fr2
piątek, 02 grudzień 2016 09:47

Powrót ojca marnotrawnego?

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(9 głosów)
Powrót ojca marnotrawnego? fot. Euku / Wikipedia - CC BY-SA 3.0

Lewicowo-liberalna opozycja ma straszny problem z przywództwem. Grzegorz Schetyna charyzmy ma tyle, co gminny urzędnik, Ryszard Petru co się odezwie, to nie wiadomo gdzie oczy podziać. Kosiniak Kamysz jest za młody, Miller za stary, a Czarzasty nie do przyjęcia bez względu na wiek. Partie jakoś sobie jeszcze radzą, bo dotacje budżetowe do pewnego stopnia zastępują charyzmatycznego przywódcę. Ale już ruch społeczny bez takowego istnieć nie może, czego dowodem oczywisty nawet dla jego sympatyków uwiąd KOD. Mateuszowi Kijowskiemu po roku głaskania go i polewania miodem przez wciąż wpływowe media obozu magdalenkowego ufa, w najnowszym sondażu, zaledwie 14 proc. Polaków – zamiast być wartością dodaną do wyżej wymienionych, jak to sobie wymyśliła, lansując go, „Gazeta Wyborcza”, jest więc wartością ujemną.

[...]

Antypisowskie media na miejscu Kijowskiego chętniej od Rzeplińskiego widziałby by Władysława Frasyniuka. Jako lider sprawdził się on już w Partii Demokratycznej – trzeba przyznać, że przynajmniej mimo wieku wciąż jest pełen energii. Wręcz, że działa szybciej niż myśli, co mu zresztą wychodzi naturalna koleją rzeczy, bo myśli raczej rzadko. Oczywiście, dla tych, co pamiętają „Solidarność” zawsze będzie to nazwisko znaczące – ale dla większości jest gościem, który umie tylko bluzgać, a i to niespecjalnie finezyjnie. Jeszcze śmieszniejszy jest pomysł recyklingu któregoś z byłych prezydentów. Bronisław Komorowski nawet by reflektował, tylko że trudno sobie wyobrazić, by opowiadając o swoim złotym ćwierćwieczu nadał ruchowi jakąś nową dynamikę. Tym bardziej Aleksander Kwaśniewski, który dla średniego i młodszego pokolenia jest już tylko bohaterem alkomemów. No, jest jeszcze oczywiście Lech Wałęsa, który by mógł, jak twierdzi, rozpędzić PiS i zmienić ustrój w dziesięć dni, gdyby tylko mu się chciało, ale aktualnie akurat mu się nie chce. Pewnie dlatego, że jako lider musiałby stale coś podpisywać, a każdy taki podpis mogliby przechwycić agenci IPN i zanieść grafologom z wiadomym skutkiem.

[...]

Wina Tuska polega na tym, że będąc intelektualnie trampkarzem, kompletnie wypranym z poczucia odpowiedzialności za Polskę i w ogóle za cokolwiek, nie potrafiącym ogarnąć wielkich spraw, niczego, poza tym, kogo puknąć, kogo posunąć, z kim się zblatować i jak ponapuszczać na siebie i powyważać wpływy frakcji – beztrosko wepchnął się na sam szczyt, tam, gdzie decydowały się rzeczy na całe pokolenia najważniejsze, przerasytające jego trampkarską umysłowość o całe lata świetlne. I zajmował przez siedem lat fotel premiera, kompletnie mając wszystko gdzieś, poza tym, żeby się z tego fotela nie dać zrzucić i przeskoczyć na fotel jeszcze wyższy. Każdemu lobby co tylko chce, Niemcom co chcą Niemcy, Rosjanom, Eurokratom, czego zażądają, aby tylko był spokój i aby do niego się nie przykleiło nic, co by mogło mu popsuć wizerunek.

[...]

Skręt na lewo zaczął się wtedy, gdy Tusk uznał, że w krajowej polityce już osiągnął co mógł i zaczął starania o stanowisko szefa Komisji Europejskiej. To dlatego właśnie nie chciał kandydować na prezydenta i wystawił do tego wyścigu najmizerniejszego intelektualnie nielota, jakiego zdołał w swym obozie znaleźć – bo nie mógłby przeskoczyć do Unii w trakcie kadencji prezydenckiej, urząd premiera to co innego. Do momentu, gdy Tusk chciał siedzieć na szczycie piramidy polskiej, PO miała się podobać Polakom – więc była centrowa ze sporą dawką picu konserwatywnego. Od chwili, gdy powziął zamiar przeskoczenia na piramidę Europejską – PO miała się podobać tym, którzy decydują o rozdziale stołków w Unii. A że przeformatowanie jej pod gust Schulza i Verhofstadta oznaczało w dalszej perspektywie jej nieuchronny upadek, zwłaszcza pod kierownictwem osoby tak miałkiej jak Ewa Kopacz, chyba szczerze przekonanej, że cały elektorat ma poglądy czytelników „Gazety Wyborczej”? Diabła tam, kto się przejmuje, że wykopyrciła się drabina, po której już się był wdrapał gdzie chciał?

