• Nawalony Juncker, wkurzony Trump

    W światowej polityce nie było tak ciekawie od czasów bezpośrednio przed pierwszą wojną światową. Czytaj więcej...
  • Nie płaczę po Gersdorf

    Pewien zagraniczny dziennikarz, wyraźnie zdziwiony, że nie uważam skrócenia kadencji prezes Gersdorf za żadne horrendum i nie zamierzam się nigdzie kłaść Rejtanem w jej obronie, zapytał mnie, czy naprawdę się nie obawiam, że Sąd Najwyższy i inni sędziowie mogą po reformie orzekać niesprawiedliwie, niezgodnie z prawem i pod dyktando polityków. Czytaj więcej...
  • A więc klęska

    Gazety izraelskie, w przeciwieństwie do polskich, nie mają wątpliwości, jak ocenić naszą ekspresową rejteradę z ustawy „antydefamacyjnej” (Sejm, Senat i podpis prezydenta w 9 godzin – takiej legislacyjnego rekordu jeszcze nie było!). Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

czwartek, 29 październik 2015 15:17

Niewiadomski, czyli wszystko inaczej

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(15 głosów)
Pogrzeb prezydenta Gabriela Narutowicza Pogrzeb prezydenta Gabriela Narutowicza

Narracja o śmierci pierwszego prezydenta odrodzonej Rzeczypospolitej, Gabriela Narutowicza, wraca bez ustanku w bieżącej politycznej walce. Ostatnio wskrzeszona została przez Bronisława Komorowskiego, który – wzorem swych pochlebców – porównał ze śmiercią Narutowicza to, co go spotkało: „bezprzykładnie brutalną zorganizowaną kampanię nienawiści”.

Były prezydent oznajmił nawet, że „ku przestrodze” zawiesił na odchodne następcy portret Narutowicza w Belwederze, choć jaki miałby być sens tej przestrogi, wolę się nie domyślać – mam nadzieję, że nic w rodzaju „hodujemy na ciebie kolejnego Cybę”.

Rocznicę śmierci Narutowicza próbowały zawłaszczyć na swe partyjne święto SLD i Ruch Palikota, bezustannie do zbrodni Eligiusza Niewiadomskiego odwołuje się w politycznych polemikach Adam Michnik. A wszystko to na bazie mitu, zbudowanego niemal natychmiast po wydarzeniach przez lewicę – mitu, którego celem było obciążenie odpowiedzialnością i skompromitowanie Narodowej Demokracji.
Prawda była taka, że prezydenta Narutowicza nie zabił polityczny przeciwnik, ale człowiek obłąkany. W swym chorym umyśle wygenerował ceniony wtedy malarz szaleńcze przekonanie, że Polska dla swego przetrwania wymaga wielkiego, narodowego wstrząsu, a tym wstrząsem powinno być publiczne zabicie jakiegoś wielkiego Polaka. Morderca, mówiąc nawiasem, swoją własną śmierć uznawał za konieczne dopełnienie ofiary, i na sali sądowej wręcz domagał się szubienicy, które to życzenie spełniono, z dzisiejszego punktu widzenia, zbyt pochopnie.
Co istotne, na ofiarę, której śmierć wstrząsnąć miała polskimi sumieniami, upatrzył sobie Niewiadomski wcale nie Narutowicza, ale Piłsudskiego. Decyzję, by zamiast Naczelnika Państwa zastrzelić Prezydenta, podjął dosłownie w ostatniej chwili, bo po prostu trafiła się dogodna okazja – zapowiedziany udział prezydenta w otwarciu wystawy, w której brał udział także Niewiadomski. To ważne, bo wedle legendy do zbrodni miała pchnąć go kampania nienawiści rozpętana po wyborze Narutowicza przez prawicę. Kampania, owszem, była (takie było niestety ówczesne życie polityczne – gdyby wygrał Zamojski, zapewne byłaby nie mniejsza, zorganizowana przez lewicę) ale Niewiadomski swą zbrodnię zaplanował na długo wcześniej, zanim komukolwiek przyszło do głowy, że mało znany, bezpartyjny Minister Robót Publicznych odegra tak znaczącą i tragiczna rolę w polskiej polityce.

