• Wszyscy ubabrani

    Nie ma, kurde, kogo szanować. To jest dziś nasz największy problem. Nie ma kogo szanować. Czytaj więcej...
  • Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. Czytaj więcej...
  • Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę". Czytaj więcej...
  • 1
  • 2
  • 3

czwartek, 08 październik 2015 12:34

Atak Macierewiczem

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Co chce ugrać PO? Co chce ugrać PO? fot. YouTube

Centralną postacią kampanii wyborczej stał się Antoni Macierewicz. Zwany zresztą uparcie – między innymi przez panią premier – „Maciarewiczem”. To niby drobiazg, ale ciekawy, pokazujący mentalne powinowactwo tej ekipy z Kolegą Kierownikiem z „Sześćdziesiątki”, uparcie nazywającym Jacka Fedorowicza „kolega Federowiczem”.

Na tę okoliczność posypało się z jednej strony dużo komentarzy w stylu „trzymali go w ukryciu, ale im się urwał i zaorał”, a z drugiej – pouczeń zirytowanego pisowskiego elektoratu – jak można było pozwolić Macierewiczowi gadać i kompromitować. Wszystko to oparte na przekonaniu, że skoro władza dostała wreszcie pretekst do straszenia PiS-em, to na tym zyska, a PiS straci. Nie jestem fanem Macierewicza, ale wszystkie te komentarze uważam za totalnie chybione. Po stronie rządowego agit-propu służą one zaklinaniu rzeczywistości, po stronie sympatyków PiS wynikają ze złych doświadczeń z poprzednich wyborów.

Tymczasem – ani Macierewicz się nie urwał, ani PiS nie stracił nad nim kontroli, ani w ogóle nic realnie się nie wydarzyło. Tytuły o „medialnym benefisie” Macierewicza są czystą propagandą, tak jak cała sprawa. Wypowiedzi, które zmanipulował TVN i inne telewizje, ani nie były niczym horrendalnym, ani nowym, a tej najbardziej atakowanej – o Tusku jako agencie STASI – nie było przecież wcale. Gdyby Macierewicz w ogóle się nigdzie nie pokazał i nic nie mówił, niczego by to nie zmieniło, wyciągnięto by i podobnie spreparowano dowolny jego wywiad.

Dla uważnego obserwatora to, że PO uruchomiła „ssanie” na Macierewicza widoczne było już kilka dni przed cała tą – że użyję słowa modnego na twitterze – „gównoburzą”. „Wyborcza” opublikowała nagle wiadomość o nowym agregacie rosyjskiej armii do wytwarzania sztucznej mgły, która to wiadomość stanowiła zaproszenie, by polityk PiS skorzystał z podłożenia się przez przeciwników i w jakikolwiek sposób wrócił do tematu. A „dziennikarze” z TVN i innych rządowych mediów zaczęli przy każdej okazji pytać o Macierewicza, o aneks WSI i Smoleńsk, najwyraźniej mając polecenie służbowe, by uzyskać jakąkolwiek „setkę” na te tematy. Nieoczekiwanie zresztą o aneksie mówić zaczęła też premier. Decyzja – skierować uwagę lemingów na Macierewicza, albo aneks, albo Smoleńsk (czyli też na Macierewicza) zapadła więc w ścisłym kręgu decyzyjnym kampanii PO już jakiś czas temu i rządowe media po prostu dostały ją „do wykonu”. PiS zresztą chyba zdawał sobie sprawę od dłuższego czasu, że falę robienia z byłego szefa MSW wariata ma w ostatnich przedwyborczych tygodniach jak w banku i sporo zrobił by przekierować jego wizerunek – stąd ogłoszenie, że może być szefem MON, skojarzenie go z tematem caracali i innych przekrętów przy zakupie uzbrojenia, m.in. także wywiad udzielony „Do Rzeczy”.

