poniedziałek, 25 wrzesień 2017 08:54

Gwiazd opolskich wina Wyróżniony

Napisane przez RAZ / red
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(10 głosów)
Gwiazd opolskich wina By Silar - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=26063721

Stopień zainteresowania tej części mediów, która trzyma stronę „totalnej opozycji”, Festiwalem Piosenki Polskiej w Opolu jest naprawdę zdumiewający. Zaznaczam – nie idzie mi o prasę kolorową i działy „rozrywka”, ale o media ściśle polityczne.

(...)

Mimo to media uważające się za poważne zamiast na poważnych sprawach, skupiły się na nieszczęsnym festiwalu. Najpierw tygodniami zapowiadały, że nie wyjdzie, potem kręciły nosem, że nie taki, że obciach, że może i wyszedł, ale nie cały, że może i oglądalność była duża, ale mniejsza niż mogła być, a poza tym trybuny nie były do końca zapełnione, a czasem wręcz świeciły pustkami, zwłaszcza pod koniec jubileuszu Jana Pietrzaka, kiedy akurat noc była wyjątkowo zimna i mocno padało.

W ogóle Jan Pietrzak ze swym jubileuszem wydaje się dla tzw. salonów szczególnie bolesnym gwoździem w siedzeniu.

Przypomnijmy, że to właśnie jego planowany jubileusz sprawił, że prezydent Opola zablokował festiwal w jego normalnym, czerwcowym terminie, twierdząc, że „musi stanąć na straży poziomu artystycznego imprezy”.

(...)

W istocie, nawet jeśli festiwal nie okazał się tak wielkim sukcesem, jak twierdzi prezes Kurski, to obciachu nie było, mimo ryzykownego, wrześniowego terminu.

Być może mająca w Polsce monopol na badania telemetryczne firma Nielsen rzeczywiście, jak twierdzi prezes TVP, notorycznie zaniża oglądalność telewizji publicznej – moim skromnym zdaniem to uzasadnione oskarżenie – ale nawet w jej kwestionowanych badaniach koncerty w Opolu były hitami. Wyśmiewany jubileusz Pietrzaka może nie był najlepszym koncertem, jaki dał on w życiu, ale poziom trzymał, a zważywszy na wiek jubilata, tylko go podziwiać. I zgromadził przed północą, powtórzę, według Nielsena, milion telewidzów. 

(...)

Skąd więc tyle szyderstw, krytyk i wręcz nieskrywanej wściekłości? Widzę dwa powody. Pierwszy, że media antypisowskie tak naprawdę nie mają o czym gadać.

(...)

Po drugie – podstawą siły salonu była zawsze „dystrybucja szacunku”. To lepsze towarzystwo decydowało, kto jest gwiazdą, a kto obciachowcem Click to Tweet

I dbało, żeby gwiazdami były tylko osoby firmujące jedynie słuszny obóz.

A tu nagle okazało się, że największe gwiazdy wezwania do bojkotu i pogróżki lepszego towarzystwa, brzydko mówiąc, olały.

(...)

Cały tekst "Gwiazd opolskich wina" na stronie Dziennika Związkowego

Czytany 11833 razy

Artykuły powiązane

  • Zdychanie srebrnego ekranu Zdychanie srebrnego ekranu

    „Jako żołnierzowi, który w jeździe całe życie służył, mówić mi tego nie wypada, ale owoż dzisiaj wszędzie piechota a armaty grunt” – powiadał Pan Wołodyjowski

  • Moralista z burdelu Moralista z burdelu

    Pouczająca, jak sądzę, konwersacja, trafiła mi się na Twitterze. Zaczęło się od programu "W tyle wizji", w którym – pośród innych tematów dnia – pośmialiśmy się z Krzysztofem Feussettem z wywiadu, jaki przeprowadził, czy raczej próbował przeprowadzić Konrad Piasecki z ministrem Błaszczakiem.

  • Nawroty bezprzykładnej duszności Nawroty bezprzykładnej duszności
    Najnowsza edycja Słownika Języka Polskiego będzie zawdzięczać propagandzie antypisu zupełnie nowe znaczenie słowa „bezprzykładny”. 
  • Jak to na wojence nieładnie Jak to na wojence nieładnie

    Na wojnie, jak to na wojnie, prawda się nie uchowa. Media zawsze trochę „polewały”, ale to, co wyrabia dzisiaj agit-prop obozu odwołanego w ubiegłorocznych wyborach, to już nowa jakość. Nie manipulacja, nie propaganda nawet, o które można oskarżać niektóre media sprzyjające władzy. Po stronie „wysadzonych z siodła” elit III RP mamy już coś więcej: to po prostu wojna informacyjna.

  • Łotergejt, czyli W Telewizji Powtórzyli Łotergejt, czyli W Telewizji Powtórzyli

    Antypisowski rokosz przeżuł i przetrawił coś, co zwykło się nazywać dziennikarstwem śledczym, i wytworzył jego swoistą atrapę – teksty z pozoru śledcze, w istocie służące jedynie sprawianiu wrażenia, że coś tam z kimś tam jest nie tak i pozorowaniu odkrywania jakichś afer, nieprawidłowości czy skandali. Różnie to można nazwać, mniej lub bardziej uprzejmie: wytwarzaniem informacyjnego szumu, robieniem wokół kogoś smrodu, robieniem z igły wideł, insynuacjami, czy, z amerykańska, wrzucaniem g. w wentylator. W każdym razie teksty z tego gatunku stały się trwałym elementem medialnego krajobrazu, zwłaszcza w części mediów skupionej na delegitymizowaniu rządu.

Więcej w tej kategorii: « 19 milionów Petru Bis »