• Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia.  Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

sobota, 24 październik 2015 21:39

Władza, opozycja, internet - blog Ziemkiewicza

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(54 głosów)
Twitter Audit dla mediów. Twitter Audit dla mediów. uziemkiewicza.pl

Dlaczego, mówiąc sławną frazą Adama Michnika, III RP „oddała go gówniarzom”? Jakimi metodami PiS, Korwinowcy, Kukizowcy i Narodowcy opanowali media społecznościowe i uczynili z twittera oraz facebooka alternatywę (...)

Uff, wreszcie można wrócić do bloga, zaniedbanego w przedwyborczym kręćku. Oczywiście, kampanii, która spowodowała tę przerwę, podsumować jeszcze nie można, bo po pierwsze, grożą za to wysokie grzywny, a po drugie, choć generalnie wiadomo, jakie będą wyniki głosowania, warto na nie zaczekać. Ale napocznijmy temat, który i ta, i poprzednia kampania wywołały bardzo mocno.

Internet. Dlaczego, mówiąc sławną frazą Adama Michnika, III RP „oddała go gówniarzom”? Jakimi metodami PiS, Korwinowcy, Kukizowcy i Narodowcy opanowali media społecznościowe i uczynili z twittera oraz facebooka alternatywę dla mediów oficjalnych, alternatywę, która w upadku władzy PO odegrała podobną rolę, jak „Wolna Europa” w obaleniu rządów PZPR?
Oficjalna narracja zdaje się tłumaczyć rzecz właśnie w oparciu o doświadczenie „imperialistycznych rozgłośni dywersyjnych”. Wiadomo, skąd się „Wolna Europa”, „Głos Ameryki” czy sekcja polska BBC wzięły – „wrogie ośrodki” zainwestowały kasę w sprzęt, emisję i ludzi. Elity III RP, w których panuje silne zabetonowanie hierarchii, czego zewnętrznym przejawem jest ich coraz bardziej kremlowska średnia wieku (52-letni Powiatowy robi tam wciąż za swawolnego nastolatka) nadal żyją w czasach przedinternetowych i sieć komputerowa jest dla nich taką, wiecie, wielką gazetą, tyle tylko, że zamiast drukować na papierze, wyświetlają ją na ekranie tego diabelskiego urządzenia, które zastąpiło maszyny do pisania i składopisy.
A skoro tak – należy ją przejąć tak, jak się po Okrągłym Stole przejęło inne gazety i czasopisma oraz radia i telewizje. Nie miejsce tu, żeby przypominać historię stworzenia i wypromowania „Gazety Wyborczej”, „likwidacji” RSW „Prasa-Książka-Ruch”, gangsterskie sposoby, jakimi zdławił układ z Magdalenki takie tytuły jak „Czas Krakowski”, „Młoda Polska” i „Spotkania” oraz przejął media publiczne i koncesje na prywatne telewizje, i jak potrafił zareagować na chwilową niezależność telewizji RTL-7. O tym wszystkim, a także o hucpie z „tymczasowymi zezwoleniami na nadawanie” i blokadą koncesji, która zbudowała trwający do dziś duopol Radia Zet i RMF FM pisałem w książkach.
W każdym razie – to nie jest tak, że władza nie zauważyła internetu. Ona także i sieć próbowała przejąć. Tylko zastosowała niewłaściwe metody.
Drobny przykład – twitter. Ten komunikator dostarcza prostego narzędzia umożliwiającego sprawdzenie, jaką część followersów stanowią konta nieaktywne.
Proszę przyjrzeć się efektom pracy zespołu śledczego strony uziemkiewicza.pl

Twitter Audit dla mediów TVN GAzeta Wyborcza, Radko Maryja Ziemkiewicz... Dociekliwi mogą sobie sprawdzić Twitter Audit jak to wygląda dla takich ID z Twittera: @platforma_org, @pis czy innego... Internet nie zasypia.


