• Przegniła Brytania

    Ponieważ wokół sprawy narosło sporo nieporozumień, muszę je wyjaśnić. A ponieważ wszystko zaczęło się od felietonu zamieszczonego tutaj, na interia.pl, muszę uczynić to właśnie w tym miejscu. Mowa o moim wyjeździe do Wielkiej Brytanii w ostatni weekend, który tym razem nie doszedł do skutku. Czytaj więcej...
  • Zmierzch bożków

    Zawsze tak jest, że kiedy mi się wydaje, iż "totalna opozycja" doszła już do ostatnich granic błazenady i dalej po prostu już się nie da - pokazuje mi ona, jak bardzo jej nie doceniam.  Czytaj więcej...
  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

środa, 30 grudzień 2015 11:35

Precz z przyzwoitością

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Jest taka gazeta, która dodała niedawno do nakładu pocztówkę z Władysławem Bartoszewskim i cytatem "warto być przyzwoitym", sugerując, aby czytelnicy wysyłali ją konkretnym osobom, wskazanym przez gazetę jako "nieprzyzwoite". Paręnaście dni później ta świętoje... ta pouczająca o przyzwoitości gazeta zamieściła wśród innych antypisowskich gramot felieton Ewy Wanat "Mężczyzna niewspółżyjący".

W tekście nie pada nazwisko Jarosław Kaczyński, ale żaden czytelnik nie może mieć wątpliwości, kim ma być wyszydzany przez autorkę "mężczyzna w sile wieku, około sześćdziesiątki", który "nigdy nie był w związku" i nie ma życia seksualnego, za to ma "decydujący wpływ na wszystko - na ustawodawstwo, sądy, spółki skarbu państwa, media publiczne, prezydenta, wojsko i premiera, służby specjalne i politykę zagraniczną", i gdyby se mógł za... od czasu do czasu, to "minister obrony nie musiałby wypożyczać bomby atomowej, nasz hipotetyczny bohater by wystarczył".

Wspomniana gazeta od dawna jest propagandowym szmatławcem, nie waham się wręcz powiedzieć - gadzinówką, w zasadzie więc ten tekst nic nie dziwi, jest jednym z wielu. A jednak stopień zbydlęcenia "obrońców demokracji", jaki ujawnia, godzien jest odnotowania. Po prostu, tam, gdzie chodzi o uderzenie w Kaczyńskiego, w Rydzyka i inne groźne dla establishmentu siły, tam nie ma żadnych norm, granic, zahamowań ani skrupułów. Nie ma przyzwoitości dla wrogów przyzwoitości, można by sparafrazować zbrodniarza z czasów Rewolucji Francuskiej, do dalekiego potomstwa której wspomniana gadzinówka się zalicza.

Czytaj Myśli Nowoczesnego Endeka: Precz z przyzwoitością

Czytany 3793 razy

Artykuły powiązane

  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik) Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu.

  • Bijcie brawo, obywatele Bijcie brawo, obywatele

    Wymiana premiera, muszę powtórzyć nieco innymi słowami to samo, co pisałem już w ostatnich tygodniach, pokazuje degrengoladę życia publicznego i republikanizmu w naszym kraju.

  • Witajcie na zapadni Witajcie na zapadni

    Od kilku tygodni – albo od kilku miesięcy, zależy jak liczyć – PiS grilluje swój własny rząd uporczywie powtarzanymi pogłoskami o „rekonstrukcji”. 

  • Koniec początku, a może początek końca Koniec początku, a może początek końca

    Serial "rekonstrukcja rządu Beaty Szydło" znajdzie swoje poczesne miejsce w historii politycznego pijaru, w tomie poświęconym szaleństwu, absurdowi i nieudacznictwu. Ma nawet szanse przyćmić kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego i jego, jeszcze niedawno wydawało się, niedościgniony sukces, jakim było przegranie wyborów z kandydatem rok wcześniej nikomu nie znanym, gdy miało się poparcie 60 proc. ankietowanych oraz wszystkich wpływowych mediów i tzw. autorytetów, a do tego pieniądze, administracje państwową i największe grupy interesu.

  • To się dzieje To się dzieje

    Państwo mają prawo mi nie wierzyć. Sam czasem myślę: nie, to się nie dzieje. To niemożliwe. Zawsze żyliśmy w „najweselszym baraku w obozie socjalistycznym”, zawsze sprawy publiczne miały tendencję do stania na głowie – ale aż tak?