Czytaj cały felieton "Powrót ojca marnotrawnego?"

Czytany 10198 razy

Artykuły powiązane

  • Megakumulacja Megakumulacja

    Tak nazwano w internecie polityczne wydarzenia ostatnich tygodni (wiem, wiem, kolejny już tydzień zawracam Państwu głowę „ciamajdanem”, ale co zrobię, kiedy ten cyrk nadal trwa?): „megakumulacją Kaczyńskiego”. Z jednej strony, znana już wszystkim sejmowa obstrukcja ze strony „totalnej opozycji”. Działania, delikatnie mówiąc, nie przynoszące ani PO, ani Nowoczesnej popularności. Niedawno zrobiono kilka sondaży na różne sposoby zadających to samo pytanie: „kto jest liderem opozycji wobec PiS”. Połowa respondentów wybrała opcję „nie ma nikogo takiego”, jedna czwarta wskazała na Kukiza, potem było długo, długo nic, Schetyna, Petru i pomniejsi. Co charakterystyczne, Kukizowi wystarczyło dla osiągnięcia tego wyniki nie robić nic, tylko od czasu do czasu składać deklarację „jako poseł i jako Polak wstydzę się za to, co się dzieje w parlamencie”.

  • Błędy i wypuczenia Błędy i wypuczenia

    Po miesiącu sejmowej awantury panel Ariadna przeprowadził na zlecenie jednej z gazet sondaż, co Polacy o tym myślą. Trzydzieści procent ankietowanych odpowiedziało, że w ogóle o tej sprawie nie słyszało. Kogoś to dziwi? Mnie nie. Próba rozpętania wielkich emocji wokół tego, czy budżet uchwalony w tej zamiast tamtej sejmowej sali jest uchwalony "z wadą prawną" czy bez "wady prawnej" obchodzi normalnego człowieka tyle, co problem, czy dla czyjegoś pełnego zadowolenia powinna być na nim przyłożona pieczątka okrągła, czy podłużna i w którym rogu.

  • Rok niespełnionej rewolucji Rok niespełnionej rewolucji

    Jak nie idzie, to nie idzie – powiedział polityk SLD w czasie, gdy seria kolejnych klęsk spychała tę partię na równię pochyłą. A przecież wydarzenia, które złamały jej potęgę, wydają się drobnymi potknięciami w porównaniu z tym, co wyrabia obóz, nazwijmy to, okrągłostołowy.

  • Bohater Ryszard, zła aktywizacja i holokaust - Chłodnym Okiem Bohater Ryszard, zła aktywizacja i holokaust - Chłodnym Okiem

    Od czasu jak były poseł PiSu postanowił urżnąć się w turystycznym centrum Madrytu, gdzie siedziało 3 tysiące ludzi, z czego połowa Polaków, która kręciła go komórkami, a on podpisał kwity, że był w tym czasie w Parlamencie Europejskim i brał pieniądze, myślałem, że nic głupszego nie można wymyślić. Okazuje się, że można wybrać się na lewiznę czarterowym samolotem z polską wycieczką, nawet nie przyklejając sobie wąsów i przytulać się do koleżanki posłanki, licząc, że nikt tego nie zauważy i nie zrobi selfika. Petru był już wszędzie, m.in. w kampanii prezydenckiej, a teraz wzywał lud na barykady, którego jak się okazuje nie jest wcale tak dużo, bo ostatnio tylko 5 osób w namiocie pod sejmem, ale protest trwa.

  • W spirali absurdu W spirali absurdu

    Skłamałbym mówiąc, że desperacka akcja PO i Nowoczesnej, którą w poprzednim felietonie nazywałem – w ślad za większością komentatorów – „ciamajdanem” jakoś wstrząsnęła Polską. Polska polityka uległa kompletnemu zablokowaniu, ale większości Polaków jest to głęboko obojętne. W sondażu CBOS ponad 60 proc. ankietowanych stwierdziło, że ich osobista sytuacja w mijającym roku uległa poprawie. W równoległym sondażu, jakie było najważniejsze wydarzenie polityczne ubiegłego roku, prawie połowa zakreśliła opcję – „nie wiem, nie interesuję się polityką”. Wśród pozostałych wygrały natomiast Światowe Dni Młodzieży i wizyta papieża Franciszka (ponad 20 proc.) i program 500+ (10 proc.) Zagrożenia dla demokracji, o których przez cały rok zdzierały gardła najbardziej wpływowe media, rzekome łamanie Konstytucji, Trybunał Konstytucyjny i pomruki Parlamentu Europejskiego oraz Komisji Europejskiej za istotne uznało zaledwie parę procent.