Wnioski są oczywiste. Profile, stanowiące potencjalnie oparcie dla „opiniotwórczej” siły salonu są ewidentnie napompowane. Ponad połowa kont nieaktywnych nie może być skutkiem naturalnego zjawiska, jakim jest fakt, że wiele osób zakłada konta i z jakichś powodów je porzuca, albo używa tylko do „lurkowania”. Tak wielka liczba „fejków” może być wyjaśniona tylko w jeden sposób – kupowaniem kont na allegro bądź w inny sposób (każdy internauta wie, jakie to łatwe). A prawidłowość, iż ogromną liczbę czerwonych łapek mają konta gwiazdorów prorządowej propagandy nie może być przypadkiem.
Ktoś po prostu wyobrażał sobie, że „autorytety” w internecie wylansuje się tak samo, jak autorytety dla telewizji i innych mediów tradycyjnych. Tak, że pan A będzie pisał, że pan B jest wielki, pan B zachwalał panią C, a pani C pana A, zaś prosty lud jak zobaczy, że wszyscy oni mają po 300 tysięcy folołersów i po pół miliona lajków, padnie na kolana.
To się nie udało – i władza wciąż myśli, że dlatego, iż ktoś sypnął jeszcze większą kasą i wynajął „płatnych sk…”, w ten sposób niwecząc ich wysiłki. Osobom znającym nieco sieć nie trzeba wyjaśniać, że w istocie nie o kasę się sprawa rozbiła. Rządowi propagandyści nie rozumieli, że w sieci nie liczy się goła liczba folołersów czy lajków, ale aktywność – retwitty, linkowanie, podawanie dalej. Że nikt tu nie jest skazany na otrzymany od „autorytetu” przekaz, bo może go natychmiast weryfikować, wyszukać źródło, skonfrontować np. z innymi wypowiedziami tej samej osoby, i to z wykorzystaniem zdjęć, filmów, memów, które każdy może sam szybko wymyślić i stworzyć.
Mówiąc obrazowo – rządzące elity wyobrażały sobie, że internet to pole walnej bitwy, w której liczą się czołgi, ciężka broń, i przewaga materialna (kasa, koneksje, polityczna „krysza”, etc .) daje im pewność zwycięstwa.
Tymczasem internet to raczej zalesiony interior sprzyjający wojnie partyzanckiej, gdzie o zwycięstwie decyduje ostatecznie ofiarność, morale i aktywne poparcie miejscowej ludności. I małe, rozproszone, nie potrzebujące wcale jednolitego dowództwa oddziałki, mimo braku pancerzy i potężnych dział są tu w stanie podjąć równą walkę, a z czasem wykończyć najeźdźczą armię mimo jej przewagi.

Można ten wątek dowolnie rozwijać. Jednym z pouczających przykładów jest tu, jak różnie wyglądała popularność Tomasza Lisa, gdy do jego pompowania użyte były instytucjonalne siły TVN, Polsatu i TVP – a jak marnie wypadł laureat niezliczonych „Wiktorów” gdy uwierzywszy w moc swego nazwiska próbował prowadzić program w internecie.
I tu jeszcze jedno ustalenie internetowego zespołu śledczego strony uziemkiewicza.pl Zapytaliśmy mianowicie internetowego arbitra – wyszukiwarkę google – o to, który z polskich dziennikarzy jest najbardziej opiniotwórczy w internecie właśnie, a więc tam, gdzie wszyscy, bez względu na potężnych politycznych patronów bądź wrogów, posiadaną kasę bądź jej brak, walczyć mogą na mniej więcej równych prawach.
Odpowiedź macie Państwo poniżej:

Google Trends Ziemkiewicz, Lis,



Gdyby ktoś nie wierzył własnym oczom, wyjaśniam – od pięciu lat najczęściej wyszukiwanym polskim dziennikarzem w internecie, a więc najbardziej opiniotwórczym dziennikarzem, jest Rafał A. Ziemkiewicz.
Ja.
Tak internet nagradza upór, żeby zachowywać swoje zdanie w każdej sytuacji, nie sprzedać się władzy, ale i nie być doboszem w powstańczych formacjach opozycji. Dzięki sieci ludzie, którzy sami sobie wybierają, czyje opinie ich ciekawą, a czyje mają gdzieś, bez względu na tytuły naukowe, reklamę i zapewnienia, że to wybitny intelektualista – mogą dokonywać wyboru. Fakt, że wybór, którego dokonują, jest dla mnie nagrodą za lata ciężkiej pracy, przyjmuję z oczywista radością. Wspaniały imeninowy prezent, mówiąc nawiasem, skoro przypadkowo jest dzisiaj akurat dziś.
I jak tu internetu nie kochać? I jakże go nie nienawidzieć, jeśli się jest po tamtej stronie?
Zalinkujcie, z łaski swojej, ten wykres znajomym.

 

Czytany 27948 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.