środa, 18 listopad 2015 00:08

Duda między Kwaśniewskim a Reaganem

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(33 głosów)
Prezydent Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego Prezydent Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego Fot. Andrzej Hrechorowicz

Nie jestem prawnikiem, więc nie będę komentował prawnych aspektów decyzji prezydenta o ułaskawieniu nieprawomocnie skazanego Mariusza Kamińskiego. Przekonują mnie opnie, iż prezydent miał pełne prawo taką decyzje podjąć.

Natomiast dla oceny, czy decyzja jest moralna i czy politycznie słuszna, moim zdaniem warto poszukać dla niej porównania. Proponuję dwa punkty odniesienia. Decyzję Aleksandra Kwaśniewskiego o ułaskawieniu Zbigniewa Sobotki oraz decyzję Ronalda Reagana o ułaskawieniu Oliviera Northa.

Sobotka był partyjnym aparatczykiem z PZPR, potem SdRP i SLD, skazanym prawomocnie za to że jako wiceminister spraw wewnętrznych ostrzegł partyjnych kolegów tworzących lokalną mafię w Starachowicach (p. afera starachowicka) o prowadzonym przeciwko nim śledztwie. Aleksander Kwaśniewski uzasadnił swą decyzję „względami humanitarnymi” i „zasługami dla państwa” Sobotki. Nawiasem, podjął ją bez zapoznania się z aktami sprawy, z udostępnieniem mu których ówczesny minister Ziobro ponoć zwlekał – to okoliczność znacząca dla tych, którzy za złamanie procedury uważają fakt, iż prezydent Duda nie zaczekał na wyrok II instancji.

Oliver North był żołnierzem w randze pułkownika, członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA, kierującym tajną operacją sprzedaży amerykańskiej broni do Iranu i za uzyskane w ten sposób pieniądze finansowania antykomunistycznej partyzantki w Nikaragui (p. afera Iran-Contras). Było to podwójnie sprzeczne z amerykańskim prawem – Iran był od czasu rewolucji Chomeiniego objęty embargiem, a pomagania antykomunistom w Ameryce Środkowej zakazała specjalną ustawą ówczesna lewicowa większość w Kongresie.

Reagan umotywował swą decyzję tym, że North złamał prawo nie dla osobistych korzyści, których ze swej działalności nie czerpał, ale w interesie swego kraju – bo atak na Iran prosowieckiego Iraku czynił go obiektywnym sprzymierzeńcem USA w regionie, a reżim sandinistów zagrażał bezpieczeństwu narodowemu, ponadto w ramach sprzedaży broni do Iranu uzyskano uwolnienie przez Hezbollach przetrzymywanych jako zakładników obywateli amerykańskich.

Cóż, moim zdaniem przypadek Kamińskiego przypomina raczej ułaskawienie Northa, niż Sobotki. Kamiński też nie czerpał z przekroczenia uprawnień, za które go skazał był sędzia Łączewski, żadnych osobistych korzyści. Na dodatek z wydanym na niego wyrokiem wiąże się wiele, delikatnie mówiąc, wątpliwości. Ten sam sąd w tej samej sprawie dwa razy wcześniej uznał jego działania za zgodne z prawem – sprawia to wrażenie, jakby sądzono „do skutku”, aż znajdzie się sędzia, który spełni polityczne zamówienie. Wyrok był, jak na postawione zarzuty o przestępstwo „urzędnicze”, szokująco surowy – 3 lata bezwzględnego więzienia (za znacznie poważniejsze nadużycie od tego, o jakie oskarżono szefa CBA, czyli posłużenie się służbami do wyeliminowania prezesa „Orlenu” Zbigniew Siemiątkowski skazany został na rok w trzyletnich zawiasach). Choć wyrok wydano w marcu, sędzia Łączewski na przedstawienie pisemnego uzasadnienia, na co ustawowo przysługuje 14 dni, dostał czas do 30 września, co sprawia wrażenie, iż uzasadnienie to było zaplanowanym elementem kampanii wyborczej PO – i dziwnym zbiegiem faktycznie zanim je zobaczył sam skazany, już „wyciekło” do „Gazety Wyborczej”.

Obecnie ułaskawienie Kamińskiego krytykują w ostrych słowach ci, którzy w najmniejszym stopniu nie krytykowali ułaskawienia Sobotki (czy szwajcarskiego kasjera lewicy Petera Vogla) albo wręcz, jak Ryszard Kalisz, odgrywali w tamtych sprawach istotna rolę. Odbiera to im, jak sądzę chyba nie ja jeden, moralne prawo do wypowiadania sądów, które teraz wypowiadają.

Te fakty czynią bardzo spójną narrację zwolenników PiS: prezydent dał sygnał, że teraz ścigać się będzie aferzystów, a nie tych, którzy ich ścigają.

