• Murem za Klepacką, czyli przeciwko Nowemu Zamordyzmowi

    Wściekły atak organizacji LGBT i grzejących się przy nich celebrytów na polską mistrzynię olimpijska, Zofię Klepacką, powinien być dla wszystkich normalnych Polaków sygnałem alarmowym. Czytaj więcej...
  • Nauczyciele ze sztachetą

    Żenada w polskich szkołach jest skutkiem nałożenia się różnych działań i różnych emocji, ale bezpośrednimi sprawcami kłopotów tegorocznych maturzystów i gimnazjalistów są policjanci. Ponieważ w dzisiejszym jazgocie życia publicznego nikt już nie pamięta niczego, co było dawniej niż przedwczoraj, na wszelki wypadek przypomnę: policjanci tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości, dzięki wybraniu właściwego momentu zdołali skutecznie chwycić rząd za gardło, przydusić i wydusić podwyżki. Czytaj więcej...
  • Europa nas ocali

    Po tym, jak Władysław Kosiniak-Kamysz wprowadził PSL w koalicję z "tęczowymi" z LGBTQ i z "zielonymi", domagającymi się "otwarcia klatek", zakazu hodowli zwierząt futerkowych, drobiu, a nawet zakazu dojenia krów - wydawało mi się, że już nic głupszego polityczny lider polskiej wsi zrobić nie może. Czytaj więcej...
  • Facebook, Google, Youtube, Twitter: prywatny totalitaryzm

    Ponad trzydzieści lat temu amerykańska telekomunikacja zdominowana została do tego stopnia przez kilka wielkich koncernów, na czele z American Telephone & Telegraph, że praktycznie stworzyły one monopol. Wielcy gracze bez trudu dogadywali się między sobą, uniemożliwiając konkurentom wejście na intratny rynek. Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

wtorek, 27 październik 2015 20:35

Czego boją się w „Wyborczej”

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(78 głosów)
Agora siedziba przy Czerskiej w Warszawie Agora siedziba przy Czerskiej w Warszawie

Część akcji „Agory” była w posiadaniu OFE. I wraz z aktywami OFE trafiła do ZUS. Nie sprawdzałem prawdziwości tej plotki, bo mnie to nie interesuje – w każdym razie tym się teraz w „Volkischer PO-bachter” straszą.

Redaktor Wojciech Czuchnowski – powiedzmy sobie, człowiek nie cieszący się szczególnym prestiżem, uważany przez wielu, słusznie moim zdaniem, za „cyngla” do brudnej propagandowej roboty – w obcesowy sposób zwrócił się do mnie, żebym go nie straszył. Chodziło o zdanie na twitterze, że Jarosław Kaczyński może pewnym ludziom wybaczać, i to bardzo pięknie z jego strony, ale u mnie i tak mają, powiedzmy ładnie, przekichane.
Pan Czuchnowski oczywiście się myli – ani myślę go straszyć, w ogóle uznaję straszeni czy odgrażanie się za coś niegodnego mężczyzny. Jeśli mężczyzna jest zdecydowany i wystarczająco silny żeby uderzyć, to uderza i zabija na miejscu – a dopóki nie jest zdecydowany, albo nie może, to trzyma gębę na kłódkę i pięści przy de. To oczywiście uwaga zupełnie akademicka i bez związku z tematem, jak to na blogu.
To nie ja straszę Czuchnowskiego i innych redaktorów „Wyborczej”, szczególnie tych, którzy w latach rządów PO wykazali się szczególną służalczością wobec władzy i kelnerską dyspozycyjnością wobec kierownictwa. To oni sami się straszą.
Po „Agorze”, jak i po całym lemingradzie, krążą dziś rozmaite „listy pisowców”, którzy w najbliższych dniach objąć mają – zdaniem autorów tychże list – rozmaite posady w administracji państwowej, mediach publicznych i w samej „Agorze”, a potem się mścić. Listy te mają wzbudzić grozę i podobno faktycznie wzbudzają.


