• Nawalony Juncker, wkurzony Trump

    W światowej polityce nie było tak ciekawie od czasów bezpośrednio przed pierwszą wojną światową. Czytaj więcej...
  • Nie płaczę po Gersdorf

    Pewien zagraniczny dziennikarz, wyraźnie zdziwiony, że nie uważam skrócenia kadencji prezes Gersdorf za żadne horrendum i nie zamierzam się nigdzie kłaść Rejtanem w jej obronie, zapytał mnie, czy naprawdę się nie obawiam, że Sąd Najwyższy i inni sędziowie mogą po reformie orzekać niesprawiedliwie, niezgodnie z prawem i pod dyktando polityków. Czytaj więcej...
  • A więc klęska

    Gazety izraelskie, w przeciwieństwie do polskich, nie mają wątpliwości, jak ocenić naszą ekspresową rejteradę z ustawy „antydefamacyjnej” (Sejm, Senat i podpis prezydenta w 9 godzin – takiej legislacyjnego rekordu jeszcze nie było!). Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

środa, 28 październik 2015 13:03

Weselej nad tą trumną!

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(19 głosów)
Miller I Palikot postkomunista i oportunista ukarani przez wyo Miller I Palikot postkomunista i oportunista ukarani przez wyo

Wyborcze samozaoranie się SLD i całej lewicy to historia, której „umom nie razbieriosz”. Najwyraźniej prawdą jest, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera.

Od końca. Sklecony na wybory doraźny sojusz pod nazwą Zjednoczona Lewica dostał jak wiadomo 7,5 procenta głosów. Gdyby była to lista partyjna, ten skromny wynik przełożyłby się na jakieś 30 mandatów. Ale się nie przełożył, bo ZLew zarejestrował się jako koalicja, a dla koalicji próg wyborczy podwyższony jest do 8 procent.

Skąd ten pomysł z koalicją? Tacy byli pewnie swego? Zapewne też, ale przede wszystkim poszło o kasę. Formuła koalicji gwarantowała jej słabszemu współuczestnikowi, Palikotowi (jakkolwiek się teraz ta jego zbieranina nazywa, bo już się pogubiłem) że z uzyskanej dotacji dostanie godziwą, zapisaną w umowie koalicyjnej część. Bo gdyby zastosowano najrozsądniejszy z punktu widzenia wyborów wariant – SLD rejestruje listę i zaprasza na nią ludzi Palikota, to kasa w całości należałaby do Millera.

Można zrozumieć, dlaczego Palikot postawił warunek, że wspólna lista musi być lista koalicyjną. Nie sposób pojąć, dlaczego Miller i jego ekipa się na to zgodzili.

Przede wszystkim w ogóle nie rozumiem, dlaczego w ogóle zależało im na Palikocie. Przecież to kompletny bankrut, polityk darzony największą nieufnością, istniejący tylko w mediach, bo sondażowe poparcie od dawna ma w granicach błędu statystycznego. I tyle też, niewiele ponad 1 procent, padło ponoć na jego ludzi na wspólnej liście. Ale gdyby ZLew nie powstał, SLD startowały jako SLD a Palikot osobno, nie urwałby postkomunistom nawet połowy tego, bo najbardziej antyklerykalny i antypisowski wyborca nie chciałby zmarnować głosu.

Wiem, że sprawy ideowe nie są dla postkomunistów ważne, ale także i one w żaden sposób do łączenie się z pajacem z Biłgoraja, jeszcze na równych prawach, nie skłaniały. Z jakiego powodu SLD ubzdurało sobie, że Palikot to lewica? To przecież zwykła, bezideowa kanalia, udająca w różnych okresach kariery i fundamentalistę katolickiego, i konserwatystę, i liberała – nawet ostatni idiota wie (no, poza Cezarym Michalskim, ale on jest poza skalą, zresztą łączy go z Palikotem podobna stałość poglądów), że ostatecznie chwycił się „lewicowości” bo nigdzie indziej się nie dał rady zahaczyć.

W każdym razie, biorąc na pokład Palikota i zgadzając się na formalną koalicję, SLD uratował mu życie. Popularności nie odzyska, ale dopóki Monika Olejnik żyje i ma program, nie przestanie go zapraszać, a co najważniejsze – dostał swoją działkę z kasy ze te 7,5 procenta wykręcone de facto przez koalicjantów. Może odetchnąć i wrócić do tego, co jest jedyną istotą jego politycznego, a zapewne i prywatnego żywota: obmyślaniem i przygotowywaniem kolejnych stylizacji (bródka, dla odmiany, na styl hiszpański? niesforny loczek? a może czas na hipsterski kok?) i namiętnym podziwianiem się w lustrze.

Wydawało by się – Miller to doświadczony, stary gangster (dla polityka to pochwała, nie przygana), jego ekipa – partyjni wyjadacze, którzy w niejednym aparacie już byli… A załatwili się jak dzieci. Choć przecież mieli już pouczające doświadczenie z LiD-em, pokazujące, jak się mają realne głosy wyborców do medialnego pucu. Czemu im tak zależało na uratowaniu Palikota, nawet kosztem własnego żywota? Czyżby uwierzyli, że wniesiona przez niego w wianie Barbara Nowacka porwie za sobą tłumy? Przecież będąc bliżej powinni byli zauważyć, że z niej żaden polityk, a i w mediach raczej traci na bliższym poznaniu, niż zwiększa popularkę swej formacji.

