• Murem za Klepacką, czyli przeciwko Nowemu Zamordyzmowi

    Wściekły atak organizacji LGBT i grzejących się przy nich celebrytów na polską mistrzynię olimpijska, Zofię Klepacką, powinien być dla wszystkich normalnych Polaków sygnałem alarmowym. Czytaj więcej...
  • Nauczyciele ze sztachetą

    Żenada w polskich szkołach jest skutkiem nałożenia się różnych działań i różnych emocji, ale bezpośrednimi sprawcami kłopotów tegorocznych maturzystów i gimnazjalistów są policjanci. Ponieważ w dzisiejszym jazgocie życia publicznego nikt już nie pamięta niczego, co było dawniej niż przedwczoraj, na wszelki wypadek przypomnę: policjanci tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości, dzięki wybraniu właściwego momentu zdołali skutecznie chwycić rząd za gardło, przydusić i wydusić podwyżki. Czytaj więcej...
  • Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może. Czytaj więcej...
  • Facebook, Google, Youtube, Twitter: prywatny totalitaryzm

    Ponad trzydzieści lat temu amerykańska telekomunikacja zdominowana została do tego stopnia przez kilka wielkich koncernów, na czele z American Telephone & Telegraph, że praktycznie stworzyły one monopol. Wielcy gracze bez trudu dogadywali się między sobą, uniemożliwiając konkurentom wejście na intratny rynek. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

niedziela, 04 październik 2015 19:23

Trąd u ołtarza

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Aż mi się nie chce o tym pisać, bo sprawa księdza Charamsy, który stał się bohaterem dla wszystkich nienawidzących Kościoła, jest bardzo prosta.

Facet jest zwykłym, jak to się kiedyś nazywało, wiarołomcą, który zdołał wmówić sobie, że to nie on jest winien, ale ci, którym przysięgał oraz zasady, które złamał. Nie mamy do czynienia z kimś, kto po latach kapłaństwa i pracy w Kongregacji Wiary nabrał wątpliwości co do sensu, celu i stosowanych środków. Z kimś, kto oznajmia: straciłem wiarę i poczucie sensu, znalazłem je gdzie indziej, więc odchodzę.

Nie mamy nawet do czynienia z kimś, kto po trzynastu latach życia w obłudzie i zakłamaniu zdobywa się na publiczne wyznanie: tak, od trzynastu lat łamię śluby czystości, mam homoseksualnego kochanka, nie mogę tak dłużej, odchodzę z Kościoła.

Nie. Mamy do czynienia z człowiekiem, który przez tyle lat co innego mówił, co innego robił, który codziennie odprawiał mszę, wygłaszał kazania i podpisywał dokumenty Kongregacji ds. Wiary, ba – miał czelność pouczać, dosłownie w ostatnich dniach jeszcze, jednego z najmądrzejszych i najuczciwszych polskich księży, zarazem żyjąc w całkowitej sprzeczności z Ewangelią, złożonymi ślubami oraz Katechizmem.

I po tych wszystkich latach – zero poczucia winy. Mało, facet nabrał takiej bezczelności, że ogłasza publicznie – to nie ja jestem nie w porządku, ale Kościół, przykazania i reguły. Precz z nimi, Kościół musi się dostosować do mnie i podobnych mi obłudników.  Bo jeśli się nie dostosuję, wyleję nań kubły pomyj, brylując w mediach jako antykatolicki celebryta.

O osobniku tak żałosnym nie ma w ogóle co rozmawiać.

Rozmawiać trzeba o rozmiarach zgnilizny, którą przypadek rozpustnego homo-księdza ujawnił. Nie wydaje się możliwe, aby przez trzynaście lat nikt z jego zwierzchników i współpracowników nie wiedział, z jakim bydlakiem ma do czynienia. To znaczy, że bydlak był – jakże to brzmi w tym kontekście – kryty przez wpływowych protektorów. Że nie jest wypadkiem odosobnionym, a więc – że Kościół Chrystusowy przeżarty został, jak się to już parokrotnie w jego dziejach zdarzyło, przez niszczącą go od wewnątrz konspirację. Że nawet na najwyższych szczeblach hierarchii zagnieździło się przekonanie, że głoszone zasady moralne to pic, bzdura dla maluczkich, i wolno je dowolnie łamać, aby tylko w tajemnicy.

Bardzo mi to przypomina ponury obraz elit przedrewolucyjnej Francji z „Wieku Markiza de Sade” Jerzego Łojka – z jednej strony oficjalnie głoszona obyczajowa surowość, z drugiej, ze świecą szukać frajera, który by się do niej stosował, nie wyłączając kardynałów i inkwizytorów.

Bardzo wielkie wyzwanie stawia to przed wszystkimi katolikami. Ale było przecież powiedziane jasno: „na tej skale zbuduję mój kościół, a bramy piekielne go nie przemogą”. Więc – aż się nie chce, ale trzeba powtórzyć – nie lękajmy się.  

Czytany 19166 razy