Oczywiście, dla pewnej części opinii publicznej Kamiński nie jest człowiekiem, który złamał nieżyciowe przepisy aby dopaść aferzystów, tylko człowiekiem, który użył policyjnych metod do prześladowania opozycji. Ci oczywiście się oburzą i pisowską narrację odrzucą.

Pytanie, czy jest ich wiele i czy prezydent oraz PiS powinni się nimi przejmować. Tym bardziej, że co tracą, dając im asumpt do krzyków – jak pokazały wyniki wyborów i niedawne sondaże, puszczanych już przez ogół mimo uszu - to zyskują na wydaniu kolejnego mocnego komunikatu, że PiS ma dupie („pisz: w dupie!”, jak to powiedział major Hubal) gęganie „autorytetów” z TVN czy Tok FM, i zrobi swoje, bo może. A ten przekaz, który niektórych skłania do krzyku, niektórych, wręcz przeciwnie, skłania do tego, by się zamknąć i lepiej nie podskakiwać. Proszę zobaczyć listę nazwisk pod napuszonym listem „środowisk twórczych” przeciwko ministrom Szymańskiemu i Waszczykowskiemu. Nazwisk niby sporo ale jakby mało znane – a gdzie główni luminarze „środowisk”? Parę tygodni temu podpisali by się na pewno, dziś najwyraźniej zaczęli kombinować, że może niekoniecznie...

Na zakończenie mogę dodać jedno: Zbigniew Sobotka, mimo łaskawości prezydenta Kwaśniewskiego, zniknął z życia publicznego okryty niesławą. Ollie North, mimo strasznego krzyku oburzenia lewicowych salonów na Reagana, pozostaje człowiekiem aktywnym, szanowanym, miał swój program w radiu, obecnie ma go w telewizji Fox, pisze i sprzedaje kolejne książki.

Jak potoczy się przyszłość Mariusza Kamińskiego? Mogę się założyć, że nawet po złożeniu urzędu nie będzie przez szeroką publiczność uważany za przestępcę.

Czytany 17929 razy

Artykuły powiązane

  • Samobójcza salwa Samobójcza salwa

    Trudno sprawę streścić krótko, ale spróbuję. Pamiętają Państwo jeszcze tzw. aferę gruntową?

  • Giętkość gluta Giętkość gluta

    Jeśli prawdą jest, że mój wróg świadczy o mnie, to mijający tydzień był dla mnie fatalny.

  • Wycie „Gazety Wyborczej” Wycie „Gazety Wyborczej”

    Środowisko „Gazety Wyborczej” wydaje z siebie bardzo sprzeczne komunikaty w kwestii, czy jest w poważnych tarapatach, czy ma się świetnie.

  • Megakumulacja Megakumulacja

    Tak nazwano w internecie polityczne wydarzenia ostatnich tygodni (wiem, wiem, kolejny już tydzień zawracam Państwu głowę „ciamajdanem”, ale co zrobię, kiedy ten cyrk nadal trwa?): „megakumulacją Kaczyńskiego”. Z jednej strony, znana już wszystkim sejmowa obstrukcja ze strony „totalnej opozycji”. Działania, delikatnie mówiąc, nie przynoszące ani PO, ani Nowoczesnej popularności. Niedawno zrobiono kilka sondaży na różne sposoby zadających to samo pytanie: „kto jest liderem opozycji wobec PiS”. Połowa respondentów wybrała opcję „nie ma nikogo takiego”, jedna czwarta wskazała na Kukiza, potem było długo, długo nic, Schetyna, Petru i pomniejsi. Co charakterystyczne, Kukizowi wystarczyło dla osiągnięcia tego wyniki nie robić nic, tylko od czasu do czasu składać deklarację „jako poseł i jako Polak wstydzę się za to, co się dzieje w parlamencie”.

  • Bohater Ryszard, zła aktywizacja i holokaust - Chłodnym Okiem Bohater Ryszard, zła aktywizacja i holokaust - Chłodnym Okiem

    Od czasu jak były poseł PiSu postanowił urżnąć się w turystycznym centrum Madrytu, gdzie siedziało 3 tysiące ludzi, z czego połowa Polaków, która kręciła go komórkami, a on podpisał kwity, że był w tym czasie w Parlamencie Europejskim i brał pieniądze, myślałem, że nic głupszego nie można wymyślić. Okazuje się, że można wybrać się na lewiznę czarterowym samolotem z polską wycieczką, nawet nie przyklejając sobie wąsów i przytulać się do koleżanki posłanki, licząc, że nikt tego nie zauważy i nie zrobi selfika. Petru był już wszędzie, m.in. w kampanii prezydenckiej, a teraz wzywał lud na barykady, którego jak się okazuje nie jest wcale tak dużo, bo ostatnio tylko 5 osób w namiocie pod sejmem, ale protest trwa.