Co chce ugrać PO? W szerokim elektoracie dominuje potrzeba zmiany, straszenie więc zupełnie już nań nie działa. Eksperci są zgodni, że atak Macierewiczem służyć ma zmobilizowaniu przez PO jej „żelaznego”, partyjnego elektoratu, który, według badań, jest najbardziej ze wszystkich zdeklarowanych grup wyborców zniechęcony i skłonny nie iść na wybory (co zresztą po paśmie błazeństw pani Kopacz dziwić nie może).

Czy raz jeszcze to zadziała i żgnięty strachem leming głosować pójdzie – wątpię, mobilizacja będzie niewielka, a pojawią się skutki uboczne. Najmniejszym jest dalsza erozja wiarygodności agit-propu, bo do części publiczności dotrze jednak, co naprawdę mówił Macierewicz, i jak się to ma do tego, a co mu przypisał redaktor Sobieniowski. Ważniejszym – demobilizacja zaplecza PO w terenie. Z tego chyba centrum decyzyjne Partii nie zdaje sobie sprawy: w sytuacji, gdy panuje powszechne przekonanie, że PiS i tak wygra i będzie rządzić, demonizowanie tej partii i przestrzeganie, że jak dojdzie do władzy, będzie się mścić, bynajmniej nie zachęca – zwłaszcza w Polsce za rogatkami, gdzie bez układu z władzą żyć się nie da – by się wytężyć i powrót PiS „powstrzymywać”, ale właśnie przeciwnie, by się lepiej schować, zamknąć i przyszłej władzy nie narażać.

Wreszcie, w tej części, w której akcja się powiedzie, odwojowanie „leminga” oznaczać będzie odciągnięcie go od Petru i ZLewu, co tylko pozornie się PO opłaca. Owszem, dostanie więcej mandatów, ale jeśli mniejsze antypisy nie wejdą, PiS tym łatwiej zdobędzie parlamentarną większość.

Mówiąc krótko, obwieszczanie jakiegoś przełomu w kampanii i wieszczenie, że PiS na tym strasznie straci a PO zyska nie ma poważnych podstaw. Wygląda raczej na to, że Michał Kamiński i dyrygowane przezeń media wypuszczają już ostatnie strzały z kołczana. Te same, zwracam uwagę, które w ostatnich dniach swojej kampanii wypuszczał Komorowski.

Czytany 14174 razy

Artykuły powiązane

  • Niepodległość w czasach obłudy Niepodległość w czasach obłudy

    Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej.

  • Bzdury, które zachwyciły Obamę Bzdury, które zachwyciły Obamę

    "Gazeta Wyborcza" zamieściła "duszosczypatielnyj" tekst Anny Applebaum "Kto mi ukradł przyjaciół", reklamowany jako "brawurowy esej, który zachwycił Baracka Obamę".

  • Kuszenie "peezelu" Kuszenie "peezelu"

    Nazywanie odbytych właśnie wyborów "samorządowymi" brzmi cokolwiek śmiesznie. Formalnie, oczywiście - ale chyba odkąd istnieje w Polsce wybieralny samorząd i samorządowe wybory, nigdy nie były one mniej samorządowe, niż te sprzed tygodnia. 

  • Szczepienia, czyli Bunt Nas Szczepienia, czyli Bunt Nas

    Zaskoczę państwa, ale ostatniego przed wyborami samorządowymi felietonu nie zamierzam wcale poświęcać tym wyborom.

  • Pan Bóg jest pisowcem Pan Bóg jest pisowcem

    Jeśli prawdą jest, co napisała w ostatnim "Wprost" Joanna Miziołek (a zwykle jest dobrze w takich sprawach zorientowana), że w kręgach kierowniczych PO wiąże się ogromne nadzieje z filmem "Kler", że zdaniem polityków opozycji jego sukces kasowy przełoży się na zmianę społecznych nastrojów, a ciężkie oskarżenia miotane przez Smarzowskiego wzbudzą falę, która pozwoli "totalnej opozycji" wygrać wyborczy trójskok zwrotem ku radykalnemu antyklerykalizmowi – to na Nowogrodzkiej mogą już chłodzić szampana.

Więcej w tej kategorii: « Trąd u ołtarza Newsweek na dnie »