Zresztą, o politycznych kwalifikacjach pani Nowackiej najlepiej świadczy fakt, że zgodziła się być figurantką, bo przecież poza czysto kurtuazyjnym tytułem „lidera” nie ma żadnych politycznych narzędzi panowania nad rzekomo zjednoczoną rzekomą lewicą. Sam fakt zawarcia zabójczej w skutkach umowy koalicyjnej jest dowodem, że obie „zjednoczone” grupy zamierzają iść własną drogą, bo inaczej zgodziłyby się na jedną, wspólną kasę dla jednej, nowej formacji jednoczącej dotychczasowe – a pani Nowacka podtrzymuje tezę, że ZLew to „poważny i trwały projekt” tak uporczywie, jakby naprawdę w to wierzyła.

SLD-owcy mogą sobie pluć w brodę – gdyby ocenili swoje możliwości skromniej, a po wtopie z Ogórek powinni byli – przedłużyliby konanie swej formacji jeszcze o kadencję. Ale zamiast na siebie, wolą się wściekać na Zandberga, choć, po prawdzie, „Razem” zebrała nie tyle elektorat lewicowy, co rozczarowanych lemingów, urywając po troszę PO, po troszę Petru. A to, co urwała ZLewowi, może by nie zdołała urwać startującemu samodzielnie SLD. Niepewność tej garstki wyborców, którzy uważają się za lewicowych, co do przeskoczenia przez ZLew podwyższonego dla koalicji progu, skłaniała ich by sobie powiedzieć: a, jak już i tak mój lewicowy głos się ma zmarnować, to już lepiej poprę frików niż na starych aparatczyków.

Mogą się wreszcie SLD-owcy pocieszać, że kilka lat w tę czy we w tę, i tak przecież skazani byli na wymarcie. To akurat prawda, choć dla niektórych tym bardziej bolesna, bo im tej jednej kadencji zabraknie by dociągnąć do emerytury.

Tak czy owak, jest powód się z samobója postkomuny pośmiać, tym głośniej, że jej wyborcza wtopa zrównoważyła nieco skutki błędu Kukiza i Korwina, którzy podzielili elektorat antysystemowy zamiast stworzyć jedną listę, i dała większość rządową PiS. Ksiądz Twardowski miał rację: Pan Bóg ma poczucie humoru.

 

"Pycha i upadek" czyli "odrobina zdrowej satysfakcji"

Rafał Ziemkiewicz, Joanna Lichocka, Paweł Lisicki
 
 

"Należy się nam odrobina zdrowej satysfakcji i przypomnienia, jak to władza, dziś krusząca się, była butna, pewna siebie i bezczelna jeszcze pół roku temu." - mówił Rafał Ziemkiewicz na premierze swojej nowej książki. I dodał "Wiążę nadzieję z Andrzejem Dudą - zobaczymy co będzie dalej, ale ten początek jest obiecujący - na to, że spróbujemy dokonać jakiejś syntezy i wyjść z tego nieszczęsnego postkolonialnego uwarunkowania, które z nas uczyniło Hutu i Tutsi". Czytaj więcej...

 

Czytany 11895 razy

Artykuły powiązane

  • Cywilizacja onanistów Cywilizacja onanistów

    Ilekroć lewica wyprawia się na poszukiwanie swojej tożsamości, tylekroć okazuje się, że ta tożsamość sprowadza się tylko do jednego: na złość Kościołowi. Kościół uważa aborcję za zło, więc lewica uważa ją za dobrą.

  • Moralista z burdelu Moralista z burdelu

    Pouczająca, jak sądzę, konwersacja, trafiła mi się na Twitterze. Zaczęło się od programu "W tyle wizji", w którym – pośród innych tematów dnia – pośmialiśmy się z Krzysztofem Feussettem z wywiadu, jaki przeprowadził, czy raczej próbował przeprowadzić Konrad Piasecki z ministrem Błaszczakiem.

  • Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu Tezy o wojnie polsko-polskiej i jej wygaszeniu

    Jeśli zabrakłoby PO, jej zwolennicy i tak nie poprą PiS, i odwrotnie, gdyby zniknął PiS, jego elektorat nie przerzuci głosów na PO...

  • Pokusa arogancji Pokusa arogancji

    Idąc do wyborów, PiS obiecywał, że zlikwiduje gimnazja i przywróci poprzedni cykl kształcenia – osiem lat szkoły elementarnej, cztery ponadpodstawowej zamiast obecnego – sześć lat elementarnej, trzy gimnazjum, trzy ponadpodstawowej. Nie tylko PiS to obiecywał. Z hasłem likwidacji gimnazjów startowała też Zjednoczona Lewica, która ostatecznie nie weszła do Sejmu, bo podniosła sobie próg wyborczy bezsensownym sojuszem z „panświnistą” Palikotem. Jest to o tyle istotne, że częścią Zjednoczonej Lewicy i sygnatariuszem jej programu był Związek Nauczycielstwa Polskiego. To zresztą było logiczne, bo kiedy gimnazja w roku 1999 wprowadzano, ZNP przeciwko tej zmianie ostro protestował.

  • Staromyślaki nie rozumio Staromyślaki nie rozumio

    Zacznę dziś od pewnej szpitalnej opowieści – uprzedzam, zawierającej słowo dosadne. Kiedyś z tego powodu powstrzymałbym się przed jej przytoczeniem, ale dziś, wobec ogólnego przyzwolenia na używanie takich słów, ograniczam się do ostrzeżenia.