• Zmierzch bożków

    Zawsze tak jest, że kiedy mi się wydaje, iż "totalna opozycja" doszła już do ostatnich granic błazenady i dalej po prostu już się nie da - pokazuje mi ona, jak bardzo jej nie doceniam.  Czytaj więcej...
  • Jaro wszechmocny (ostatni Subotnik)

    Trudno o głupszy zarzut wobec polityka, niż ten, że „dzieli społeczeństwo”. Dzielenie ogółu na grupy docelowe jest podstawą politycznej technologii – podobnie zresztą, jak sztuki reklamy i marketingu. Czytaj więcej...
  • Prawda o Jedwabnem - najwyższy czas!

    Oficjalna narracja o zbrodni w Jedwabnem, uprawdopodobniona przez stronę polską licznymi publikacjami dziennikarskimi oraz artystycznymi i oficjalnymi przeprosinami, w tym prezydenta RP i prominentnych członków Episkopatu, narracja upowszechniona przez to na całym świecie i wszędzie uważana za oczywistą, jest w istocie kłamstwem. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

poniedziałek, 29 maj 2017 08:52

Bandyci w mundurach Wyróżniony

Napisane przez
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(4 głosów)
Bandyci w mundurach Fot: stock.tookapic.com

Śmierć Igora Stachowiaka, zmarłego rok temu na komendzie policji we Wrocławiu, ujawnia tego rodzaju patologie, od których nie jest wolny żaden, najbardziej nawet demokratyczny i praworządny kraj.

Modus operandi policjantów, używających paralizatora jako narzędzia tortur, przypomina historię Polaka zabitego kilka lat temu przez strażników lotniska w Kanadzie. Z kolei ukrywanie nadużyć funkcjonariuszy przez ich kolegów i przełożonych, urzędnicze matactwa, które ujawnili dziennikarze, przywodzą na myśl skandale od czasu do czasu wybuchające w USA po szczególnie brutalnych interwencjach policji.

(...)


Coś sprawiło jednak, że tym razem w ręce dziennikarzy antyrządowej telewizji trafił (co prawda po roku) niezbity dowód, w postaci nagrania z kamery paralizatora, iż zachowanie wrocławskich policjantów wobec zatrzymanego było zachowaniem zwykłych bandytów, a nie funkcjonariuszy państwowych.

(...)

Co istotne, owo „przesłuchanie” odbywało się nie w przeznaczonym do przesłuchań pokoju, ale w toalecie, gdzie nie ma kamer monitoringu.
Zresztą zapisy wspomnianych kamer z tego dnia i tak „wyparowały””, ponoć wskutek awarii. Już samo to powinno obudzić czujność nowego kierownictwa resortu, gdy o tajemniczej śmierci na komisariacie zrobiło się głośno (przypomnę – wszystko to działo się rok temu, mniej więcej pół roku po objęciu władzy przez PiS). 

(...)
Nie wiem, czym zgrzeszyli w tym wypadku minister Błaszczak i bezpośrednio odpowiedzialny za policję wiceminister Zieliński. Czy tylko frajerstwem, które sprawiło, że bezkrytycznie łyknęli narrację policjantów, czy czymś gorszym – świadomym kryciem ich ewidentnego przestępstwa.

(...)

Mamy tu do czynienia z głęboko zakorzenionymi, bandyckimi przyzwyczajeniami w policji, rodem jeszcze z PRL, które poprzednia władza i jej media umacniała niedwuznacznymi zachętami do ostrego rozprawiania się z „kibolami”, „faszystami” i innymi wrogami Donalda Tuska. Dość przypomnieć prowokacje na kolejnych Marszach Niepodległości, akcję „Widelec” Grzegorza Schetyny czy przewlekłe „areszty wydobywcze” zastosowane bezprawnie wobec „Starucha” czy innego kibica, Macieja Dobrowolskiego.


Jak dotąd, bandyci w policyjnych mundurach zawsze unikali kary, szermując wobec każdej kolejnej władzy tym samym argumentem: przecież jesteśmy wam potrzebni. 

(...)

Cały tekst

Czytany 12080 razy

Artykuły powiązane

  • Humor funkcjonalny - Ucho prezesa Humor funkcjonalny - Ucho prezesa

    Cóż może być bardziej normalnego niż to, że satyryk parodiuje przedstawicieli władzy, śmieje się z panujących na górze układów, przedstawia rządzących polityków jako zabawnych obsesjonatów, ciamajdów czy świrów ku uciesze swojej publiczności i dla odreagowania oficjalnej polityki?

  • Teatr, cyrk i małpy Mieszkowskiego Teatr, cyrk i małpy Mieszkowskiego

    Sprawa Teatru Polskiego we Wrocławiu to wyjątkowa hucpa. Najtęższy prawniczy łeb nie znajdzie w niej żadnego naruszenia obowiązujących zasad. Dyrektorowi teatru skończył się kontrakt i nie ubiegał się o jego przedłużenie, właściciel teatru, czyli zarząd województwa, ogłosił konkurs, zgłosiło się dwóch kandydatów, wygrał ten, który miał większe kwalifikacje. I nagle część zespołu aktorskiego zrobiła zadymę, że to oni powinni sobie wybrać nowego dyrektora, a nie województwo. Jakim prawem? A takim.

Więcej w tej kategorii: « Być albo nie być Samobójcza salwa »