• Kaczyzacja Platformy, stuszczenie PiS-u

    Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, co zrobiła w Warszawie PO. I to, akurat, jak raz, 13 grudnia. Wybrać taki właśnie dzień na to, by odebrać warszawskie ulice ludziom takim, jak Jacek Kaczmarski, Zbigniew Herbert, "Inka" Siedzikówna i Lech Kaczyński, i oddać je ponownie Teodorowi Duraczowi, Leonowi Kruczkowskiemu, "Małemu Frankowi" i Armii Ludowej – to wyjątkowa perwersja. Czytaj więcej...
  • Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować. Czytaj więcej...
  • Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

środa, 25 maj 2016 14:37

Opowieści znikąd

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(1 głos)
Opowieści znikąd fot. Gage Skidmore / Wikipedia - CC BY-SA 3.0

Nie wiem jak w Ameryce, ale w kraju słowa Billa Clintona o Polakach i Węgrach jako ludziach, którzy – po tym, jak USA tak wiele zrobiły, aby ich obdarzyć demokracją – zdradzili tę demokrację i wybierają rządy autokratyczne podobne do rządów Putina, „bo tak wygodniej”, wywołały falę autentycznego… powiedzmy eufemistycznie, wkurzenia. I nie myślę tylko o politykach związanych z PiS lub partiami na prawo od PiS.

[...]

W tej wypowiedzi byłego polityka, którego spuścizną pozostanie rozszerzenie „socjalu” i bezkarności dla rujnujących całe państwa spekulacji banków, no i oczywiście „afera rozporkowa”, dla mnie osobiście najsmutniejsze jest, że pokazuje ona, do jakiego stopnia Polska nie ma w USA swojego głosu. Przecież coś równie głupiego mógł powiedzieć tylko człowiek, który wie o Polsce (Węgry zostawmy już na boku) tylko tyle, ile należy do obiegowej wiedzy środowisk skrajnie liberalnych. Te zaś wszystko, co wiedzą, wiedzą od swych ideowych naśladowców znad Wisły.

[...]

Widocznie byli bohaterowie nie umieją żyć bez okupacji i stanu wojennego i jeśli ich nie mają, to sobie zmyślą i nawet może sami uwierzą. Więc tłumaczenie na przykład Frasyniukowi, że dziś nie jest w Polsce tak jak w stanie wojennym, choćby dlatego, że dziś ani Frasyniuk, ani nikt nie siedzi w więzieniu, tylko każdy może sobie tak jak on manifestować na ulicach i wygadywać dowolnie antyrządowe głupoty w telewizji i gazetach.

[...]

Co prawda, przypomniałem sobie, były wice przy Clintonie Al Gore wydał kiedyś książkę o globalnym ociepleniu, w której pisał, że w dalekiej Polsce, w mieście Śląsk (!) upały się porobiły tak niemożebne, iż całe miasto przeniesiono do wyrobisk po zamkniętej kopalni. Może więc wciąż jest tak jak w czasach, gdy Alfred Jarry pisał „Króla Ubu” – „w Polsce” znaczy tyle samo co „nigdzie”? W hardcorze Partii Demokratycznej najwyraźniej tak.

Czytaj Opowieści znikąd w Dzienniku Związkowym

Czytany 2440 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.

Więcej w tej kategorii: « Sami swoi u płota Misiu wędruje »