• Przegniła Brytania

    Ponieważ wokół sprawy narosło sporo nieporozumień, muszę je wyjaśnić. A ponieważ wszystko zaczęło się od felietonu zamieszczonego tutaj, na interia.pl, muszę uczynić to właśnie w tym miejscu. Mowa o moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii w ostatni weekend, który tym razem nie doszedł do skutku. Czytaj więcej...
  • Zmierzch bożków

    Zawsze tak jest, że kiedy mi się wydaje, iż "totalna opozycja" doszła już do ostatnich granic błazenady i dalej po prostu już się nie da - pokazuje mi ona, jak bardzo jej nie doceniam.  Czytaj więcej...
  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

piątek, 03 czerwiec 2016 12:36

Co tu świętować?

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Czwarty czerwca, rocznica tak zwanych "kontraktowych" wyborów i udaremnienia próby lustracji, podjętej przez rząd Jana Olszewskiego, to data wyjątkowo nie nadająca się do świętowania. A już szczególnie do świętowania wolności czy demokracji.

[...]

Najpierw - czerwiec 1989. Odbyły się tak zwane wybory, których wynik został z góry określony przez ustalenia Okrągłego Stołu. Zgodnie z tymi ustaleniami, Komitet Obywatelski Przy Przewodniczącym NSZZ "Solidarność" Lechu Wałęsie - bo tak się nazywała tymczasowa siła polityczna, sklecona wokół Wałęsy jako "strona społeczna" historycznego dilu - miał prawo wystawić swoich kandydatów do 35 procent mandatów w Sejmie. Kandydatów do pozostałych 65 procent miejsc wyznaczyła władza, przy czym część z nich kandydowała z konkretnych okręgów, a część umieszczona była na tak zwanej liście krajowej, bo władzy nie przyszło do głowy, by - poza tym co bezpośrednio wynikało z dilu - jakoś zasadniczo przerabiać używaną od lat przy picowanych peerelowskich wyborach "bez skreśleń" - nie widziała do tego powodu, spodziewając się wielkiego sukcesu.

[...]

Otóż Wałęsa i jego ekipa najpierw najsurowiej opierdzielili społeczeństwo za to, że głosowało niewłaściwie i surowo stłumili wszelkie próby wyrażenia radości z powodu przegłosowanego końca komuny - a potem wspólnie z komunistami na kolanie, wbrew wszelkim możliwym prawom, logice i przyzwoitości, zmienili wraz z komunistami między turami ordynację wyborczą, tak, aby te 33 mandaty jednak zostały przez PZPR obsadzone, i to kandydatami zgłoszonymi dopiero wtedy, nie uczestniczącymi w pierwszym głosowaniu. W tej drugiej turze wzięło udział tylko 25 procent wyborców (w pierwszej - 63, nawiasem mówiąc, rekord frekwencji nigdy już potem w ćwierćwieczu nie pobity), co samo w sobie było dobitną oceną tego, jak Wałęsa ze swoją ekipą potraktowali Wolę Narodu - ale nie miało to żadnego praktycznego znaczenia. Wbrew wyrażonej dobitnie woli Polaków, PZPR pozostał w swych interesach i wpływach niezagrożony, prezydentem został Jaruzelski, a zamiast oczekiwanej poprawy losu i powrotu do życia publicznego uczciwości, przyzwoitości i prawdy, Polacy dostali zaciskanie pasa, uwłaszczenie nomenklatury i cyniczny "pragmatyzm" w duchu "pierwszy milion trzeba ukraść" - to, co Gustaw Herling Grudziński nazwał potem "wielkim zamazaniem".

[...]

To Wałęsa właśnie przedłużył trwanie rządu Olszewskiego, czekając, kogo wpisze Macierewicz na listę. Ktoś spyta - przecież doskonale to wiedział, od miesięcy znał poufną "listę Milczanowskiego", praktycznie identyczną z tym, co ogłosił Macierewicz. Oj, naiwny, naiwny... Wałęsa wiedział, kto był agentem, ale zakładał, że Macierewicz nie jest idiotą i przecież nie ujawni uczciwie wszystkich, bo to by oznaczało natychmiastową polityczna śmierć, połączenie wszystkich przeciwko sobie. Więc czekał, jak Macierewicz zagra - rozwali UD, ZChN czy KPN, bo w każdym wariancie zamierzał ugrać dla siebie wzmocnienie władzy. Gdy 4 czerwca rano zorientował się, że Macierewicz jednak jest, wedle Wałęsowego sposobu myślenia, idiotą i uderzył we wszystkich naraz, nawet w niego, na chwilę wpadł w panikę, ale potem opanował sytuację, zmontował szybko koalicję "nocnej zmiany" i o wiele lat przedłużył trwanie elity opartej na peerelowskich układach, lewej kasie i agenturalnych podległościach.

Czytaj cały felieton: Co tu świętować?

Czytany 1473 razy

Artykuły powiązane

  • Równia pochyła demokracji Równia pochyła demokracji

    Demokracja w Polsce jest zagrożona! - powtarza od lat opozycja, która sama siebie nazwała "totalną" (skądinąd, wedle wszystkich reguł marketingu politycznego - samobójczo). Nie tylko usiłuje przekonać co do tego Polaków, ale też jeździ ze swym odkryciem nim za granicę i namawia, kogo tylko może, by możliwie głośno Polskę za łamanie demokracji potępił. 

  • Za kulisami „godności pracownika” Za kulisami „godności pracownika”

    Prawo i Sprawiedliwość ma kolejny problem – zakaz handlu w niedzielę. Wykręcało się od spełnienia tej obietnicy, którą dało podczas wyborów związkowcom, przez prawie dwa lata – co skądinąd świadczy, że są w partii rządzącej ludzie rozumni, zdający sobie sprawę, iż ten głupi pomysł będzie PiS kosztował znacznie więcej, niż „konwalidacja” Trybunału Konstytucyjnego za pomocą legislacyjnego cepa i wszystkie razem wzięte starania „ulicy i zagranicy”.

  • Demokracja zbydlęcona Demokracja zbydlęcona

    Przykro to pisać, gdy się całe życie było republikaninem, ale demokracja, jaką znamy, kończy się.

  • Europa nie da się lubić. Ale da się z nią grać Europa nie da się lubić. Ale da się z nią grać

    Stare przysłowie uczy, że kto chce psa, uderzyć, kija zawsze znajdzie. Ale nie z każdego kija, jaki się nadarzy, warto korzystać – podpowiada zdrowy rozsądek.

  • Sieroty po centrum Sieroty po centrum

    Pamiętam z dzieciństwa bajkę o kurczątku, które urwało się z kurnika pozwiedzać trochę świat. Najpierw spotkało indyka. Indor, jak to indor, rozindyczył się, rozgulgotał, nastroszył, więc kurczątko się go przestraszyło i uciekło.