• Koniec początku, a może początek końca

    Serial "rekonstrukcja rządu Beaty Szydło" znajdzie swoje poczesne miejsce w historii politycznego pijaru, w tomie poświęconym szaleństwu, absurdowi i nieudacznictwu. Ma nawet szanse przyćmić kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego i jego, jeszcze niedawno wydawało się, niedościgniony sukces, jakim było przegranie wyborów z kandydatem rok wcześniej nikomu nie znanym, gdy miało się poparcie 60 proc. ankietowanych oraz wszystkich wpływowych mediów i tzw. autorytetów, a do tego pieniądze, administracje państwową i największe grupy interesu. Czytaj więcej...
  • Witajcie na zapadni

    Od kilku tygodni – albo od kilku miesięcy, zależy jak liczyć – PiS grilluje swój własny rząd uporczywie powtarzanymi pogłoskami o „rekonstrukcji”.  Czytaj więcej...
  • Niepewność istnienia

    Ze wzmożoną siłą wrócił do mnie ostatnio problem z klasycznego już rysunku Andrzeja Mleczki: czy to wszystko na poważnie, czy dla jaj? Niestety, nigdzie nie jest to napisane, nikt tego nie objaśnia – radź sobie biedny człowieku sam. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

środa, 29 listopad 2017 13:53

"Mogę wyjaśnić jak to było" Wyróżniony

Napisane przez Rafał A. Ziemkiewicz
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(26 głosów)
"Mogę wyjaśnić jak to było" Fot. mali maeder / pexels.com

No i znowu wielkie emocje po krótkim tłicie, że - przepraszam za dosadność - że więcej szacunku okazywałem prostytutkom, niż panowie typu Dymka, Wybieralskiego czy Rudnickiego swoim koleżankom i partnerkom - więc żeby feministki przestały sobie wycierać gęby moim nazwiskiem, używając go jako obelgi wobec wymienionych.

Sens wypowiedzi wydaje mi się prosty i oczywisty, ani nie ma tu czego tłumaczyć, ani za co przepraszać. Wielką uwagę przyciągnęło jednak zawarte w nim implicite przyznanie, że zdarzało mi się w życiu korzystać z płatnego seksu.

Jeśli ktoś czytał „Wkurzam salon” czy obszerny wywiad ze mną w książce Ewy Wanat, o powieści „Ciało obce” już nie wspominając, to chyba nie może być zaskoczony, bo do swoich upadków przyznałem się tam otwarcie i już dawno.

W żadnym wypadku nie dlatego, żeby bym był z nich dumny ani tym bardziej się przechwalał. Wręcz przeciwnie. Nie chce też robić z tego lansu ani sprzedawać swojej prywatności, choć nic nie poradzę, że tak to wygląda. Ale w istocie to kwestia uczciwości wobec czytelników, także wobec moich najbliższych. Wolę, by o dawnych występkach ojca moje córki dowiedziały się od niego samego, a nie skądinąd. Żona też wiedziała, że bierze „mężczyznę po przejściach”. Co się stało, to się nie odstanie, a w dzisiejszych czasach, gdy się jest osobą publiczną, ukrywanie czegokolwiek i tak nie miałoby sensu.

Ale jeśli komuś nie chce się sięgać po książki, to mogę raz jeszcze wyjaśnić, jak to było.

Po prostu, po zrujnowaniu swego pierwszego małżeństwa miałem silne postanowienie, by nigdy już nie pakować się w żaden uczuciowy związek.

Z seksu natomiast rezygnować nie miałem zamiaru. Dość szybko wpędziło mnie to w poczucie winy, bo widziałem, że cokolwiek by nie deklarowały, dziewczyny, z którymi się wtedy zadałem, jednak liczą na związek, potrzebują go, i same się w swej samotności okłamują, że jednak „coś” ze mną będzie.

Wtedy właśnie ubzdurałem sobie, że uczciwiej będzie po prostu korzystać z agencji – płacę, dostaję czego potrzebuję i nikogo nie krzywdzę.

Dziś wiem, że to nieprawda.

Prostytucja to parszywa sprawa, i kobiety, które to robią, same się okaleczają – a ten, kto z nich korzysta, podtrzymuje coś parszywego i patologicznego.

