fr2
wtorek, 06 grudzień 2016 11:08

Murem za swoimi

Napisał
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Komentarze::DISQUS_COMMENTS
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Aresztowanie Józefa Piniora (w kraju trzeba teraz pisać cokolwiek po kafkowsku „Józefa P.” – wszyscy wiedzą doskonale, o co chodzi, ale przepis jest przepis) to był dla wielu przysłowiowy grom z jasnego nieba. Dla mnie też. Nawet nie z tego względu, że Józef Pinior należy do najbardziej zasłużonych działaczy Solidarności z jej pierwszego, heroicznego okresu – w ostatnich latach dość się już napatrzyliśmy na ludzi kiedyś wspaniałych, którzy przepoczwarzyli się w żałosnych kłamców, potwarców i cwaniaczków, od samego „historycznego przywódcy Solidarności” poczynając. Ale z różnych dziennikarskich powodów stykałem się z Piniorem w ostatnich latach, gdy był europosłem i senatorem PO, i poznałem jako człowieka niezmiernie ideowego, potrafiącego merytorycznie uzasadniać swoje racje i otwartego na racje innych – doprawdy, był rzadkim okazem w zdegenerowanym i sfanatyzowanym półświatku naszej polityki.

[...]

Niemal od pierwszej chwili przyjaciele aresztowanego, na czele z równie jak on zasłużonym, ale od wielu już lat usilnie się kompromitującym Władysławem Frasyniukiem, okrzyknęli go więźniem politycznym i próbują przekonać świat, że w Polsce faszystowski reżim pokazał swą prawdziwą twarz. Przeciwko prokuratorskim zarzutom użyty został argument dawnych zasług – które, owszem, powinny być brane pod uwagę, ale dopiero przez sąd, po zważeniu ewentualnej winy, jako okoliczność łagodząca. Użyto też jako argumentu ulicznych pikiet – ta główna, we Wrocławiu, przyniosła ze sobą nader charakterystyczny transparent ze słowami „Nie! I ch*j!” (tak w oryginale, można sprawdzić na zdjęciach). W sumie to kwintesencja postawy obozu anty-PiSu.

[...]

Trudno uwierzyć, że bohater podziemia brał łapówki. Ale śledztwo rozpoczęło się jeszcze za rządów PO-PSL, długo zbierano dowody korupcyjnych powiązań – Pinior jest zresztą jednym z jedenastu aresztowanych w sprawie. Po drugie, nawet histeryzujący w tonie „zaczęło się!” kodomici nie są w stanie wskazać żadnego sensownego powodu dlaczego i po co miałby PiS prześladować akurat Piniora, człowieka od dawna zupełnie odsuniętego od politycznych wpływów. Nie znając szczegółów sprawy, rozsądny człowiek nie przesądzałby o winie ani niewinności, w końcu najwspanialszym ludziom zdarzały się upadki, choćby popadnięcie w rujnujące i przez to skłaniające do nielegalnego zdobywania pieniędzy nałogi.

[...]

Nie tak dawno inna prokuratura postawiła zarzuty urzędującej prezydent Łodzi Hannie Zdanowskiej – chodzi o starą sprawę sfałszowania papierów niezbędnych do wzięcia kredytu. Kredyt został ostatecznie spłacony, ale przestępstwo, choć może o „małej szkodliwości społecznej”, jest oczywiste, zresztą sama pani Zdanowska wcale mu nie zaprzeczała, tylko płakała, że zrobiła tak z dobrego serca, by komuś pomóc. Być może – ale zwykłemu obywatelowi coś takiego na pewno nie uszłoby na sucho.

Czytaj "Murem za swoimi" w Dzienniku Związkowym

Czytany 8405 razy

Artykuły powiązane

  • Błędy i wypuczenia Błędy i wypuczenia

    Po miesiącu sejmowej awantury panel Ariadna przeprowadził na zlecenie jednej z gazet sondaż, co Polacy o tym myślą. Trzydzieści procent ankietowanych odpowiedziało, że w ogóle o tej sprawie nie słyszało. Kogoś to dziwi? Mnie nie. Próba rozpętania wielkich emocji wokół tego, czy budżet uchwalony w tej zamiast tamtej sejmowej sali jest uchwalony "z wadą prawną" czy bez "wady prawnej" obchodzi normalnego człowieka tyle, co problem, czy dla czyjegoś pełnego zadowolenia powinna być na nim przyłożona pieczątka okrągła, czy podłużna i w którym rogu.

  • Jak to na wojence nieładnie Jak to na wojence nieładnie

    Na wojnie, jak to na wojnie, prawda się nie uchowa. Media zawsze trochę „polewały”, ale to, co wyrabia dzisiaj agit-prop obozu odwołanego w ubiegłorocznych wyborach, to już nowa jakość. Nie manipulacja, nie propaganda nawet, o które można oskarżać niektóre media sprzyjające władzy. Po stronie „wysadzonych z siodła” elit III RP mamy już coś więcej: to po prostu wojna informacyjna.

  • Smutne święto Smutne święto

    Przypadek sprawił, że dzień Wszystkich Świętych, w polskiej tradycji będący okazją do oderwania się od bieżących sporów i refleksji nad sprawami ostatecznymi, zbiegł się z polityczną groteską dotykającą tematów cmentarnych. Lewicowo-liberalna opozycja oraz sympatyzujące z nią media zareagowały bowiem istną histerią na decyzję prokuratury o przeprowadzeniu ekshumacji i sekcji zwłok ofiar tragedii smoleńskiej.

  • Chwała nam i naszym kolegom Chwała nam i naszym kolegom

    Liberalno-lewicowa opozycja pracowicie uczy się tego, czego przez ostatnie ćwierć wieku nie miała okazji się nauczyć – bycia opozycją. Na razie doszła, mniej więcej, do tego miejsca, w którym obóz dziś rządzący był w połowie lat dziewięćdziesiątych – czyli do „Konwentu Świętej Katarzyny”. Płyną z okolic PO, Nowoczesnej i KOD zapewnienia, że w jedności siła, naprzemiennie z mniej lub bardziej pogardliwie formułowanymi wyrazami lekceważenia „głównej siły opozycyjnej” dla pomniejszych sił opozycyjnych.

  • Aborcja, czyli samozaoranie antypisu Aborcja, czyli samozaoranie antypisu

    Wykreowanie na motyw przewodni „czarnych protestów” solidarności z Natalią Przybysz, celebrytką, która zabiła swoje nienarodzone dziecko, bo mieszkanie miała za małe – to był prawdziwy majstersztyk politycznej propagandy. Jej wyznania, że wskutek „wpadki” musiałaby szukać nowego lokalu (nie żeby jej nie było stać, ale ileż to fatygi!), zachwyty, jak wspaniałym uczuciem jest „oczyszczenie macicy”, jaki to odlot, te pięć minut gdy się „odzyskuje wolność”, wszystko to po prostu nie mogło nie stać się obiektem powszechnego oburzenia i nie wzbudzić rezonansu na tyle silnego, by zmienił on wektory debaty publicznej.