• Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować. Czytaj więcej...
  • Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

niedziela, 25 październik 2015 21:08

Nareszcie! - blog Ziemkiewicza

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(35 głosów)
Pycha i upadek. Wynik wyborczy 2015 Pycha i upadek. Wynik wyborczy 2015 uziemkiewicza.pl

No i, jak się okazało – byłem prorokiem. Co przyzna teraz każdy, kto czytał moją książkę. A kto jej jeszcze nie czytał, przyzna, jak ten brak nadrobi.

Czy coś jest jeszcze do dodania? Tak. Największym zaskoczeniem nie jest manto spuszczone przez Polaków Platformie, ale frekwencja wyborcza, przy jakiej się to manto odbyło. Pokazuje ona, że nie tylko stratedzy PO, ale cały medialny i ekspercki mainstream III RP pomylił się całkowicie w ocenie nastrojów społecznych. Czy raczej, nie tyle się pomylił, co uległ zaczadzeniu własną propagandą i chciejstwu, co końca wierząc, że sukces PiS jest możliwy wyłącznie dzięki demobilizacji „milczącej większości”, która nie chce „państwa wyznaniowego”, „wojny z ruskim” i „wyrzucenia nas z Unii”, do których, jak owa większość została przekonana przez medialno-celebrycki mainstream, doprowadzą rządy PiS.
Z takiej diagnozy płynęła strategia: mobilizować większość straszeniem zmianą. Walić w PiS ile się da, z grubej rury, bo „ciemny lud” na subtelnościach się nie wyznaje – jeśli uda się zagonić do urn miliony, to te miliony zagłosują raz jeszcze za świętym spokojem i ciepłą wodą w kranie, jak nie na PO, to na jej nowoczesne bądź lewicowe klony, i przegłosują żelazny elektorat PiS.
A tu, jak to się mówiło w mojej szkole – dupa kwas, wszystko inaczej. Okazało się, że większości Polaków nie oburza, że ktoś tam śmiał niby powiedzieć „Polska w ruinie”. Ową większość oburza wmawianie jej, że w Polsce „byczo jest”, że to „złota epoka”, i że „kolejki są już tylko po ajfony”. Oburzyło Polaków traktowanie ich jak idiotów, którym można wciskać ciemnotę o „Średniowieczu” i wyższych płacach wprowadzanych nagle przez partie, która miała na ich podniesienie osiem lat. Ruszyła do urn nie po to, żeby ratować Polskę przed PiS – ale żeby dać Platformie tęgiego kopa w tyłek. Kosztowna i intensywna kampania wyborcza oraz pospolite ruszenie prorządowych mediów i „autorytetów” odniosły skutek tylko o tyle, że tę większość dodatkowo rozdrażniły i przekonały, iż najlepszym sposobem, by ten kopniak zabolał, jest głosować na PiS.
Reszta to sprawy wtórne względem tej pierwszej, podstawowej – potrzeby zmiany. Zmiany dotyczącej także debaty publicznej.
Polacy powiedzieli (po raz kolejny, bo wcześniej już w wyborach prezydenckich) – mamy dość straszenia, jadu, pogardy, bluzgów! Rozmawiajcie między sobą jak ludzie, a nie się żrecie jak dzikie zwierzęta.

PiS wygrał, bo ten głos usłyszał. Bo wystawił do walki o prezydenturę miłego, zachowującego się z dystynkcją Andrzeja Dudę, wyśmiewanego nawet z tego powodu jako „budyń z soczkiem”, a po jego wygranej – Beatę Szydło, mówiącą o gospodarce i naprawianiu kraju. Agresja w przekazie PiS zeszła na drugi plan, obsługując raczej wewnętrzne emocje.
Zupełnie inaczej w PO i jej medialnej „otulinie”. Partia rządząca nie wyczuła nastrojów, nie skorzystała z okazji, jaką dawała jej zmiana przywództwa, do zmiany przekazu. Poszła w najbardziej prymitywne ataki na opozycje. O dziwo, brnęła w nie tym usilniej, im bardziej się one okazywały nieskuteczne.
Można rzec przegranym na pociechę – przegrali właśnie dlatego, że stali się formacja zupełnie inną, niż ta, która wygrywała osiem lat temu uwodząc sloganami o miłości i wizjami dostatku, spokoju. Ta PO, która przegrała, to partia histerii, partia wrzasku i kwiku odpędzanych od koryta.
„Tonący brzydko się chwyta”, jak to ujął Stanisław Jerzy Lec. Kampania PO była, najdelikatniej mówiąc, taka właśnie – brzydka. I dlatego mobilizując rozhisteryzowanych celebrytów, wierzących święcie, że w latach 2005-2007 działo się coś strasznego, i że jak PiS wróci do władzy, to dziać się będzie coś jeszcze straszniejszego – jeszcze bardziej zmobilizowała milczącą większość, mającą dość tychże celebrytów i ich bredzenia.
Czy inna PO jest jeszcze możliwa – to dzisiaj wewnętrzny problem salonów. Jeśli pójdą za instynktem każącym im znowu odmawiać zwycięzcom legalności wyboru, sikać im na nogawki i ściągać w sukurs lewackie autorytety z Unii Europejskiej i niemieckich „antyfaszystów”, to przepadną do cna, a opozycję przeciwko PiS stworzy ktoś inny. Moim zdaniem tak dla Polski będzie lepiej.

 

Czytany 29344 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.