W największym skrócie - część akcji „Agory” należała do OFE. I wraz z aktywami OFE trafiła do ZUS. Nie sprawdzałem prawdziwości tej plotki, bo mnie to nie interesuje – w każdym razie tym się właśnie w „Volkischer PO-bachter” straszą. Kiedy PO kradła OFE, gazeta Michnika nie protestowała, bo do głowy nikomu nie przyszło, że zakonnica w ciąży na pasach zostanie niebawem przejechana.
Teraz zaś wybuchła panika, że jak pisowcy wezmą ZUS, to mając te akcje i możliwości, jakie daje władza, wpłyną na innych udziałowców i wyznaczą tam nowego naczelnego.
W tym kontekście pada w plotkach moje nazwisko. Z jednej strony, to niezbyt ciekawa sugestia, jakobym nadawał się do wywożenia nieczystości, bo czymże innym byłoby ewentualne robienie porządków na Czerskiej. Z drugiej wszelako – skromny dowód popularności i wizerunku, który zawsze cieszy.
Jeśli ktoś z tego powodu nie może spać, to jego problem.
Ale nie pisałbym o tym wszystkim, gdyby nie jedna sprawa.
Otóż pozwalam sobie przypomnieć, że kiedy gang Tuska po Tragedii Smoleńskiej i wyborczym triumfie Komorowskiego objął niepodzielną władzę w III RP, cierniem w zadku siedział mu dziennik „Rzeczpospolita”. Pod kierownictwem Pawła Lisickiego wielokrotnie zalał on sadła za skórę obozowi rządowemu, ujawniając parę afer czy przekłuwając propagandowy balon dmuchany przez „Wyborczą” na okoliczność książki Grossa „Złote żniwa”. Większościowym udziałowcem spółki wydającej „Rzeczpospolitą” i wyrosły przy niej tygodnik „Uważam Rze – inaczej pisane”, który błyskawicznie wyrósł na czołowy tygodnik opinii, był brytyjski koncern Mecom. Minister skarbu Grad stawał na uszach, by uprzykrzyć Mecomowi życie, wykorzystując państwowe udziały, prowadził w spółce nieustającą obstrukcję, do brytyjskiego rządu kursowali emisariusze proszący o wywarcie na koncern nacisku, aby przestał w Polsce wspierać faszystów, a z drugiej strony oferowano Brytyjczykom bardzo korzystne warunki za sprzedanie swych udziałów wskazanemu przez rząd prywatnemu inwestorowi. Aż w pewnym momencie władze Mecomu się zmieniły i te nowe machnęły na Polskę ręką i wzięły oferowaną im kasę.
W ten sposób właścicielem wpływowej wtedy gazety i czołowego tygodnika stał się niejaki Hajdarowicz, znajomy spod śmietnika pana Grasia, najsławniejszego ciecia w Polsce i totumfackiego Tuska. Gotóweczkę dla Mecomu wyłożył niejaki pan Czarnecki, zdemaskowany swego czasu przez „Rzeczpospolitą” jako, u zarania swej kariery, komunistyczny TW, państwowe udziały dostał zaś Hajdarowicz dzięki kilku mało finezyjnym „mykom” za bezcen, jeśli nie w ogóle za darmo. Po czym wyrwał dziennikowi i tygodnikowi zęby, a zarazem szeregiem reorganizacji i idiotycznych przekształceń doprowadził je do ruiny i utraty opiniotwórczej siły.
Pamiętam, że kiedy Hajdarowicz przystąpił do rozprawy z naszym tygodnikiem, komentatorzy z „Wyborczej” sekundowali mu w dziele „depisizacji” z gorliwością tej partyjnej hołoty, która w sławnej scenie z filmów dokumentalnych z sejmowej galerii podczas haniebnego przemówienia Gomułki w marcu 1968 dopingowała go „śmielej, towarzyszu Wiesławie! Śmielej!”
Pamiętam, że pisałem wtedy, że głupio robią. I że, wskutek tej ich nikczemnej głupoty, kiedy sytuacja się odwróci, i przyjdzie rząd PiS, i użyje analogicznych nacisków by skłonić udziałowców „Agory” do odsprzedania akcji, dajmy na to, SKOK-om albo fundacji senatora Biereckiego, i nowy, pisowski prezes czy naczelny wszystkich ich pośle z gwizdem na bruk, to żaden uczciwy człowiek nie wystąpi w ich obronie i nie zaprotestuje – najwyżej splunie w ślad za nimi.
Prorok jakowysik, co?
Reszta jest milczeniem.
Znaczącym.
Frekwencja i okular mgłą zachodzący - Chłodne Oko
 
Dlaczego okular Ziemkiewicza parą zachodzić może? Co wisi Polakom? Komu frekwencja służy i czy niezadowolona większość to byli wyborcy PO? Kto nie umiałby sprzedać wody na pustyni? Czytaj więcej...

Czytany 33464 razy

Artykuły powiązane

  • "Srebrna" - pułapka, która nie pykła "Srebrna" - pułapka, która nie pykła

    Najłatwiej to wyjaśnić przykładem. Wyobraźcie sobie Państwo, że pojawia się u was jakiś daleki powinowaty, przyjaciel znajomych, ktoś, kogo macie powód lubić i uznawać za osobę życzliwą – tym bardziej, że wprowadza go do waszego domu rodzina.

  • Koalicja Obciachu Koalicja Obciachu

    Stronnicy "opozycji totalnej" muszą mieć doprawdy niezwykle mocne mięśnie powiek.

  • Strategia tysiąca kozich bobków Strategia tysiąca kozich bobków

    Donald Tusk to wytrawny uwodziciel, istny Kalibabka polskiej polityki - ale, jak się zdaje, długie pławienie się w europejskich luksusach stępiło jego talent bajeranta. O Jarosławie Kaczyńskim można prędzej powiedzieć wszystko, niż to, że "ma obsesję na punkcie pieniędzy".

  • Medialne ogony merdają swymi psami Medialne ogony merdają swymi psami

    Rozmawiałem kiedyś z Władysławem Frasyniukiem - wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, ale, naprawdę, sięgam pamięcią takich czasów, kiedy z ludźmi dziś już kompletnie oszalałymi z nienawiści do PiS dało się normalnie rozmawiać.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".