fr2
wtorek, 13 grudzień 2016 10:51

Totalny Postmodernizm

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(13 głosów)

Pewnie już Państwo słyszeli ta nazwisko – Adam Mazguła. Jeśli nie, to znaczy, że nie jesteście Państwo w kursie. „Syn sapera”, jak sam się przedstawia, oraz były oficer tzw. ludowego wojska, co, mówiąc słowami piosenki, „widać, słychać i czuć”. W stanie wojennym porucznik, cieszący się nienaganną kartą służby i wysoko ceniony przez zwierzchników – „powierzone mu zadania wykonuje wzorowo”, „bez wątpliwości uznaje konieczność działań podjętych dla obrony socjalizmu” etc. – w czasach III RP bywał komendantem garnizonów, administrował w Iraku, aż uwieńczył karierę w wojsku stopniem pułkownika, na który awansował go Tomasz Siemoniak w ostatnich dniach rządu PO-PSL. Przez kilka lat sołtys Skorochowa pod Nysą, komendant opolskiego hufca ZHP (właśnie złożył rezygnację), w obejściu, sposobie wypowiadania się i argumentowania, klasyczny – przepraszam, ale tak to się dokładnie nazywało – peerelowski „trep”, z tych, którzy przed wizytacjami ganiali żołnierzy do malowania trawy na zielono.

[...]

Przede wszystkim zaś, od pewnego czasu – wschodząca gwiazda Komitetu Obrony Demokracji. Do mediów po raz pierwszy przebił się już kilka tygodni temu, gdy straszył władzę puczem wojskowym, czy wręcz sam do takiego puczu wzywał. Ale prawdziwą karierę zrobił w minionym tygodniu. Wygłosił płomienne przemówienie na manifestacji byłych funkcjonariuszy SB i MO, którym PiS odebrał właśnie sejmową ustawą przywileje emerytalne (dotąd, nie dość, że przechodzili na emerytury znacznie wcześniej, to na mocy prawa z 1993 roku mieli je kilkakrotnie większe od innych). Głośne stały się zwłaszcza jego słowa, że w stanie wojennym były może jakieś incydenty, ale „generalnie dochowano wtedy kultury”, ona sam bowiem „nie pamięta, by na ulicach coś szczególnego się wtedy działo” – zwieńczone pointą, że prawdziwy reżim to jest teraz.

[...]

Przemowa płk. Mazguły stała się tak głośna, że Mateusz Kijowski zaprosił go do podpisania apelu o „wypowiedzenie posłuszeństwa władzy”, którego to symbolicznego aktu chce dokonać opozycja 13 grudnia, w ramach ogłoszonego przez siebie „dnia wolności”. Na liście 13 sygnatariuszy apelu Mazguła sąsiaduje m.in. z Władysławem Frasyniukiem, aktorką Krystyna Jandą, od miesięcy wzywającą do czynnej walki z PiS, oraz jej kolegą po fachu Krzysztofem Pieczyńskim...

[...]

Zestaw nazwisk był mocny, ale to właśnie o Mazgule najgłośniej – okazał się bowiem nie do przełknięcia nawet dla części antypisu. Co ciekawe, odcięło się od apelu, oprócz Nowoczesnej i części PO także SLD. Natomiast „legenda Solidarności”, Frasyniuk, bronił obecności Mazguły w komitecie, podobnie jak i Kijowski. W KOD, odwołującym się wszak do oporników i tradycji KOR, zapanowała konfuzja. Jak podaje Gazeta Wyborcza”, w Warszawie, Gdańsku i kilku innych miejscach urządzi on 13 grudnia po dwa marsze, jeden Kijowskiego z Mazgułą, a drugi jego zastępcy i rywala do przywództwa, Szumełdy.

Czytaj "Totalny Postmodernizm" w Dzienniku Związkowym

Czytany 8977 razy

Artykuły powiązane

  • Megakumulacja Megakumulacja

    Tak nazwano w internecie polityczne wydarzenia ostatnich tygodni (wiem, wiem, kolejny już tydzień zawracam Państwu głowę „ciamajdanem”, ale co zrobię, kiedy ten cyrk nadal trwa?): „megakumulacją Kaczyńskiego”. Z jednej strony, znana już wszystkim sejmowa obstrukcja ze strony „totalnej opozycji”. Działania, delikatnie mówiąc, nie przynoszące ani PO, ani Nowoczesnej popularności. Niedawno zrobiono kilka sondaży na różne sposoby zadających to samo pytanie: „kto jest liderem opozycji wobec PiS”. Połowa respondentów wybrała opcję „nie ma nikogo takiego”, jedna czwarta wskazała na Kukiza, potem było długo, długo nic, Schetyna, Petru i pomniejsi. Co charakterystyczne, Kukizowi wystarczyło dla osiągnięcia tego wyniki nie robić nic, tylko od czasu do czasu składać deklarację „jako poseł i jako Polak wstydzę się za to, co się dzieje w parlamencie”.

  • Requiem dla KOD Requiem dla KOD

    I tak nikt by mi nie uwierzył, gdybym udawał, że zamierzam płakać po Komitecie Obrony Demokracji - więc dam sobie spokój. Dało się w tę pokraczną próbę użycia legendy KOR do obrony warstw posiadających III RP wciągnąć nieco ludzi poczciwych, których mi żal - ale też nie jest to żal aż tak dojmujący, żebym się miał ze współczucia pochlastać.

  • Czas pelikanów Czas pelikanów

    Nie pamiętam, kto pierwszy nazwał wyborców PO „lemingami”; niektórzy przypisują tę skromną zasługę mnie, inni śp. Seawolfowi, ale może pierwszy był jeszcze ktoś inny. Szło o liczną grupę wyborców aspirujących do wielkomiejskiego dobrobytu i prestiżu, przeważnie kończących studia lub różne kursy i zaczynających pracę w korporacjach, których oczekiwania zupełnie przegapił w kampanii wyborczej 2007 PiS, a z którymi doskonale skomunikowała się wtedy PO.

  • Jak to na wojence nieładnie Jak to na wojence nieładnie

    Na wojnie, jak to na wojnie, prawda się nie uchowa. Media zawsze trochę „polewały”, ale to, co wyrabia dzisiaj agit-prop obozu odwołanego w ubiegłorocznych wyborach, to już nowa jakość. Nie manipulacja, nie propaganda nawet, o które można oskarżać niektóre media sprzyjające władzy. Po stronie „wysadzonych z siodła” elit III RP mamy już coś więcej: to po prostu wojna informacyjna.

  • Powrót ojca marnotrawnego? Powrót ojca marnotrawnego?

    Lewicowo-liberalna opozycja ma straszny problem z przywództwem. Grzegorz Schetyna charyzmy ma tyle, co gminny urzędnik, Ryszard Petru co się odezwie, to nie wiadomo gdzie oczy podziać. Kosiniak Kamysz jest za młody, Miller za stary, a Czarzasty nie do przyjęcia bez względu na wiek. Partie jakoś sobie jeszcze radzą, bo dotacje budżetowe do pewnego stopnia zastępują charyzmatycznego przywódcę. Ale już ruch społeczny bez takowego istnieć nie może, czego dowodem oczywisty nawet dla jego sympatyków uwiąd KOD. Mateuszowi Kijowskiemu po roku głaskania go i polewania miodem przez wciąż wpływowe media obozu magdalenkowego ufa, w najnowszym sondażu, zaledwie 14 proc. Polaków – zamiast być wartością dodaną do wyżej wymienionych, jak to sobie wymyśliła, lansując go, „Gazeta Wyborcza”, jest więc wartością ujemną.