzystwo, które przywykliśmy nazywać „salonami”, a które samo zwykło się definiować jako „ludzie na pewnym poziomie” wygłaszało różne postulaty ideologiczne, a jeszcze chętniej definiowało się przez zaprzeczenie poglądów konserwatywnych, prawicowych i „nacjonalizmu” – to tak naprawdę nie o poglądy, przekonania i ideologię w nim chodziło.