Niewiadomski, wbrew legendzie, nie ukształtował się w kręgu myśli endeckiej. Jego dziwaczna, trącąca mistycyzmem ideologia wypływała raczej z inspiracji romantyzmu, która była jak najodleglejsza od biologicznego, zgoła wręcz darwinistycznego praktycyzmu Dmowskiego. Nie był też wcale Niewiadomski związany organizacyjnie z prawicą; prędzej można by go nazwać piłsudczykiem. Gdy ze względu na wiek i stan zdrowia odmówiono mu przyjęcia do służby wojskowej, zarekomendował przyszłego zbrodniarza do pracy w II Oddziale Sztabu Generalnego sam Kazimierz Sosnkowski.
Mitotwórcy nie mieli więc po swej stronie faktów. Ale cóż to znaczyło, skoro mieli po swej stronie lewicującą inteligencję, która endecji nienawidziła i skłonna była obciążać ją winą za wszystko! A w tej liczbie takie talenty, jak Julian Tuwim, którego oskarżycielski wiersz, kanoniczny dla narracji, do dziś przyprawia o ciarki na plecach. Potem zaś pojawiła się jeszcze potrzeba usprawiedliwienia stalinowskiej kolaboracji argumentem, że „wszystko było lepsze od endeckiego ciemnogrodu” – no i tak pokutuje ten historyczny fałsz do dziś.

 

a, 28 październik 2015 13:03

Weselej nad tą trumną!

Napisał 
Miller I Palikot postkomunista i oportunista ukarani przez wyo
 
 

 

 

Czytany 9453 razy

Artykuły powiązane

  • Ulubiona trumna lewicy Ulubiona trumna lewicy

    Egzekucja Eligiusza Niewiadomskiego, mordercy Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta Polski, nie była wymierzeniem przestępcy sprawiedliwej kary. Była zbrodnią sądową.

  • Rzeczpospolita cwaniacka Rzeczpospolita cwaniacka

    Czwarty maja to tradycyjnie dzień, w którym kolejny rocznik uczniów przystępuje do egzaminu dojrzałości.

  • W co gra Tusk? W co gra Tusk?

    Trudno o tym wyrokować bez dostępu do badań, ale nie wydaje mi się, żeby Donald Tusk wygrał na zamianie swego przesłuchania w cyrk.

  • Naczelny Strażak RP Naczelny Strażak RP

    Nie mam zdania co do ustawy dotyczącej wycinki drzew. Nie przyjrzałem się sprawie, wyjechałem na urlop, nie chciało mi się. Chociaż zapewne powinienem; swego czasu musiałem usunąć u siebie na wsi parę samosiewów, które wyrosły tak, że groziły zwaleniem się przy silnym wietrze na dom, i pamiętam, jaka to była biurokratyczna mordęga – usunięcie i porżnięcie na szczapy drzew pół dnia, załatwienie zezwolenia pół miesiąca. Jeśli rząd zliberalizował stosowne przepisy, to na mój chłopski rozum dobrze – ale, oczywiście, diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

  • Teledywersja Teledywersja

    Rankiem 12 maja 1926 roku warszawskie gazety przyniosły sensację: w nocy napadnięto dom marszałka Piłsudskiego! Strzelano do niego, cudem uniknął trafienia! Wiadomość szybko obleciała miasto, budząc poruszenie wśród stronników Komendanta, od dawna już bombardowanych przez jego otoczenie lamentami nad biedą, w jakiej żyje ten najbardziej zasłużony z Polaków, nad okazywaną mu niewdzięcznością oraz odsunięciem go od życia publicznego. Furia, w jakiej żyli, sięgnęła apogeum. I jak raz w samą porę, bo właśnie tego dnia jednostki dowodzone przez byłych legionistów zbuntowały się przeciwko rządowi i ruszyły na Warszawę. Efektem, jak wiemy z historii, była krótka, ale zacięta wojna domowa, ponad 360 zabitych i 1000 rannych, z czego wielką część stanowili cywile, którzy po obu stronach włączali się na ochotnika do walk ulicznych.