I żadne zapewnienia, że „wiem co robię”, „jestem dorosła i decyduję o sobie” czy „ja to lubię” tego faktu nie zmienią. Nikogo nie czuję się w prawie potępiać, ale sam dość szybko uznałem, że jeśli nie chcę nikogo krzywdzić, to akurat miałem zupełnie zły pomysł. Znalazłem inne rozwiązanie problemu – i nie powiem jakie, kto ciekaw, niech się wykosztuje na książkę i ją przeczyta.

A potem, szczęśliwe, Pan zlitował się nade mną i raz jeszcze zesłał Miłość, i ukochaną kobietę, która wyciągnęła mnie z życiowej czarnej dziury.

 

Nie wracałbym do tego, ale – jak na wstępie wyjaśniłem – będąc osobą publiczną, i tak mam ograniczoną prywatność.

Czytany 14125 razy

Artykuły powiązane

  • „Dirty talk” salonu „Dirty talk” salonu

    Państwo tam w Ameryce macie Harveya Weinsteina, a my w kraju też mamy seksaferę. Na krajową skalę – czyli w stosunku do molestowania w szpanerskim światku Hollywoodu ma się ona jak syrenka do pontiaca. Ale zawsze jest o czym poplotkować.

  • Zarządzanie wariactwem Zarządzanie wariactwem

    "Poradnik" tygodnika "Newsweek" dla niepogodzonych z wynikiem ostatnich wyborów obśmieli już chyba wszyscy, ale na wszelki wypadek przypomnę: tygodnik panów Ringera, Springera i Lisa pochylił się ze śmiertelną powagą nad ludźmi, którzy w "Polsce PiS" cierpią, wciąż nie mogąc się pogodzić z wynikami wyborów. Jedna pani nie może spać w nocy, bo myśli o tym "bezmiarze podłości" Kaczyńskiego, inna ma poty, skoki ciśnienia i drżą jej ręce, jeszcze inna "nigdy nie czuła nienawiści, a teraz czuje ją codziennie, jak włącza Tok FM" i słucha w nim o nowych zbrodniach PiS. Ktoś tam znowu, jak ogląda TVP, a zwłaszcza Wildsteina, to ma mdłości i nim trzęsie, ale z jakiegoś powodu ogląda. Ktoś inny miał remontować dom, a teraz nie może, bo PiS. Co przypadek, to lepszy.

  • Samczyk Samczyk

    Naprawdę nie chce się już wracać do celebrytki, która z dumą, jako o wydarzeniu w jej życiu niezwykle oczyszczającym i wręcz fantastycznym, opowiedziała „Wysokim Obcasom” jak zabiła swe trzecie dziecko, bo miała już dwoje i nie chciało się jej przeprowadzać. Nie chce się, ale trzeba, bo najważniejsze w ogóle nie zostało w tej sprawie zauważone. Naprawdę. Oburzając się – słusznie – amoralnością i nieodpowiedzialną kobiety, nie zadano, w każdym razie nie zrobiono tego wystarczająco głośno, pytania najbardziej się narzucającego: gdzie był, i gdzie jest teraz, ojciec tego wyabortowanego dziecka. Gdzie jest ten… nie wiem, doprawdy, jak napisać, bo słowa takie, jak „mężczyzna” czy „facet” absolutnie tu nie pasują, a z kolei te, które pasują, nie nadają się do publikacji. Ten, powiedzmy, samczyk.

  • Ostatnia nadzieja czerwonych Ostatnia nadzieja czerwonych

    Najstarsza wzmianka o naszym plemieniu, jak wie każdy wykształcony Polak, to zapiski arabskiego kupca Ibrahima Ibn Jakuba z podróży po państwie Mieszka, przez potomków nazwanego Pierwszym. W podręcznikach od pokoleń cytuje się często, co zanotował on na temat organizacji piastowskiego państwa, rzadko natomiast – co o obyczajach miejscowych. Zwróciło uwagę kupca (a może i szpiega), że mieszkańcy kraju Mesca mają dość swobodne podejście do seksu, a jednak gdy się już pobierają, „nie popełniają cudzołóstwa”.

Więcej w tej kategorii: « Oświadczenie